Data dodania: 12-07-2018


Alfabet Fabiana: Nadzieja

XIV Krajowy Zjazd Lekarzy jest już historią, chociaż nadal trwają związane z nim rozdania i ruchy personalne. Nadzieja, że delegacja ponad czterystu przedstawicieli naszego środowiska wyszła naprzeciw oczekiwaniom polskich lekarzy, których liczba sięga stu osiemdziesięciu tysięcy, pozostaje wciąż żywa. Czy wielkie oczekiwania, jakie w 1989 r. wiązali lekarze z reaktywacją izb lekarskich, wzrosły?

Czy przypadkiem nie grozi temu środowisku izolacja tzw. elit izbowych, połączona z ich popadnięciem w powyborcze czteroletnie samozadowolenie i samowystarczalność (tłum lekarski pozostaje w tle)?

Stabilność i trwałość podmiotów, uczestniczących w tym, co nazywamy społeczeństwem obywatelskim, winna wypływać z kreowania idei i przywództwa w okresie między wyborami. Patrząc w tym kontekście na walkę wyborczą o fotel prezesa Naczelnej Izby Lekarskiej, należy z pewnym niepokojem spojrzeć na rozkład głosów, wybierających go delegatów. Biorąc pod uwagę, że było trzech kandydatów, wynik głosowania (217 do 129 i 49 głosów) informuje nas, że przez osiem lat poprzedniej prezesury, izby lekarskie nie zdołały w naturalny sposób wykreować nowego lidera i sformułować programu ideowego. Czym były zajęte?

Szczególnego znaczenia pytanie to nabiera w kontekście casusu nieudanego ministrowania Konstantego Radziwiłła, który stanowisko rządowe postawił znacznie wyżej, niż swoje związki z samorządem. Ustawianie izb lekarskich w roli petenta, a nie partnera, stanowi bardzo duże zagrożenie dla tego, co nazywamy budową społeczeństwa obywatelskiego, a co każdy minister, świadom korzyści płynących z budowy takiego społeczeństwa, powinien rozumieć.

Należy żywić nadzieję, że nowy prezes zdoła uzyskać powyborczą integrację środowiska, które jest bardzo zróżnicowane pod względem interesów - w szerokim tego słowa znaczeniu. Może to utrudniać  tę integrację, ale żadną miarą nie zwalnia od podjęcia próby oceny wpływów transformacji  i „reform” na zadania izb, które przypomina uchwała programowa nr 8, przyjęta przez majowy Zjazd Krajowy. Wśród tych zadań szczególne przy tym miejsce zajmuje sprawowanie pieczy nad należytym i sumiennym wykonywaniem zawodu lekarza (art. 5  pkt. 2 ustawy o izbach z 2009 r.).

Czy  aktualne  mechanizmy, funkcjonujące w ochronie zdrowia, sprzyjają  wykonywaniu naszego lekarza w zgodzie z zaleceniami Kodeksu Etyki Lekarskiej?

Należy to zdiagnozować przed podjęciem in gremio działań terapeutycznych w odpowiedzi na wspomnianą uchwałę. Niestety, delegaci OIL w Łodzi nie wykorzystali okazji do nagłośnienia apelu, zaproponowanego przez łódzką Komisję Etyki i przyjętą przez Zjazd Okręgowy, o potrzebie kodyfikacji zjawisk, które - w związku z przemianami społecznymi, ekonomicznymi i własnościowymi - pojawiły się w systemie i rzutują na przestrzeganie zasad tegoż kodeksu, a tym samym relacje międzyludzkie.

Nadzieja nowego prezesa Andrzej Matyi, że minister zdrowia powoła go do gremium, które prowadzi ogólnonarodową debatę pod hasłem „Wszystko dla zdrowia” , spełniła się 7 czerwca w czasie pierwszego ich spotkania. Obserwatorom, czytającym lakoniczny komunikat o tym spotkaniu, zabrakło w nim stwierdzenia, że ten ostatni nie zauważył, iż Izba Lekarska powinna być podstawowym partnerem w rozmowach na temat tego, co się dzieje w ochronie zdrowia (przy pełnym szacunku dla wszystkich pozostałych pracowników ochrony zdrowia, którzy pomagają lekarzom w wypełnieniu ich misji).

A powracając do dorobku Zjazdu Krajowego, zdominowanego przez sprawozdania i wybory, to jego delegaci przyjęli: siedemnaście uchwał - większość to uchwały rutynowe (to jest zatwierdzające poprzednią kadencję i regulującego przebieg obrad zgromadzenia), cztery stanowiska, które nawołują do przestrzegania obowiązującego prawa oraz dziewiętnaście apeli - na gros z nich ministerstwo winno zareagować  stosownymi  rozporządzeniami, wydanymi od ręki.

Wśród tych ostatnich znalazł się też apel nr 9, sugerujący prezesom  OIL zawieszenie aktywności w działaniach organizacji politycznych. Czyżby to była sprawa wstydliwa? Powstaje w tym kontekście pytanie, jak to się ma do oczekiwań wobec naszych koleżanek i kolegów lekarzy, którzy pozostając aktywnymi parlamentarzystami i senatorami, nie utrzymują żadnych kontaktów ze swoimi macierzystymi izbami lekarskimi i nie uczestniczą w ich działalności?

Z nadzieją na kreowanie społeczeństwa obywatelskiego bez wstydu za działalność polityczną, korporacyjną i inną kolegów lekarzy, wchodzimy w ogólnopolską sjestę wakacyjną, pamiętając przy tym, że… nadzieja umiera ostatnia.