Data dodania: 14-11-2018


Alfabet Fabiana Razem

Razem to słowo, a w zasadzie przysłówek, który po rozwinięciu wskazuje, że wspólnie można więcej, lepiej i mądrzej.

Z tą właśnie myślą zgłaszany jest jako szyld partii oraz wygłaszany przy okazji tworzenia koalicji wyborczych. Sygnalizuje w ten sposób nadzieję na zasypanie występujących podziałów i nawiązanie współpracy w tzw. ciągu dalszym, w duchu przytoczonym na wstępie, wraz z wynikającymi z tego korzyściami.

W nawiązaniu do setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez naszą Ojczyznę, przysłówek ten można rozwinąć następująco: wspólnymi siłami Polaków rozpoczęto w 1918 r. budowę II Rzeczypospolitej, a umownym jej początkiem była data 11 listopada, która wiąże się z przekazaniem przez Radę Regencyjną władzy wojskowej i naczelnego dowództwa Józefowi Piłsudskiemu. Sformułowanie „wspólny trud”, czy „wspólny wysiłek” -  oddają skalę poczynań w tworzeniu podstaw państwa polskiego ze społeczności o dużym zróżnicowaniu kulturowym i majętnym, a także o różnych oczekiwaniach wolnościowych, żyjących wcześniej w trzech zaborach. W realizacji tych działań nie zabrakło również lekarzy.

Według danych statystycznych z 1921 r., na Ziemiach Polskich mieszkało około 27 milionów mieszkańców, nad zdrowiem których czuwało zaledwie 5548  medyków. Wprawdzie w 1938 r. zarejestrowano ich już 12 917 (i 3686 lekarzy dentystów), ale jednocześnie liczba obywateli państwa polskiego wzrosła do 35 milionów. Brak lekarzy był tak duży, że ówczesny prezydent RP - Ignacy Mościcki zmienił dekretem ustawę o wykonywaniu praktyki lekarskiej, wprowadzając do niej przepis o obowiązku odbycia przez lekarzy po ukończeniu studiów dwuletniej praktyki w gminach wiejskich. Dodajmy, że obowiązek powyższy nie dawał młodym lekarzom żadnych korzyści ekonomicznych.

Tak się złożyło, że problem braku lekarzy w Polsce powraca w stulecie odzyskania niepodległości, aczkolwiek ma inny wymiar, inne przyczyny i inną skalę.

Niezależnie od tego, jak Polacy będą obchodzić święto 11 listopada - razem czy osobno, problem ten ma wymiar ponad polityczny i szerokie konotacje jeśli chodzi o pojęcie „publiczna służba zdrowia”. Pojęcie to pojawia się po raz pierwszy w polskim prawodawstwie w ostatniej, podpisanej przez wspomnianego wyżej prezydenta Mościckiego, tuż przed wybuchem II wojny światowej, ustawie o publicznej służbie zdrowia. Ustawa ta określiła pod raz pierwszy zakres obowiązków rządu i samorządu terytorialnego w zakresie zapewnienia powszechnej opieki zdrowotnej oraz epidemiologiczno - sanitarnej nad ludnością oraz tworzyła strukturę administracyjną, zobligowaną do wykonywania tych obowiązków.

Współczesna ochrona zdrowia w Polsce funkcjonuje opatrzona dwoma przymiotnikami: jako publiczna i jako niepubliczna, ze wszystkimi skojarzeniami dotyczącymi słowa publiczna. Finansowanie tej drugiej pochodzi ze środków tworzących finanse NFZ oraz częściowo z środków budżetowych, wokół których toczy się nieustanna gra polityczna wpisana w kolejne kampanie wyborcze. Nie da się nie zauważyć, że w kampaniach tych pojawiają się licznie również nasi koledzy - lekarze, reprezentujący różne opcje polityczne, którzy przy okazji wygłaszają różnego rodzaju sądy, deklaracje i postulaty. Wypowiedzi te, niestety, często pozostają w sprzeczności z obrazem tzw. powszechnej opieki zdrowotnej, który towarzyszył postulatom zgłaszanym przez przedstawicieli izb lekarskich już wówczas, gdy budowano ustrój ochrony zdrowia w odrodzonej Polsce.

Rodzi się w tej sytuacji wiele pytań pod adresem obecnych władz naszych izb:  Czy kierując się wskazaniami Kodeksu Etyki Lekarskiej, nie powinny one zdecydowanie reagować na wspomniane wyżej zjawiska? Czy lekarza  - rzecznika tzw. ciemnogrodu można pociągnąć do odpowiedzialności za postępowanie, wyrządzające szkodę dla konstrukcji systemu ochrony zdrowia publicznego? Wydaje się nie budzić wątpliwości, że trwająca w samorządzie lekarskim dyskusja nad zaleceniami KEL, zmierza właśnie w kierunku egzekwowania przez izbowe komisje etyki poprawnych zachowań ze strony lekarzy - polityków, służących nie tylko naszej korporacji, ale przede wszystkim obywatelom. Nie można wszak zapominać, że Kodeks stanowi fundament dla budowli lekarskiej społeczności, która w trosce o swój autorytet musi piętnować zjawiska, postawy i sposoby zarządzania ochroną zdrowia, szkodzące wizerunkowi i pozycji polskiego lekarza.

Tuż po trwających  właśnie wyborach samorządowych, przyjdzie nam pewnie śledzić nieuchronny proces tzw. „dzielenia łupów”, wśród których są - niestety - również kierownicze stanowiska w ochronie zdrowia na różnych szczeblach jej działania. Upolitycznianie tej sfery, nie jest jednak dobrym rozwiązaniem. Bez

względu więc na kolejne zawirowania , które mogą nas wszystkich dotyczyć, powinniśmy - summa summarum - działać razem…