Data dodania: 14-11-2018


Autorytet mistrza i etos Judyma - odchodzą

Ryszard Markert

Zgodnie z zapisem zawartym w „Słowniku wyrazów obcych” z 1976 r., pod redakcją Władysława Kopalińskiego, słowo „korporacja” określa stowarzyszenie lub organizację zawodową, zazwyczaj posiadającą osobowość prawną.

Podobną definicję tego słowa podaje obecnie również Wikipedia, ale tu oznacza ono przede wszystkim bardzo duże przedsiębiorstwo, często o zasięgu międzynarodowym, w którym ogromne znaczenie mają m.in. specyficzna organizacja pracy, obowiązujące procedury, czy hierarchiczne relacje wewnątrz firmy. Przytoczone na wstępie znaczenie słowa „korporacja” zaczyna zanikać i mam powody przypuszczać, że w znacznej części społeczeństwa, zwłaszcza tej młodszej, kojarzy się ono już  tylko ze „słoikami”, czyli osobami jeżdżącymi do swojego „korpo” w Warszawie, gdzie mogą zarobić lepiej niż w Łodzi.

xxx

Reaktywowana w 1989 r. izba lekarska była korporacją, mającą łączyć nas lekarzy i reprezentować nasze potrzeby, zwłaszcza w trudnym okresie demontażu dawnego systemu. Przyjęto, że każdy absolwent wydziału lekarskiego i stomatologicznego wyższej uczelni medycznej staje się automatycznie jej członkiem, co daje mu odpowiednie przywileje i korzyści, ale też pociąga za sobą obowiązki. Do tych ostatnich należą np. płacenie obowiązkowej składki, postępowanie zgodne z zasadami Kodeksu Etyki Lekarskiej, a także podporządkowanie się orzeczeniom Sądu Lekarskiego.

Jest naturalnym, że współczesne problemy i nieuchronnie następujące zmiany w naszym środowisku lekarskim, niewątpliwie są związane z zależnymi od upływającego czasu przemianami wśród ogółu społeczeństwa. Pojawiają się jednak wyraźnie takie objawy ostrzegawcze, których nie wolno nam lekceważyć. Przykładem tego jest np. przedwczesne zamkniecie obrad XIV Zjazdu Krajowego Lekarzy w maju tego roku, z powodu braku kworum. Świadczy to, że część delegatów, zapominając o tym, że została obdarzona mandatem przez swoje koleżanki i swoich kolegów, wybrała… wcześniejszy pociąg do domu.

Nasuwa się zatem pytanie: Czy nie zdawali sobie oni sprawy z ciążącej na nich odpowiedzialności za przyznany im mandat zaufania, czy po prostu ich otoczenie dokonało złego wyboru? Czy te prodromalne objawy można postrzegać jako istniejące wśród naszego lekarskiego społeczeństwa signa temporis ? Stanowczo uważam, że nie tylko należy je dostrzegać, ale i w miarę możliwości im zapobiegać.

Zdaję sobie sprawę, że lekarz funkcjonuje w układzie naczyń połączonych, zmieniających się relacji międzyludzkich, nasilających się inwektyw i wulgaryzmów nawet w sali Sejmowej, wzrastającej agresywności pacjentów (umiejętnie nagłaśnianej przez media), czy piętrzącej się biurokracji. Ale - niestety -  często niedopuszczalne są  również zachowania samego lekarza. Powoli odchodzi część naszej korporacji lekarskiej, która wchodziła w życie zawodowe, gdy obowiązywał model nauczania zawodu „Mistrz – uczeń”, co właśnie w naszym przypadku miało znaczący wpływ na dalsze lekarskie postawy.

Te niewątpliwie niekorzystne zmiany mają swój początek już w okresie studiów, które można ukończyć bez szans na poznanie profesora, zwłaszcza w przedmiotach klinicznych. Egzamin testowy (być może jako konieczny znak zmieniających się czasów) zastąpił bezpośredni kontakt z Profesorem podczas zaliczającego rok egzaminu, w czasach kiedy liczba studentów na poszczególnych latach była dużo większa niż obecnie. Również utrudnienie lub nawet uniemożliwienie bezpośredniego kontaktu studenta z chorym wpływa na zanik tych wartości, które stają się niezwykle ważne w dalszej postawie lekarza. Ćwiczenia na fantomie nigdy nie będą odpowiadać zdarzeniom, z którymi przyszły lekarz będzie musiał stanąć „twarzą w twarz”. Powinna niepokoić zmniejszająca się obecność studentów na wykładach, co później dotyczy również uczestniczenia w posiedzeniach towarzystw naukowych poszczególnych specjalności. I z pewnością nie należy tłumaczyć tego łatwością dostępu do wiedzy dostępnej w… Internetu.

Część naszych koleżanek i kolegów reprezentuje pogląd, że izba lekarska jest im niepotrzebna, a obowiązkowa składka - niewłaściwa. Nie zdają sobie sprawy z możliwości realnej pomocy, którą od Izby mogą uzyskać. Pomoc bytowa, stypendia dla dzieci po zmarłych lekarzach, pożyczki, zapomoga pogrzebowa, dofinansowywanie szkolenia, a ostatnio bony w przypadku urodzenia dziecka lub na rehabilitację  – to niektóre z form wsparcia finansowego. Ale nie można też zapominać o pomocy prawnej, tak w wielu przypadkach obecnie istotnej. Należy pamiętać, że w sprawach przeciwko lekarzowi sąd powszechny niekiedy czeka na orzeczenie naszego sądu lekarskiego. Niezwykle ważne było też  poparcie udzielone przez samorząd lekarski dla protestu lekarzy rezydentów.

Ponieważ jednak pokolenie lekarzy wychowanych na autorytecie swoich Mistrzów i etosie Judyma powoli się naturalnie zmniejsza, to ich pałeczkę etyki i moralności lekarskiej powinno przejąć najmłodsze pokolenie. Za tę sztafetową zmianę odpowiadać musi „średnie pokolenie” lekarzy, które stanowi większość osób działających we władzach izb lekarskich (także łódzkiej), w tym również wybieranych delegatów na kolejne kadencje. Bowiem ono pamięta czasy, kiedy zasadniczym elementem procesu leczenia był Pacjent (przez duże „P), a nie narzucane limity ponoszonych kosztów i wykonanych procedur, czy zmiany pseudo organizacyjne. W przeciwnym razie termin „korporacja” będzie jedynie kojarzyć się z… „wyścigiem szczurów”.

Ryszard Markert

 

PS. Podobnie obawiam się, że ta wątpiąca część naszej korporacji, nie czyta również „Panaceum”. Może warto więc spróbować ocenić, jaki odsetek lekarzy i lekarzy dentystów - członków Izby łódzkiej, zapoznaje się z treścią coraz ciekawszych numerów naszgo pisma?