Data dodania: 27-02-2020


Bez kolejek do specjalistów?

Justyna Kowalewska

Opublikowano projekt nowelizacji zarządzenia prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia w sprawie zmian w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej. Ministerstwo Zdrowia planuje zniesienie od marca limitów na wizyty u kardiologów, neurologów, ortopedów i endokrynologów. Z dwóch milionów oczekujących na wizytę specjalisty aż siedemset tysięcy potrzebujących ustawia się właśnie do tych czterech specjalności. Czy zniesienie limitów rozwiąże ten problem?

Od 1 marca br. NFZ obiecuje, że zapłaci za wszystkich pacjentów, których specjalista zdoła przyjąć. Co ciekawe, mają to być tylko pacjenci pierwszorazowi, za których lekarze już teraz dostają o 50 proc. więcej, a od marca dostaną podwyżkę o kolejne 17 proc. Zniesienie limitów oraz wyższa wycena będzie kosztowała NFZ ok. 300 mln zł.

Czy to rozwiązanie skróci kolejki? Redakcja „Panaceum” pyta o to lekarzy, którzy na co dzień spotykają się z problemem.

Prof. dr hab. n. med. Jerzy Krzysztof Wranicz, kardiolog: „To, że kolejki do lekarzy specjalistów są długie, nie ulega wątpliwości. Bywa, że pacjent czeka na konsultację kardiologiczną nawet rok. Jeżeli dodamy do tego, że trzy czwarte przypadków niewydolności serca jest rozpoznawana w warunkach szpitalnych, to znaczy, że z opieką ambulatoryjną jest coś nie tak.

Proponowane cięcia limitów to pomysł, który zmusza do szerokorozumianej reorganizacji całego systemu ochrony zdrowia, ale tylko wtedy, jeśli zostanie potraktowany jako pierwszy krok zmian. Konieczne jest zwiększenie przepustowości poradni, a co za tym idzie, potrzeba więcej lekarzy, bo ci którzy teraz pracują, mają swoje własne ograniczenia, choćby fizyczne… Konieczne więc wydaje się przeniesienie zatrudnienia. To teoretycznie wydaje się możliwe, ale trzeba zaproponować lekarzom takie warunki finansowe, żeby opłacało się im pracować w poradniach. Niektóre szpitale proponują tak zwane etaty łączone, gdzie lekarz ma obowiązek pracy ambulatoryjnej. Jednak nie jest to doskonałe rozwiązanie, bo – jak wiadomo – czas nie jest z gumy i jeśli lekarz pracuje więcej w poradni, ma mniej czasu dla pacjentów na oddziale.

Jak więc można rozwiązać ten problem? Będzie to możliwe tylko wtedy, jeśli praca w poradni będzie porównywalna pod względem finansowym z pracą w spółce X czy Y. W każdym zawodzie najskuteczniejszą motywacją jest motywacja finansowa, jeżeli więc za proponowanymi przez Ministerstwo Zdrowia zmianami pójdą także środki finansowe, zniesienie limitów może się okazać dobrym pomysłem”.

Dr Łukasz Jasek, neurolog: „Moim zdaniem pomysł Ministerstwa Zdrowia dotyczący zniesienia limitów nie rozwiązuje problemu kolejek do lekarzy specjalistów. Problem nie wynika bowiem tylko z limitów, ale również z braku lekarzy. Poradnie specjalistyczne są niedofinansowane i dopóki to się nie zmieni, problem nie zostanie rozwiązany. Jedyne co może się zmienić, po zapowiadanym zdjęciu limitów, to liczba pacjentów, którzy będą oczekiwali, że zostaną przyjęci. Ale kiedy, gdzie i przez kogo mieliby być przyjęci?

Jedyny plus, który widzę w tym pomyśle, jest taki, że przynajmniej teoretycznie poradnie nie będą miały strat związanych z nadwykonaniami. Jednak to niewielki zysk w porównaniu z całym problemem dostępu do lekarzy specjalistów. Tego problemu nie da się rozwiązać zniesieniem limitów, bo lekarzy od tego nie przybędzie. Jedyne co może poprawić sytuację to zwiększenie nakładów finansowych na diagnostykę”.

Lek. Filip Płużański, lekarz specjalizujący się w ortopedii i traumatologii: „Przyjmuję w poradni ortopedycznej i uważam, że pomysł zniesienia limitów przyjęć to krok w dobrym kierunku. Zawsze wydawało mi się kuriozalne, że płatnik z góry zakłada liczbę urazów, których w kolejnych latach doznają pacjenci. Obawiam się, że taki ruch to raczej akt desperacji niż element wcześniej zaplanowanej reformy.

Nie ma jednak prostej odpowiedzi na pytanie, czy zniesienie limitów realnie poprawi sytuację pacjentów. Przecież przychodnie przyszpitalne nadal będzie ograniczał wcześniej ustalony ryczałt. Prawdopodobnie przygotowywana zmiana zwiększy liczbę udzielanych świadczeń, ale nie ma pewności, czy zwiększy się ich jakość. To wszystko zależy od możliwości lekarzy przyjmujących w poradniach. Nie chodzi przecież o to, żeby przyjmować pacjentów »taśmowo«. Już w ubiegłym roku NFZ zwiększył stawki za porady »urazowe«, prawdopodobnie po to, by odciążyć SOR-y. W tym wypadku zamiast pięciu pacjentów na godzinę powinniśmy przyjmować dwudziestu… To jest fizycznie niemożliwe. Staramy się nie odmawiać pacjentom, ale to niestety do minimum ogranicza długość wizyty i psuje kontakt lekarz–pacjent. Bez rozwiązań umożliwiających zatrudnienie asystentów medycznych i dalszego usprawniania systemów teleinformatycznych nie ma co liczyć na spodziewane efekty.

Reasumując, zniesienie limitów wydaje się dobrą koncepcją, ale nie jestem pewien, czy przy braku lekarzy uda się faktycznie poprawić sytuację i realnie skrócić kolejki do specjalistów. Słowem, za dobrym pomysłem powinny pójść dodatkowe fundusze”.