Data dodania: 29-03-2016


Chcę tworzyć nową jakość

„Panaceum” rozmawia z dr n.med. Moniką Domarecką, dyrektor naczelną Centralnego Szpitala Klinicznego - Instytutu Stomatologii łódzkiego Uniwersytetu Medycznego, a jednocześnie (od czerwca 2015) p.o. dyrektora naczelnego Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 4 im. M. Konopnickiej w Łodzi

„Panaceum”:  - Na wstępie gratulujemy nowej funkcji, a ponieważ wielu naszych czytelników nie miało jeszcze okazji poznać Pani, prosimy o przybliżenie swojej zawodowej drogi.

Monika Domarecka: -  Z wykształcenia jestem lekarzem stomatologiem, posiadam specjalizację ze stomatologii ogólnej, a w 1998 roku obroniłam też doktorat. Od wielu lat pracuję w Zakładzie Stomatologii Ogólnej, gdzie obecnie kieruję Pracownią Zaburzeń Czynnościowych Narządu Żucia. W roku 2003 zostało mi zaproponowane objęcie stanowiska zastępcy dyrektora Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 6, czyli Instytutu Stomatologii. Wtedy dyrektorem naczelnym tego szpitala był doktor Piotr Okoński, a trzy lata później stanowisko to objął profesor Dariusz Brykalski, a ja zaczęłam pełnić obowiązki dyrektora do spraw medycznych. W 2009 roku rektor Paweł Górski powołał mnie na dyrektora naczelnego USK nr 6  Instytutu Stomatologii, a rok później - w trakcie pełnienia tych obowiązków - zostałam jednocześnie powołana na p.o. dyrektora naczelnego Centralnego Szpitala Klinicznego. Przez rok następowała fuzja obydwu szpitali, przy czym szpitalem przejmującym był USK nr 6 IS, który od tej pory nosi nazwę Centralny Szpital Kliniczny - Instytut Stomatologii. W jego strukturze znajduje się zarówno stomatologia, jak i psychiatria, ale też: alergologia, immunologia, reumatologia, medycyna nuklearna, dermatologia, genetyka, rehabilitacja kardiologiczna, medycyna sportowa oraz choroby metaboliczne. Ponadto posiada on dwie filie szpitalne o profilu stomatologicznym w Skierniewicach i w Bełchatowie.

„P”: - Pod koniec czerwca tego roku została Pani powołana dodatkowo na p.o. dyrektora naczelnego USK nr 4 i od ponad dwóch miesięcy przygotowuje szpital pediatryczny przy ul. Spornej do przyłączenia do Centralnego Szpitala Klinicznego. Jaki jest cel tego przyłączenia i czy tak odmienne struktury mogą harmonijnie funkcjonować jako całość?

M.D.: - To nie jest dla mnie tak zupełnie nowa sytuacja, gdyż duża liczba pacjentów stomatologicznych to dzieci, a w strukturze CSK jest też oddział psychiatrii dziecięcej. Po przyłączeniu Szpitala im. Konopnickiej powstanie duża jednostka, która będzie świadczyć kompleksowe usługi medyczne, tworząc nową jakość na łódzkim rynku medycznym. Trzeba pamiętać, że szpital musi konkurować z innymi podmiotami o kontrakty na świadczenia refundowane. Dzięki połączeniu struktur, uzyskamy wyższy poziom rankingujący w Narodowym Funduszu Zdrowia, uzyskamy też możliwość lepszego kontraktowania świadczeń, bo wzrasta nasza pozycja jako kontrahenta. Ponadto powstanie możliwość przesuwania środków między niedowykonaniami, a nadwykonaniami. Poza tym wielospecjalistyczność daje dużo większe możliwości diagnostyczne i lecznicze. Od wielu lat trwa np. współpraca między kliniką genetyki CSK a oddziałem pediatrycznym szpitala przy ul. Spornej w zakresie badań nad cukrzycą. Do tej pory szpitale te musiały rozliczać koszty między sobą, teraz będzie odbywało się to dużo łatwiej i płynnej. Zresztą przykładów jest znacznie więcej. W przypadku dzieci onkologicznych, u których jest potrzebna sanacja jamy ustnej, szpital zlecający musiał za to zapłacić, w tym momencie będzie to wewnętrznym kosztem szpitala. Zmniejszy się też administracja. Nie przewiduję natomiast zwolnień personelu lekarskiego czy pielęgniarskiego, wręcz przeciwnie.

„P”: - Według danych łódzkiego oddziału NFZ, w województwie mamy trzydzieści dwa szpitalne oddziały pediatryczne, w tym aż dziesięć z nich to odziały Szpitala im. Konopnickiej. To dużo, czy mało?

M.D.: -To jest bardzo mało, za mało jak na potrzeby dzieci z naszego województwa, biorąc zwłaszcza pod uwagę wzrastające zapotrzebowanie sezonowe.   Mieszkamy w dużej aglomeracji, a są właściwie tylko dwa duże ośrodki pediatryczne na terenie Łodzi, to jest szpital przy ul. Spornej i szpital pediatryczny Instytutu CZMP. W tej chwili swoje struktury odbudowuje Szpital im. Korczaka, ale łóżek jest tam o wiele mniej, niż było ich przed remontem. Ponadto zaczynają „znikać” regionalne oddziały pediatryczne i jest oczywiście kłopot z brakiem wystarczającej liczby pediatrów oraz z ich wysoką średnią wieku.

„P”: - Czy w związku z tym widzi Pani dyrektor problem braków kadrowych w przejmowanym szpitalu?

M.D.: - Tak, oczywiście. Największy problem dotyczy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Praca na SOR jest bardzo ciężka i nie cieszy się dużą popularnością wśród lekarzy, szczególnie młodych, którzy wolą pracować na oddziałach. Do SOR-u zgłaszają się pacjenci z różnymi, często trudnymi przypadkami, trzeba szybko postawić diagnozę i zdecydować o zaopatrzeniu takiego pacjenta. Na razie udało nam się zatrudnić kilku nowych lekarzy chirurgów oraz zwiększyć wymiar zatrudnienia dotychczasowo tam pracujących lekarzy pediatrów. Nadal jednak konieczne jest zatrudnienie przynajmniej jeszcze jednego lekarza pediatry. Problemem było też obsadzenie dyżurów, konieczne stało się powołanie komitetu dyżurowego i stworzenie odpowiedniego harmonogramu. Obecnie przez dwadzieścia cztery godziny na dobę pracuje tam dwóch pediatrów, chirurg i laryngolog, dostępny jest też gastroenterolog,  alergolog i onkolog. Na pocieszenie dodam jednak, że w szpitalu specjalizuje się prawie dziewięćdziesięciu rezydentów; być może ktoś z nich będzie chciał tu zostać i dalej pracować. Mam nadzieję też, że już niedługo ci nowi specjaliści zasilą zasoby kadry pediatrycznej województwa łódzkiego.

„P”: - Z własnych obserwacji wiem, że szpital przy ul. Spornej jest często przysłowiową pierwszą i chyba też ostatnią deską ratunku dla chorujących dzieci w Łodzi. Ile jest łóżek pediatrycznych w szpitalu?

M.D.: - W szpitalu mamy dwieście pięćdziesiąt trzy łóżka na szesnastu oddziałach, a hospitalizacji jest tu łącznie około dwadzieścia tysięcy rocznie. Natomiast w dziewiętnastu poradniach  udzielono w zeszłym roku prawie siedemdziesiąt siedem porad. Na SOR dziennie zgłasza się około osiemdziesiąt - dziewięćdziesiąt chorych dzieci.

„P”: - To bardzo dużo, ale te liczby nie zmieniają się chyba od lat, także jeśli chodzi o oddział ratunkowy?

M.D.: - Pediatryczny SOR  przy ul. Spornej jest jedynym w województwie łódzkim. W naszej ocenie, w naszym mieście szczególnie nocna pomoc lekarska dla dzieci jest niewystarczająca. Do tego lekarze NPL, a także pierwszego kontaktu wolą na wszelki wypadek odesłać chore dziecko do naszego szpitala. Być może wynika to z faktu, że dla dzieci potrzebne jest dodatkowe zaplecze lekowe, urządzenia medyczne muszą mieć inny rozmiar, no i wyższe są koszty leczenia dziecka niż dorosłego. Badanie EEG czy EKG wymaga niekiedy obecności dwóch techników, bo dziecko trzeba uspokoić, przytrzymać, szersze są też wskazania do znieczuleń ogólnych.

„P”: - Z jakimi jeszcze wyzwaniami musiał się zmierzyć nowy dyrektor „Konopnickiej”?

M.D.: - To, co już udało się zrobić, to usystematyzować harmonogramy pracy, przeprowadzić inwentaryzację sprzętu medycznego oraz dokonać przeglądu zawartości apteczek oddziałowych. Został zrobiony też przegląd kadry pod kątem wymogów NFZ. Nieznacznie przeorganizowano pracę pielęgniarek anestezjologicznych i anestezjologów. Świadczenia z zakresu diagnostyki zostały przesunięte na popołudnia i rozszerzono godziny pracy pracowni EEG i EMG. W porozumieniu z kierownikami, przeprowadziłam też inne drobne regulacje na poszczególnych oddziałach.

„P”: - A co pozostało do zrobienia?

M.D.: - To, co nas jeszcze czeka, to ogólna informatyzacja szpitala, której tam po prostu nie ma. Udało mi się bezpłatnie pozyskać trzydzieści osiem zestawów komputerowych od jednej z łódzkich firm i jestem w trakcie rozmów dotyczących zainstalowania nowego systemu informatycznego. W CSK funkcjonują dwa systemy: w części psychiatrycznej jest to Esculap, a w stomatologicznej – Kamsoft. Jeden z tych systemów zostanie wdrożony w Szpitalu im. Konopnickiej,  co między innymi ułatwi proces rozliczania się z NFZ i usprawni ruch chorych. Oczywiście, jest też szereg prozaicznych prac do wykonania typu odmalowanie pomieszczeń, zakup klimatyzatorów czy stworzenie ogródka zabaw dla oczekujących na wizytę dzieci.

„P”: - Ostatnio w mediach głośno było o  braku odpowiednio dużej  karetki, która służyłaby do transportu dzieci chorych onkologicznie i ich rodziców. Czy udało się już rozwiązać ten problem?

M.D.: - Szpital dysponuje swoją karetką, którą chore dzieci są dowożone np. na radioterapię do Szpitala im. Kopernika. Jest to jednak zwykła, czteroosobowa karetka i brakuje w niej miejsca dla rodziców.  Fundacja dla Dzieci z Chorobami Onkologicznymi „Krwinka” zakupiła niedawno większy samochód, służący do transportu sześciu osób i teraz zbierane są fundusze na doposażenie anestezjologiczne tego samochodu.

„P”: - A czym pozytywnie zaskoczyła Panią placówka przy ul. Spornej?

M.D.: - Nie mogę powiedzieć, że szpital był prowadzony źle, jest to jedyny pediatryczny szpital w Polsce, który uzyskał dodatni wynik finansowy w zeszłym roku. Przede wszystkim brakuje w nim jednak sprawnego systemu informatycznego, ale to da się szybko nadrobić. Moim zdaniem, największą wartością szpitala jest jego personel lekarski i pielęgniarski, który cechuje się niezwykła empatią w podejściu do małego pacjenta i niezwykłą fachowością. Szczególnie jest to widoczne na oddziale pediatryczno - onkologicznym, który jest jedyną taką placówką dla dzieci na terenie naszego województwa. Jest to ośrodek wyjątkowy, z wyjątkowym kierownikiem - prof. Wojciechem Młynarskim. Jak słyszę od kolegów i koleżanek, których dzieci niestety chorują i są tam leczone, to w porównaniu z innymi wiodącymi ośrodkami tego typu w Polsce, jest to miejsce wyjątkowo uporządkowane, dobrze zarządzane i z dużą dawką zrozumienia dla dzieci i ich rodziców. Poza tym wdrażane są tu najnowocześniejsze metody lecznicze, a ośrodek przoduje w rankingach naukowych. Dużą rolę pełni tutaj również wspomniana fundacja „Krwinka”, która funkcjonuje już od dwudziestu lat, a założyli ją rodzice dzieci chorujących na nowotwory. Oczywiście, na ogromne uznanie zasługują bezwzględnie wszyscy kierujący oddziałami Szpitala im. Konopnickiej, wraz z zespołami.

„P”: - Fundacja „Krwinka” zabiegała swego czasu o dobudowanie nowego ośrodka onkologicznego przy szpitalu, zakupiono nawet projekt takiego budynku. Czy planuje Pani jakieś inwestycje w tym zakresie?

M.D.: - Miesiąc temu odbyłam dwuipółgodzinną rozmowę w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju w tej sprawie. Mamy tam złożony projekt na rozbudowę szpitala. Jest to projekt ośmiokondygnacyjnego budynku liczącego dziewięćdziesiąt łóżek, wraz z lądowiskiem dla helikopterów, który powstał na bazie projektu fundacji „Krwinka”. W tym budynku znajdzie się ośrodek onkologiczny, ale będzie też część przeznaczona na leczenie malformacji naczyniowych u dzieci. Są to wysokospecjalistyczne procedury, unikatowe w skali kraju, wykonywane obecnie przez zespół pod kierownictwem prof. Przemysława Przewratila. Ministerstwo Zdrowia będzie nas rekomendowało do pozyskania na ten cel 252 mln zł. Teraz jesteśmy w fazie kompletowania dokumentów. Wizja dalekosiężna, ale ma szansę na realizacje w ciągu najbliższych trzech - pięciu lat.

„P”: - Jakie jeszcze inne cele zamierza Pani dyrektor zrealizować, przejmując placówkę przy ul. Spornej pod „skrzydła” CSK?

M.D.: - Moim pierwszym, zawodowym celem, jako menedżera, było stworzenie dobrych warunków do pracy w Instytucie Stomatologii i myślę, że mi się to udało. Mam nadzieję, że w szpitalu przy ul. Spornej również uda mi się stworzyć przyjazne miejsce pracy, w którym będzie można wykonywać zarówno pediatryczne działania lecznicze, jak też naukowe i dydaktyczne. Tak, żeby te działania się uzupełniały, a nie kolidowały ze sobą.  

„P”: - W imieniu czytelników „Panaceum”, dziękuję za rozmowę.