Data dodania: 28-09-2017


DoctorRiders: Tajemnice Ziemi Kłodzkiej

Kolejny, już jedenasty, rajd członków Klubu „ DoctorRiders”, z cyklu Poznaj Swój Kraj, odbył się w dniach 3 -10 czerwca 2017 r. na Ziemi Kłodzkiej. Przyjechało ponad sześćdziesiąt osób, głównie rodziny, na czterdziestu kilku motocyklach. Organizatorem był Artur Bobrecki „Bober” - stomatolog z Dzierżoniowa, a wspierał go Paweł Wróblewski, prezes Dolnośląskiej Izby Lekarskiej.

Najdłuższe trasy, by dotrzeć do celu, musieli pokonać koledzy z Pomorza i Białegostoku - ponad siedemset kilometrów. Ja „tylko” trzysta pięćdziesiąt. W sumie przejechałem w czasie tego urlopu około tysiąc trzysta kilometrów, a mój nowy nabytek, BMW R1200R, spisał się wyśmienicie (160 km/godz. to dla niego pryszcz). Dziadek „Harry” miałby pewnie kłopot, zwłaszcza na winklach, ale nadal pozostaje kultowym już motocyklem flagowym naszego Klubu.

Naszą bazą wypadową był hotel na Jamrozowej Polanie w Dusznikach Zdroju, ośrodek szkoleniowy narciarstwa klasycznego, w tym biatlonistów (zawody strzeleckie też się odbyły, a choć wielu facetów było nieźle ostrzelanych, bo po WAM-ie, to - oczywiście - wygrała kobieta). Pogodę mieliśmy w kratkę; zimno, deszcz, a nawet grad, jednak większość dni  było słonecznych i ciepłych. Ziemia Kłodzka, leżąca na styku południowo-wschodniej części Sudetów Środkowych i zachodniej części Sudetów Wschodnich, to bowiem region geograficzny charakteryzujący się bardzo zróżnicowaną aurą. Warto też  dodać, bo jest to ciekawostką, że wody tutejszych rzek spływają do trzech mórz: Bałtyckiego, Północnego i Czarnego.

Region, który tym razem objeżdżaliśmy, to teren dawnego (istniejącego od 1459 r.) Samodzielnego Hrabstwa Kłodzkiego. Ziemie te przez wieki były czeskie, a przez ostatnie trzysta lat - niemieckie. Nie ma tam polskich korzeni. Do Polski przyłączono je dopiero w 1945 r. (to spuścizna konferencji jałtańskiej, w czasie której niechlubne role odegrali Roosvelt, Churchill i Stalin). O tym wszyscy przewodnicy mówili otwarcie, w przeciwieństwie do przewodników ukraińskich, którzy we Lwowie nawet do zabytków rdzennie polskich dorabiają ukraińskie pochodzenie.

Kotlika Kłodzka (stanowiąca tylko piątą część Ziemi Kłodzkiej) oraz otaczające ją pasma górskie - Góry Stołowe, Góry Orlickie, czy Góry Bystrzyckie - to wymarzony rejon dla motocyklistów. Kręte drogi, prowadzące to w górę to w dół, wspaniałe widoki; czuliśmy się niemal jak w Szwajcarii. Wymagało to od uczestników sporych umiejętności. Niestety, nie obyło się bez przykrych niespodzianek. Jeden z „rajdersów” wypadł z takiej „agrafki” i stoczył się w dziesięciometrową przepaść, ale na szczęście nic się nie stało. Stracił kufry i stopkę, sam jednak wyszedł bez uszczerbku, a jego motocykl - po drobnej naprawie - pojechał dalej.

Codziennie wyjeżdżaliśmy w inny rejon Kotliny. Duszniki Zdrój – muzeum papiernictwa i koncert fortepianowy w Dworku Chopina. Droga stu zakrętów - wyśmienita, podobnie jak potężne, majestatyczne Błędne Skały, przez które ciężko było się przecisnąć, ale na kolanach… daliśmy radę (nawet ja). Wambierzyce z XVIII-wiecznym, górującym nad okolicą, barokowym kościołem , Pstrążna – schronienie wyznawców różnych odłamów katolicyzmu.  Kudowa Zdrój i kaplica czaszek w Czermnej z 1776 r.  - jeden z trzech takich obiektów w świecie (kilka tysięcy czaszek i kości zebranych z pól wojny husyckie oraz będących pokłosiem epidemii cholery, tworzących ściany i sufit kaplicy).

Kłodzko - stolica regionu (bliżej stąd do Pragi – 180, Wiednia – 320, Berlina – 380, niż do Warszawy – 430 kilometrów), to piękne, niezniszczone miasto niemieckie o ponad tysiącletniej historii, z wielowiekowym rynkiem i kamieniczkami oraz potężnym zamkiem - twierdzą, stworzoną przez Austriaków po wojnie trzydziestoletniej. Fortyfikacja, która właściwie nigdy nie była oblegana (z wyjątkiem Napoleona w 1807 r.), wykorzystywana była głównie jako koszary i więzienie. Kłodzko przyciąga turystów również MiniEurolandem (parkiem miniatur) oraz podziemną trasą , która przed laty służyła za schronienie dla ludności, magazyny, a także kazamaty. Do 1972 r. Kłodzko, co jest dość znamienne, należało do archidiecezji praskiej. 

Nowa Ruda i turystyczna kopalnia węgla oraz niebywałe, wielokilometrowe podziemne miasto Osówka, którego przeznaczenie pozostało tajemnicą (spotkaliśmy tu redaktora Bogusława Wołoszańskiego). Zdaniem jednych miała to być tajna kwatera Adolfa Hitlera, inni zaś uważają, że podziemne hale miały służyć fabryce zbrojeniowej produkującej tajną broń. Prace budowlane rozpoczęto tu w 1943 r. i trwały one  jeszcze do kwietnia 1945 r.  Średnia przeżycia robotników tam pracujących - więźniów obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, głównie Polaków wyznania mojżeszowego - to trzy miesiące.

Kolejny dzień to znowu podziemia i czołganie się („Boberek” nie miał dla nas litości, ale… było warto!) – Złoty Stok i kopalnia złota, czynna jeszcze do 1961 r. Obecnie większość kopalnianych labiryntów jest zalanych. W rozkwicie, co  miało miejsce w średniowieczu, z kopalni pozyskiwano ponoć 2% światowego wydobycia tego kruszcu o najwyższej, 24-karatowej próbie. W sumie na przestrzeni siedmiuset lat z miejscowych złóż wydobyto około 16 ton czystego złota, z czego 15 kg przeznaczono na wyprawy Kolumba. Udziały w spółce wydobywczej, która tu swego czasu działała, miał m.in. Wit Stwosz. Natomiast górnicy tu zatrudniani umierali po dziesięciu latach pracy; arszenik i arsen, produkty uboczne, robiły swoje.

Za to ostatni dzień to prawie sama jazda przy pięknej pogodzie. Polanica Zdrój, Bystrzyca Kłodzka, renesansowy Zamek – Pałac w Międzylesiu, Zieleniec i sto pięćdziesiąt kilometrów krętych dróg. Góry Bystrzyckie, kotliny i rzeki, w tym przełom Dzikiej Orlicy, dopływu Łaby, wreszcie wybudowana w 1938 r., przepiękna Droga Sudecka, zwana Autostradą Goringa, w tym jej część czeska – Zemska Brana. Szkoda, że droga ta nie jest przeznaczona tylko dla motocyklistów, można by nią jeździć na okrągło.

Oczywiście, nie mogło zabraknąć tradycyjnych pogaduch, muzyki i tańców, które nam towarzyszyły przez wszystkie wieczory, spędzane przy… lokalnym browarze. Organizatorom tego rajdu, w tym zwłaszcza Arturowi Bobreckiemu składam tą drogą WIELKIE DZIĘKI.

 

Grzegorz „Prezes” Krzyżanowski

Fot. M. Szymański („Michu”), P. xxxx („kPiotr”)