Data dodania: 10-06-2017


Dzień Dziecka 2017. Samo się nie dzieje… A dzieje się super!

Maj i czerwiec obfitują w okazje do świętowania, bo to i Dzień Matki (26 maja), i Dzień Dziecka (1 czerwca), i Dzień Ojca (23 czerwca). No, może ten ostatni nieco odstaje czasowo, ale przywołując lata trzydzieste minionego wieku, święto matki obchodzono wówczas w pewnym oddaleniu od święta dziecka, 8 - 9 maja. Tak czy inaczej, powodów do świętowania wiele.

Jak co roku, w siedzibie Okręgowej Izby Lekarskiej w Łodzi przy ul.  Czerwonej, odbył się z tej okazji wiosenny festyn rodzinny. Tradycja wieloletnia sprawiła, że mimo konkurencyjnych imprez, nasza była tłumnie nawiedzana. Dlaczego? Może dlatego, że elastyczna formuła dawała możliwość zabawy w każdym czasie i w każdym miejscu (w salach Klubu Lekarza i w ogrodzie), a może dlatego, że jak co roku staraliśmy się o nowe atrakcje. Może… Ja powtórzę to, co podkreślam co roku: tylko nasza impreza to święto rodzin, całej społeczności lekarskiej. To impreza przygotowana z potrzeby serca - nie ma ani politycznych, ani innych populistycznych podtekstów. To wiosenny festyn, dający pretekst do koleżeńskich spotkań całych rodzin lekarskich (włącznie z babciami i dziadkami).

Spiętrzenie imprez klubowych w ostatnim czasie w naszej Izbie spowodowało, że przygotowania  były, delikatnie mówiąc, lekko nerwowe. Jak zwykle zresztą. Bo w naszej Izbie zawsze dzieję się coś, co wymaga szczególnych przygotowań, a dodatkowo w tym roku mieliśmy konkurencję, bo za naszym przykładem poszli inni. W Łodzi odbywały się:  Miejski Dzień Dziecka, Holi Łódź Festival, Festiwal Kolorów, Rossman Dzieciom itd. – do wyboru i do koloru.

Jak co roku, Iwona Szelewa stanęła na wysokości zadania, o tyle trudniejszego, że wiele z planowanych atrakcji zostało zarezerwowanych przez innych, znacznie bogatszych organizatorów. Strażacy w tym roku, zamiast ścianki wspinaczkowej, zainstalowali park linowy. Trzeba przyznać, że dzieci nie znają lęku , wspinały się bowiem ochoczo na sam wierzchołek drzewa i balansowały na linie. Oczywiści, pod czujnym okiem strażaków, którzy sprawnie je asekurowali.

Dużym zrozumieniem dla swej misji wykazywały się psy z łódzkiej „Dogoterapii”, cierpliwie znosząc zabawy i pieszczoty najmłodszych. Jak zawsze powodzeniem cieszyły się kucyki ze stajni „Huclandia”; przejażdżki wierzchem dawały niezapomniane przeżycia. Najmłodsi okupowali dmuchańce ze „Strefy Zabawy”, gdzie można było wyszaleć się do woli.

Pełne ręce roboty miała firma „GoDan” -  pan wyczarowujący różności z baloników, cały czas oblegany przez dzieci. Nawet gdy na koniec naszej imprezy spadł deszcz, „produkcja” dmuchanych zabawek została przeniesiona do budynku Izby. Kolejki były do wesołego makijażu i zajęć plastycznych w wykonaniu Jolanty Rosińskiej oraz  Ewy Chłód z „Guzika do Wyobraźni”.

Trzon animacji zabawowych stanowili, wierni nam od lat: rodzinny zespół „Eklezja” Renaty Serwa oraz Marek Corelli z Michałem Wotusem.  Koncertowali, prowadzili pokazy i konkursy z nagrodami, czuwając nad całością zabawy. Małgorzata Milczarek, mimo kontuzji, poprowadziła warsztaty teatralne z dziećmi, wspólnie z nimi wystawiając lalkowe przedstawienie.

Jednak największa atrakcja i nowością był pokaz retro rowerowy; jazda na starodawnych bicyklach była atrakcja nie tylko dla najmłodszych. Wręcz ekwilibrystyczne pokazy pozwalały podziwiać sprawność i opanowanie tych trudnych pojazdów. Poza jazdą i popisami, zebrani mogli się dowiedzieć kilku szczegółów o historii bicykli, strojach cyklistów i zasadach poruszania się tymi pojazdami.

Poza tymi atrakcjami, można było puszczać bańki mydlane i posilić się grillowym poczęstunkiem. Były też ciastka, lody, napoje i dużo dobrej zabawy. Trawestując powiedzenie Churchila - wielu zawdzięczało tę zabawę tak nielicznym. Organizatorzy zawsze ci sami i jakoś - mimo zapowiedzi - nie widać chętnych do współpracy. Nie dziwię się, bo organizowanie imprez, to wiele tygodni pracy, poszukiwań, kontaktów, uzgodnień, spotkań, telefonów itp. Mnóstwo czasu...  Samo się nie dzieje (grzmi samo i samo się błyska – Witkacy).

Wszystkim - jak co roku - zajęła się Iwona, w dniu imprezy wspierana - także jak co roku - przez Anię, Wojtka i Jurka. A dodatkowo do kompletu stawiła się doktor Agnieszka z córką, by wspólnie doglądać zabawy najmłodszych. Również - jak co roku - był sponsor ; tym razem ten, który wspierał nas już poprzednio - firma „Satal Mitsubishi ”. Jednak finansowanie pochodziło głównie z naszych funduszy izbowych, których nie poskąpiła - jak co roku - dyrektor Biura OIL -  Halina Kotus, a całość akceptował prezes ORL -  Grzegorz Mazur.

A na dodatek w tym roku mieliśmy deszcz na koniec imprez, czego w zeszłym aura nam oszczędziła. Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do świetnej organizacji i przebiegu tego izbowego święta, zwłaszcza temu ostatniemu… Za to, że doczekał z padaniem, nie przerywając super zabaw.

Do zobaczenia za rok, w czerwcu, znów na święcie dziecka, matki i ojca, a wcześniej - bo w grudniu - na Spotkaniu z Mikołajem.

Paweł Czekalski,

sekretarz ORL w Łodzi

 

Fot. S. Grzanek