Data dodania: 8-03-2016


Geneza łódzkiej medycyny akademickiej. Od idei, przez uniwersytet do akademii

Łódź: „ziemia obiecana” - jak nazwał to miasto Władysław Reymont, czy „złe miasto” - jak to określił Zygmunt Bartkiewicz, pisząc w 1907 r.: „Nie dziw, że twórczy poryw w Złym Mieście trudno w dzieło wykwita”? Łódź, miasto pracy, centrum przemysłu polskiego, drugie co do wielkości w Rzeczypospolitej - mówił w 1938 r. Mikołaj Godlewski, tymczasowy prezydent miasta Łodzi – „musi przestać być kopciuszkiem (…), a stać się miastem wielkim, pięknym, doskonale zagospodarowanym. Musi stać się nie tylko ośrodkiem kultury materialnej, ale i duchowej”. Jakimż jednak sposobem miałoby się to stać? Odpowiedź wydawała się być oczywista – rozwijając szkolnictwo akademickie, kształcące intelektualne elity, w tym lekarzy. Proste rozwiązanie, a jakże okazało się być trudne w realizacji. A jednak, jak pisał Platon: Rzeczy się stają, idee – istnieją.

Idea powstania wyższego szkolnictwa medycznego w Łodzi zrodziła się w okresie II Rzeczpospolitej. Nie była to myśl bezpodstawna, a biorąc pod uwagę zasoby łódzkiej opieki zdrowotnej wydawała się być możliwa do urzeczywistnienia. Już na przełomie XIX i XX w. utworzono w mieście wiele instytucji profilaktyczno-leczniczych, które mogły stanowić bazę dla działalności klinicznej wyższej uczelni medycznej. Wówczas też zaczęło się także integrować rozproszone środowisko lekarskie: w 1886 r. powstało Łódzkie Towarzystwo Lekarskie, a w 1901 r. - Oddział Łódzki Warszawskiego Towarzystwa Higienicznego. W kolejnych latach powstały ochronki, sanatoria, Kropla Mleka, izby porodowe oraz nowe szpitale i przychodnie. W II RP nastąpił dalszy rozwój placówek leczniczych, m.in. wybudowany został najnowocześniejszy wówczas w kraju i liczący ponad sześćset łóżek Szpital Kasy Chorych (obecnie Uniwersytecki Szpital Kliniczny im. N. Barlickiego) oraz czterystałóżkowy Okręgowy Szpital Wojskowy (obecnie Uniwersytecki Szpital Kliniczny im. WAM).

System łódzkiej ochrony zdrowia w tym czasie przybrał charakter wielosektorowy: obok siebie działało lecznictwo prywatne, samorządowe, kas chorych, fundacyjne. Równocześnie rosła liczba ludności i potrzeby zdrowotne łodzian, których zaspokojenie wymagało nie tylko rozwoju infrastruktury medycznej, ale przede wszystkim coraz większej liczby dobrze wykształconych lekarzy. Łódzkie środowisko lekarskie, widząc ten problem, zaczęło czynić starania o powołanie wyższej szkoły lekarskiej, choć nie wszyscy byli temu przychylni. Niektórzy lekarze, utrzymujący się głównie z prywatnej praktyki, obawiali się, że utworzenie takiej szkoły i związany z tym wzrost liczby lekarzy spowoduje większą konkurencję i spadek dochodów z praktyki.

 

Ze wspomnień lekarza

Zdecydowanym orędownikiem idei powołania uczelni lekarskiej w Łodzi, może nawet pomysłodawcą, był chirurg prof. Wincenty Tomaszewicz (1876-1965) - związany z Łodzią od 1925 r., współorganizator lecznictwa społecznego, radny ostatniej przedwojennej Rady Miejskiej w Łodzi i członek Zarządu Miasta Łodzi. O pomyśle, jaki zrodził się u niego na początku lat trzydziestych, wspominał w wydanej w 1965 r. książce pt. „Ze wspomnień lekarza”: „Pomyślałem, że trzeba wszcząć kampanię o wyższą uczelnię w Łodzi, tym bardzie, że już wstępne moje obliczenia wykazały, iż tylko od trzech do pięciu procent kończących szkołę średnią w Łodzi ma możność dostać się na studia wyższe. A reszta? Dziewczęta mają czekać na swego królewicza lub iść do pracy, opłacanej żebraczo, chłopcy – stanowić niewykwalifikowany proletariat z maturą; wyjechać na studia do innego miasta – nie było za co. Moja kampania w dziennikach łódzkich przeszła bez echa”.

To pierwsze niepowodzenie na szczęście nie zraziło Doktora - wrócił on do idei powołania akademii lekarskiej w 1938 r. i zainteresował nią pełniącego obowiązki prezydenta Łodzi, wspomnianego już M. Godlewskiego. Ten podszedł do sprawy z przychylnością i  jak pisał W. Tomaszewicz: „zebrał komisję, do której weszli znani w mieście adwokaci, lekarze, działacze polityczni; był nawet przedstawiciel Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego”. Nie obyło się bez burzliwej dyskusji, podczas której wielokrotnie podnoszono argument przeciw powołaniu uczelni lekarskiej w Łodzi, a mianowicie - nadprodukcji lekarzy w Polsce. Argumentacja ta szła głównie z ośrodków akademickich Warszawy i Krakowa, które nie chciały, aby w Łodzi powstała szkoła wyższa kształcąca lekarzy.

W ideę utworzenia łódzkiej uczelni zaangażował się także wielce zasłużony dla łódzkiej pediatrii doktor Tadeusz Mogilnicki (1879-1940), który od 1905 r. związany był ze Szpitalem Anny Marii w Łodzi, którego później był dyrektorem i radnym przedwojennej Rady Miejskiej w Łodzi. To właśnie T. Mogilnicki udzielił w 1938 r. dla „Głosu Porannego” obszernego wywiadu pt. „Zalążek uniwersytetu w Łodzi”, przybliżającego czytelnikom ideę powołania uczelni lekarskiej. Jak wynika z wywiadu, za uruchomieniem w Łodzi kształcenia medyków miał przemawiać fakt, że: „wojskowość i opieka społeczna nie mają dostatecznej liczby lekarzy, jak to wykazały odnośnie interpelacje w sejmie i senacie”. Mogilnicki wskazywał także, że Łódź jest do tego zadania wystarczająco przygotowana: „łódzkie szpitale są bardzo dobrze wyposażone i potrafią kształcić młodzież, która chce się medycynie poświęcić”.

 

Łódź była gotowa

Jak miała być zorganizowana wyższa szkoła lekarska w Łodzi? Przede wszystkim miała się opierać na tzw. francuskim systemie kształcenia, w którym studenci już od pierwszego roku mieliby pracować w szpitalach. Planowano, iż w pierwszym roku działalności, co miało nastąpić w październiku 1939 r. lub 1940 r., miało się kształcić od stu do dwustu studentów. Gmach uczelni miał stanąć na placu miejskim niedaleko Julianowa; w grudniu 1938 r. uchwałę w tej sprawie podjęła łódzka Rada Miejska, przeznaczając pod budowę działkę o powierzchni 6 ha.

W 1938 r. rozpoczęto starania o fundusze. Środki w wysokości 2 mln zł wyasygnowały władze centralne. Inicjatorzy pomysłu liczyli, że około 100 tys. zł w postaci subwencji przeznaczy samorząd łódzki, a resztę – społeczeństwo. Jesienią 1938 r. projekt nabierał kształtów - pisano o nim w prasie codziennej i czasopismach lekarskich. Mimo przeznaczenia środków z budżetu centralnego wciąż brakowało funduszy. Konieczność uzbierania pieniędzy na budowę i wyposażenie uczelni stała się jednym z kluczowych powodów powołania 10 grudnia 1938 r. stowarzyszenia o nazwie Organizacja Wyższej Uczelni Lekarskiej (OWUL), któremu przewodniczył łódzki biskup doktor  Kazimierz Tomczak.

Na początku 1939 r. wydawało się, że wszystko zmierza ku dobremu. Jak pisano w Dzienniku Zarządu Miasta z lutego 1939 r.: „Sprawa powołania do życia Wyższej Uczelni Lekarskiej w Łodzi przybiera wyraźnie kształty. Łódź zbliża się dość szybko do tego momentu, kiedy będzie można już w szerokim ujęciu realizować nakreślone w tym kierunku plany. Prace organizacyjne w toku”. A jednak nad ideą zbierały się czarne chmury - coraz częściej mówiło się o nadciągającej wojnie, a w kasie państwa brakowało pieniędzy.

Po wyborach zmieniły się także władze Łodzi i priorytety, co w marcu 1939 r. wyraził wprost prezydent miasta  – Jan Kwapiński: „Dla mnie budowa szkół publicznych jest naczelnym problemem. Sprawa akademii lekarskiej nie jest tak prosta jak mogłoby się wydawać”. 24 kwietnia 1939 r. wygłosił on do łodzian przemówienie - „Łódź jest gotowa!”, ale padły w nim także takie oto słowa: „Stoimy oko w oko z widmem wojny”. Sprawa powołania akademii lekarskiej w Łodzi okazała się być rozstrzygnięta na „nie”, a przypieczętował to   przez wybuch II wojny światowej.

 

W uniwersyteckiej strukturze

W czasie okupacji pamiętano jednak o niezrealizowanej koncepcji. Na przełomie lat 1943/1944, w lokalu mecenasa Henryka Kurnatowskiego, Komisja Organizacji Szkolnictwa Wyższego w Łodzi, której był członkiem, opracowała plan powołania w powojennym mieście pełnowydziałowego uniwersytetu, wraz z wydziałami medycznymi. Komisja działała w strukturze Łódzkiej Delegatury Rządu Londyńskiego na Kraj; przewodniczył jej mecenas prof. Bolesław Wilanowski, a sekretarzem był lekarz - doc. Tadeusz Pawlikowski.  Pomysł przeszedł w fazę realizacji w styczniu 1945 r.; wówczas to prof. Bolesław Wilanowski – podpierając się pełnomocnictwem od rządu lubelskiego - zgłosił koncepcję tzw. „poliuniwersytetu”. Inny pomysł miał prof. Teodor Vieweger – rektor Wolnej Wszechnicy Polskiej (WWP), który widział łódzki uniwersytet bez politechniki, ale z wydziałami medycznymi.

17 lutego 1945 r. miała miejsce konferencja z udziałem licznie zebranych profesorów, a 5 marca 1945 r. doszło do powołania Komitetu Organizacyjnego Uczelni Państwowej w Łodzi, na czele którego stanął prof. T. Vieweger. Do Komitetu powołano profesorów: W. Tomaszewicza, Jerzego Jakubowskiego, Feliksa Przesmyckiego i Ernesta Syma. Od 15 marca 1945 r. zaczęto przyjmować zapisy studentów na uczelnię i - mimo braku formalnego dokumentu stwierdzającego jej powołanie – rozpoczęto wykłady, 14 maja 1945 r. ruszyły pierwsze zajęcia na Wydziale Lekarskim. 24 maja 1945 r. został wydany dekret o utworzeniu Uniwersytetu Łódzkiego (UŁ) - jeszcze bez wydziałów medycznych. Niestety, prof. T. Vieweger nie dożył tego momentu - dwa dni wcześniej poniósł śmierć w wypadku.

Pierwszym rektorem UŁ został prof. Tadeusz Kotarbiński. Jak przed wojną, tak i wówczas toczyły się wciąż zakulisowe „targi” o to, czy Łodzi potrzebne jest akademickie szkolnictwo medyczne. Ostatecznie o jego utworzeniu zadecydowało kilka czynników: przesunięcie powojennych granic Polski ze Wschodu na Zachód i likwidacja polskich ośrodków akademickich Lwowa i Wilna, a także całkowite zniszczenie Warszawy (i stosunkowo małe straty substancji lokalowej w naszym mieście), a także udzielanie przez Łódź schronienia uciekającym z tych trzech ośrodków pracownikom nauki i kultury. Niewątpliwe pozytywną rolę odegrała duża i wciąż żywa w pamięci aktywność łódzkiej, przedwojennej inteligencji na rzecz utworzenia medycznego szkolnictwa akademickiego w Łodzi. Znaczenie miały także potrzeby państwa w zakresie szybkiego wyszkolenia kadr nowej inteligencji o socjalistycznym profilu ideowym, a ponadto robotniczy i „czerwony” charakter Łodzi.

 

Studenci w białych czapkach

Trzy nowe wydziały: lekarski, stomatologiczny i farmaceutyczny powołano w ramach UŁ 27 sierpnia 1945 r., co nastąpiło w drodze rozporządzenia ministra oświaty. Prorektorem wydziałów medycznych został prof. Zygmunt Szymanowski, stanowiska dziekanów objęli: Wydziału Lekarskiego - prof. W. Tomaszewicz, Wydziału Stomatologicznego - prof. Alfred Meissner, a Wydziału Farmaceutycznego - prof. Jan Muszyński.

Zainteresowanie studiami na uniwersytecie  i wydziałach medycznych wśród młodzieży było ogromne, a miasto – dotąd robotnicze – zaczęło zmieniać swe oblicze, stając się akademickim. Na ulicach Łodzi pojawili się chłopcy i dziewczęta w białych czapkach, a w prasie pisano: „Zadziwili się łodzianie, gdy przed paroma tygodniami pojawiły się na ulicach łódzkich pierwsze lśniące bielą czapki studenckie. Zadziwili się, bo Łódź nie miała dotąd nigdy swego uniwersytetu, Łodzi obce było dotąd to wesołe bractwo - młodzież akademicka”.

W pierwszych latach - niezależnie od różnicy zdań i kontrowersyjnych politycznych dyskusji, trudnych warunków lokalowych i ciężkiej sytuacji materialnej kadry nauczającej - zdołano zorganizować niezbędne katedry, kliniki i zakłady medyczne. Do Łodzi przybyło wielu profesorów ze Lwowa i Wilna, a także ze zniszczonej Warszawy, nadając jej tym samym szczególny charakter. W grupie „przybyłych” znaleźli się: J. Muszyński, Józef  W. Grott, Stanisław Popowski, Eugeniusz Wilczkowski, Janusz  Sobański, Emil Paluch, Antoni Pruszczyński, Franciszek Venulet, Zygmunt Szymanowski, Emil Leyko, Jan Szmurło i wielu innych. Niektórzy z nich zostali, inni potraktowali Łódź jako przystanek w drodze do celu i przenieśli po kilku latach do innych ośrodków. Wszystkich cechował olbrzymi entuzjazm i twórczy zapał do pracy.

Studenci medycyny w pierwszych latach po wojnie byli zróżnicowani pod względem wieku, statusu społecznego i pochodzenia, ale wykazywali ogromny głód wiedzy oraz manifestowali dumę z jej zdobywania. Na kliniki i odziały kliniczne przeznaczono Szpital Ubezpieczalni Społecznej, Szpital Anny Marii, dawny Szpital im. Poznańskich i Szpital Ewangelicki oraz niektóre szpitale miejskie. W pierwszych latach medycyny nauczano jeszcze w oparciu o przedwojenne przepisy z lat 1920, 1928 i 1931 oraz zgodnie z tradycjami uniwersyteckimi. Niestety, lata pięćdziesiąte przyniosły w tym względzie daleko idące i niekorzystne zmiany.

 

W sytuacji trudnego wyboru

Rozporządzeniem Rady Ministrów z 24 października 1949 r. wyłączono ze struktur uniwersyteckich wydziały medyczne i powołano w Łodzi Akademię Lekarską, przemianowaną wkrótce na Akademię Medyczną, której pierwszym rektorem został prof. E. Paluch. Tworząc akademie medyczne, osłabiano w ten sposób uniwersytety, które władza PRL traktowała jako „zarzewie reakcji”, mogącej przeszkodzić w rozwoju „idei postępowych” państwa socjalistycznego. Nowy model uczelni zgodny był z polityką i ideologią państwową, kształtowaną na wzór sowiecki. Uczelnia stała nie tylko miejscem zdobywania wiedzy i rozwoju naukowego, ale partyjnej agitacji i kontroli.

W „Dzienniku Łódzkim” z 3 października 1950 r. pisano: „Wczoraj na wszystkich wyższych uczelniach Łodzi odbyła się uroczysta inauguracja roku akademickiego. Po raz pierwszy w uroczystościach tych wzięli udział przedstawiciele partii oraz łódzcy robotnicy, racjonalizatorzy i przodownicy pracy. Rozpoczęcie (…) roku akademickiego obchodzono szczególnie uroczyście pod hasłem „Nauka polska w walce o wykonanie Planu 6-letniego i w służbie pokoju”. Na uczelni kształciła się „nowa inteligencja” – w roku akademickim 1950/1951 aż 60% studentów na Akademii Medycznej w Łodzi stanowili „synowie i córki chłopów i robotników”. Wielu przedwojennych profesorów znalazło się w sytuacji „wyboru” -  albo iść z nową władzą, albo przeciw, ale to już inna historia.

I chciałoby się jeszcze tylko zawołać za naszym wieszczem Juliuszem Słowackim:  Ale miejcie nadzieję; bo nadzieja przejdzie z was do przyszłych pokoleń i ożywi je; jeśli w was umrze, to przyszłe pokolenia będą z ludzi martwych”.