Data dodania: 21-10-2018


G.Krzyżanowski: Lekarz ma prawo być lekarzem

„Panaceum” rozmawia z dr n. med. Grzegorzem Krzyżanowskim, Naczelnym Rzecznikiem Praw Lekarza, członkiem Prezydium Okręgowej Rady Lekarskiej

„Panaceum”: - Kiedy w grudniu 2001 r. kandydował Pan Doktor  na przewodniczącego Okręgowej Rady Lekarskiej w Łodzi w czwartej kadencji samorządu, w swoim programie wyborczym zawarł m.in. punkt dotyczący konieczności powołania w naszej Izbie funkcji Rzecznika Praw Lekarza oraz utworzenia Karty Praw Lekarza, w oparciu o obowiązujące w Polsce przepisy. Chyba wówczas nie przypuszczał Pan, że kilkanaście lat później zostanie powołany na Naczelnego Rzecznika Praw Lekarzy?

Grzegorz Krzyżanowski: - Takiej funkcji wówczas w ogóle nie było, a składając deklarację powołania izbowego Rzecznika Praw Lekarzy nie sądziłem, że nastąpi to już za dwa miesiące. Jak pamiętamy, w styczniu 2002 r. wybuchła tzw. afera łowców skór i nastąpiła potężna nagonka medialna oraz prokuratorska na lekarzy, łącznie z zarzucaniem im  udzielania pomoc w uśmiercaniu pacjentów. Ta cała sprawa bardzo mną wstrząsnęła i szybko wówczas zdecydowałam o zrealizowaniu swoich wcześniejszych zamierzeń. Pierwszym Rzecznikiem Praw Lekarzy w Łodzi, i w ogóle w kraju, został nieżyjący już dziś prof. Andrzej Żebrowski. Idea tworzenia takich funkcji została przejęta przez inne izby lekarskie w Polsce, wkrótce zaczęli działać w każdej, a w 2010 r. powołano Naczelnego Rzecznika Praw Lekarza.

„P”: - Kiedy powoływał Pan łódzkiego Rzecznika, jakie przypisywał mu zadania?

G.K.: - Głównym obszarem jego działania miała być obrona godności zawodu lekarza oraz niesienie lekarzom wszelkiej pomocy prawnej, związanej z niesłusznym oskarżaniem. Chciałem zbudować taki organ, który korzystając z pomocy kancelarii adwikackich i innych instytucji prawnych, mógłby podjąć się obrony lekarza przed prokuratorem i sądem. Działało już wówczas Stowarzyszenie Pacjentów „Primum Non Nocere” Adama Sandauera i pacjenci, niezależnie od tego, czy mieli rację, czy nie, oskarżając lekarza o popełnienie błędu medycznego, szybko znajdowali pełnomocników, którzy specjalizowali się w takich sprawach.

„P”: - Podstawowe zadania Naczelnego Rzecznika Praw Lekarza, jakie wymienione są dzisiaj w regulaminie jego działania, to nadal występowanie w obronie godności zawodu lekarza, poza tym obrona zbiorowych interesów lekarzy. Jak Pan zamierza wypełniać te obowiązki?

G.K.: - Funkcję tę można sprawować w dwojaki sposób: albo wyczekujący, albo wyprzedzający. Ten pierwszy polega na monitorowaniu, co się w Polsce dzieje, jeśli chodzi o łamanie praw lekarza i podejmowaniu  interwencji, gdy dane wydarzenie osiągnie szczebel ogólnokrajowy. W tym drugim przypadku, niezależnie zresztą od pierwszego, należy dążyć do zbudowania takiego systemu, który pozwoliłby niejako wyprzedzająco zapobiegać występowaniu pewnych sytuacji, niekorzystnych dla lekarzy. Jest on o tyle trudny do realizacji, że samo podejmowanie np. apeli, stanowisk, czy uchwał w danej sprawie, chociażby na szczeblu Krajowego Zjazdu Lekarzy, ma niewielkie znaczenie, musi znaleźć oparcie w krajowym systemie prawnym.

„P”: - Niestety, wiele ostatnio wprowadzanych zmian legislacyjnych działa przeciwko lekarzom, psuje ich wizerunek, utrudnia kontakt z pacjentem, a nawet komplikuje proces leczenia.

G.K.: - To prawda. Tymczasem lekarz ma prawo być lekarzem. Nie biurokratą, nie administratorem, nie informatykiem, nie finansistą, czy księgowym, nie urzędasem, nie chłopcem do bicia – dosłownie ( agresywny pacjent ) i w przenośni ( media, prokuratura i nieudolne kolejne rządy ). Ma święte prawo leczyć ludzi chorych, za godne pieniądze i w rozsądnym wymiarze godzin pracy i dlatego każda władza powinna Mu to ułatwiać, a nie mnożyć przeszkody. Prestiż zawodu lekarza jest nieodłącznym warunkiem skutecznego leczenia.

„P”: - Walka z tymi przypadłościami systemu ochrony zdrowia może być trudna i długa. A co można zrobić już teraz, bez zmian legislacyjnych?

G.K.: - Na pewno będzie można stworzyć i będzie to miało znaczenie, prawniczą bazę, głównie złożoną z adwokatów i radców, którzy w sposób wysoce profesjonalny potrafiliby bronić lekarzy wszędzie tam, gdzie ich wizerunek jest naruszany, zwłaszcza w sposób nieuprawniony. Wiąże się to niewątpliwie ze sporymi nakładami finansowym, bo pozyskanie mecenasów potrafiących stosować przepisy, dotyczące ochrony godności i dóbr osobistych, czy wysokiej klasy specjalistów od prawa prasowego, znających jego niuanse, na pewno kosztuje.

„P”: - Powróćmy na chwilę do „afery łowców głów”, bo jest to przykład, jak trudno walczyć ze szkalowaniem lekarzy w mediach.

G.K.: - Przypomnę, że artykuły dotyczące tej sprawy, zaskarżyłem do Komisji Etyki Mediów. I o dziwo, komisja zgodziła się ze mną i uznała, że wydźwięk tych artykułów jest nieproporcjonalny do udziału lekarzy w tej sprawie. Nakazano ich przeprosić, do czego nigdy nie doszedł, a orzeczenie komisji ukazało się chyba tylko w dwóch tytułach prasowych. Niestety, nie ma czegoś takiego, jak kodeks etyki zawodu dziennikarza, bo chociaż został zredagowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, to na jego podstawie nie można dziennikarza pociągnąć do odpowiedzialności. Dziennikarze, w przeciwieństwie do  lekarzy, nie mają swojego rzecznika odpowiedzialności zawodowej, ani sądu, ba - nie muszą kończyć dziennikarskich studiów, żeby uprawiać ten zawód. Kodeks istnieje w świadomości starych lekarzy, ale młodzi nie kierują  się żadnymi etycznymi zasadami.

„P”: - Sojusznikami w pracy Naczelnego Rzecznika Praw Lekarzy będą zapewne rzecznicy izb okręgowych. To oni zwykle jako pierwsi występują w sprawach indywidualnych lekarzy, co wynika z regulaminów ich pracy. Nie zawsze jednak udaje się im doprowadzić do ich rozwiązania. Czy Pan Doktor będziesz włączał się w takie sprawy?

G.K.: - Oczywiście, w uzasadnionych przypadkach nie tylko będę chciał, ale mam prawo podejmować interwencje na rzecz każdego lekarza, zwłaszcza jeśli będą o to poproszony, a szczególnie w takich przypadkach, gdy naruszenie jego praw może mieć konsekwencje dla całego środowiska. Chcę jednak podkreślić, że rzecznicy okręgowi działają niezależnie, każdy na swoim terenie i naczelny rzecznik nie może wkraczać w ich kompetencje. Zresztą, w wielu izbach bardzo sprawnie została zorganizowana obrona prawna na rzecz lekarzy, którym przyszło stanąć przed wymiarem sprawiedliwości, i będę chciał korzystać z ich doświadczeń.

„P”: - Zgłasza się do Pana lekarz, który uważa, że został niesłusznie oskarżony, czy pomówiony i prosi o wystąpienie w jego obronie. Czy rzecznik -  niezależnie czy okręgowy, czy naczelny - może w każdym momencie podjąć  interwencję w jego sprawie, np. złożyć skargę do mediów w związku z ukazaniem się szkalującego lekarza tekstu, czy doniesienie do prokuratury, że został pobity przez pacjenta?

G.K.: - We wszystkich tych  sprawach, zgodnie z obowiązującym prawem, potrzebna jest - rzecz jasna – zgoda bezpośrednio zainteresowanego lekarza.  Jeśli on sam nie podejmie żadnych kroków w swojej sprawie, to nikt za niego tego zrobić nie może. Chcę to z całą mocą podkreślić, ponieważ często spotykam się z takimi żądaniami. Owszem, rzecznik może wyrazić swoją opinię na temat jakiejś sprawy, ale bezpośrednie działania może podjąć  w niej tylko wówczas, gdy uzyska pełnomocnictwo lekarza. Bez tego, jako instytucja, nie  możemy nic zrobić. A w moim izbowym życiu zdarzało się już tak, że w pierwszej fazie sprawy, lekarz poprosił żebyśmy go reprezentowali, a później się wycofał. Była to sprawa z pierwszej strony pisma, z ukazaniem się wizerunku lekarza na okładce, ewidentnie do wygrania. Po rozmowach, lekarz i naczelny pisma doszli do porozumienia i musieliśmy się wycofać z całego postępowania.

„P”: - Jakie jeszcze cele stawia Pan sobie, jako Naczelny Rzecznik Praw Lekarzy, do realizacji w najbliższym czasie?

G.K.: - Chciałbym na przykład nawiązać ściślejszą współpracę z pełnomocnikami do spraw zdrowia lekarzy i lekarzy dentystów w okręgowych izbach, w celu stworzenie mechanizmów przeciwdziałania pogłębiającemu się zjawisku wypalenia zawodowego. To bardzo poważny problem. Komfort pracy w zawodach medycznych uległ znacznemu pogorszeniu w ciągu ostatnich dziesięciu - dwudziestu latach. Od kilkunastu lat politycy kształtują w Polakach obraz złego lekarza, pozbawionego empatii i umiejętności oraz nastawionego na zysk. Boli mnie to, a już sprawą wręcz dziwną wydaje mi się powołanie w prokuraturach okręgowych, a także na szczeblu krajowym, samodzielnych spec wydziałów, mających nadzorować sprawy dotyczące  popełnianych przez lekarzy błędów medycznych.

„P”: -  Poprzez takie działania, lekarze są przez społeczeństwo postrzegani coraz bardziej negatywnie, spada do nich zaufanie, a rośnie agresja wobec nich.

G. K.: - Obrona lekarzy przed coraz większą agresją pacjentów, jak również przed hejtem, jaki spotyka ich w tzw. sieci, to kolejna sprawa, która mnie interesuje. Zwykle lekarze odpuszczają takie zdarzenia, chociaż nie powinni, tymczasem problem narasta. Z uwagą będę śledził przebieg sprawy jednego z lekarzy ze Śląska, który wystąpił do sądu przeciwko szkalującym go przeciwnikom szczepień obowiązkowych dzieci. Uzyskał konkretne wsparcie ze strony swoje Izby, inne poparły go apelami lub stanowiskami. Uważam, że w takich sprawach każdy lekarz powinien liczyć na pomoc samorządu. Niestety, ataki ze strony pacjentów, to coraz poważniejszy problem, dotyczący nas wszystkich.

P”: - Odnoszę wrażenie, że ten negatywny obraz środowiska lekarskiego jest sztucznie podtrzymywany, tymczasem więcej wśród lekarzy można znaleźć  tych, którzy swoim pacjentom poświęcają cały swój czas, a także wiedzę i umiejętności, które nieustannie doskonalą. Może należy więcej uwagi poświęcić tzw. pijarowi lekarskiemu?

G.K.: - Uważam, że coś w tym jest i będą starał się nie tylko występować w obronie godności naszego zawodu, ale również działać na rzecz budowy pozytywnego wizerunku lekarzy, poprzez propagowanie wspaniały przykładów ich działalności zawodowej i społecznej, a mamy ich niezliczoną ilość. Zwykle jednak takie pozytywne postawy naszych koleżanek i kolegów zdają się być mniej medialne, niż jednostkowe ich wybryki, w postaci nadużywania alkoholu, brania łapówek, czy niewłaściwego podejścia do pacjenta.

„P”: - Kilka lat wstecz, był Pan inicjatorem nawiązania przez samorząd lekarski współpracy z profesjonalną firmą pijarowską, która zajęłaby się budowaniem pozytywnego wizerunku środowiska lekarzy w społeczeństwie.

G.K.: - Tak, to prawda i moja propozycja wzbudziła zainteresowanie, a nawet aplauz wielu przewodniczących okręgowych izb. Co więcej - padła nawet propozycja, aby co miesiąc każdy ze 150 tys. polskich lekarzy wpłacał jedną złotówkę na to, aby wynająć firmę, która będzie organizowała specjalne konferencje prasowe, kampanie informacyjne, czy reklamowe.

„P”: - Wówczas ten pomysł upadł, a nawet został skrytykowany w mediach…

G.K.: - Myślę jednak, że należałoby wrócić do tego pomysłu, ponieważ coraz trudniej nam – lekarzom, nadmiernie obciążonym swoimi zawodowymi obowiązkami, radzić sobie w medialnym świecie. Pomoc firmy, która specjalizuje się w budowaniu pozytywnego wizerunku instytucji, czy jednostek, zapewne byłaby cenna. Izba siłami własnymi tego zadania nie udźwignie, to mogą zrobić fachowcy. Ale jest to temat już na zupełnie inną rozmowę…

„P”: - Dziękujemy za przekazanie cennych dla naszych czytelników informacji i refleksji, a jednocześnie życzymy, żeby Pan Doktor zrealizował swoje zamierzenia  i spełnił się w roli Naczelnego Rzecznika Praw Lekarzy.

Rozmawiała: Nina Smoleń