Data dodania: 29-10-2019


Góry łagodzą i uczą pokory

Kamila Tokarska

W grudniu ubiegłego roku, na mocno oblodzonej kostce przy schronisku nad Morskim Okiem pierwszy raz wiązałam raki. Emocje, które mi wtedy towarzyszyły, skutecznie utrudniały sprawne operowanie przy paskach. Bo przecież zimno, rękawiczki grube, a ja i mój lęk wysokości zostaliśmy wystawieni na pierwszą poważną próbę.

Drobny śnieg delikatnie prószył z nieba, przy zmrożonej tafli stawu nie było żywej duszy. Cisza. Tylko wiatr cicho szumiał między kamieniami. Tamten spacer zupełnie odmienił moje postrzeganie „łażenia po górach”. Przepadłam. Od pamiętnego grudniowego weekendu wracałam w Tatry przy każdej możliwej okazji. Tu odpoczywałam, ładowałam baterie.

Po pewnym czasie zauważyłam, że łatwiej radzę sobie z trudami codziennej pracy, że mam w sobie więcej cierpliwości, empatii. Pojawiło się mocne poczucie, że wspinanie robi ze mnie lepszego lekarza. Wspinaczka ściankowa, która koiła nerwy w trakcie codziennych obowiązków w Łodzi, na dobre weszła mi w krew. W głowie narastała potrzeba wyjazdu „wyżej” …

Drugiego lipca, niecałe siedem miesięcy od pierwszego wbicia styliska czekana w stromy tatrzański stok, stanęłam na szczycie jednego z najwyższych i najpiękniejszych gór na Kaukazie. Wyprawa na Kazbek (5054 m n.p.m.) była spełnieniem marzeń o zdobyciu pięciotysięcznika, sprawdzeniem swoich możliwości oraz umiejętności nabytych w trakcie ostatnich miesięcy. Decyzja o wyjeździe na ten konkretny szczyt umotywowana była czymś więcej. Kazbek jest celem popularnym wśród polskich wspinaczy. Technicznie nie przysparza wielu trudności. Pod względem logistycznym również. Ponadto jest relatywnie atrakcyjny cenowo. Te wszystkie cechy sprawiają, że chętnych na zdobywanie szczytu nie brakuje, ale niestety nie zawsze są oni odpowiednio przygotowani do takich wypraw. Rokrocznie na zboczach góry zdarza się sporo wypadków, niestety również śmiertelnych. Mówi się, że Kazbek nie lubi singli. Szczeliny, często niewidoczne, bywają śmiertelną pułapką dla wspinaczy atakujących górę samotnie, jak i dla tych, którzy nieświadomi ryzyka, nie wiążą się liną.

Z powodu wzrastającej liczby poważnych wypadków oraz przypadków choroby wysokościowej, w 2016 r. powstał projekt „Bezpieczny Kazbek”. W ramach tego działania, Fundacja MEDYK RESCUE TEAM, przy współpracy z Ambasadą RP w Tbilisi, realizuje dyżur polskich ratowników przy stacji Meteo – Bethlemi Hut u podnóża szczytu Kazbek, w paśmie Kaukazu, w Gruzji. Wszyscy ratownicy uczestniczą w projekcie społecznie, a wyposażenie i utrzymanie bazy możliwe jest dzięki sponsorom i darczyńcom. Projekt objął patronatem Polski Związek Alpinizmu. Dzięki uprzejmości kolegów po fachu w trakcie mojego pobytu w Bethlemi miałam możliwość wspomóc dyżurujących tam lekarzy i pracować razem z nimi przy realizacji projektu. Co więcej, w barwach BK szturmowałam wierzchołek, gdyż moja puchówka okazała się nie być wystarczająco ciepła… ;) Fachowość całego zespołu, kondycja fizyczna oraz gotowość niesienia bezinteresownej pomocy zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Dzięki wsparciu sponsorów możliwości działania są bardzo szerokie. W ubiegłym roku wolontariusze projektu przeprowadzili ponad trzysta interwencji w trakcie dyżuru trwającego od lipca do końca września. Ponadto był to pierwszy sezon na Kazbeku, w którym nikt nie zginął. Pomijając moje osobiste emocje związane z atakiem szczytowym, który udało się przeprowadzić w rewelacyjnym czasie i w dobrym stylu, miałam możliwość poznać wspaniałych ludzi, pełnych pasji, poczucia humoru i zwyczajnej ludzkiej serdeczności. Życzę sobie, żebyśmy mieli na nizinach tyle empatii, ile dostrzegłam u polskich medyków na prawie czterech tysiącach metrów. Wspaniała przygoda!

Kamila Tokarska

rezydentka dermatologii i wenerologii, Szpital im. WAM