Data dodania: 15-03-2018


Grzegorz Krzyżanowski: Świat, Europa już nam „uciekły”

Moje smutne refleksje na kanwie „tłustoczwartkowego” porozumienia rezydentów z ministrem. Porozumienie podpisane 8 lutego br. między lekarzami rezydentami i ministrem zdrowia - jest jak każde z dotychczasowych: trochę do przodu, ale brak przełomu. Szkoda, bo nigdy nie było takiego zrozumienia w społeczeństwie. Za to należą się wielkie brawa Kolegom Rezydentom.

Dlatego tak bardzo zabolał mnie Wasz apel o powrót do nadgodzin. Rezygnacja z nich to przecież było sedno Waszego/naszego protestu i ludzie to zrozumieli, i akceptowali. To z tego powodu byli nam życzliwi. Jak to teraz wytłumaczycie? Moi pacjenci, po raz pierwszy, ze współczuciem i niepokojem pytali mnie: „Jak można po dwudziestu czterech godzinach pracy, pracować dalej?”

A teraz można? Wystarczy tylko trochę więcej zapłacić? A gdzie bezpieczeństwo chorych ludzi, o które tak zabiegaliście ? Smutno mi, że tak ulegliście władzy i „pogłaskaniu Was po głowie” przez chytrego lisa. No cóż, wszyscy popełniamy błędy, a cechą młodych jest to, że muszą przekonać się na własnych błędach, nie słuchają starszych, bardziej doświadczonych. Mam nadzieje, że wreszcie „zagramy” razem.

Osobiście walczę o zmiany w opiece zdrowotnej od 1980 r., miałem wtedy dwadzieścia dziewięć lat, tyle ile Wy teraz. Byłem wiceszefem Regionu Łódzkiego Służby Zdrowia NSZZ „Solidarność” . Szefową była znana starszym Kolegom – Marysia Dmochowska, wspaniały lekarz i człowiek. Też, jak teraz rezydentom, nie wszystko się nam udawało, a kompromisy były trudniejsze. Na przełomie 1989/1990 przystąpiłem z pełną wiarą (związki zawodowe, izba lekarska, komitet obywatelski, samorząd lokalny) do naprawy systemu opieki zdrowotnej w Polsce.

Moja klęska, to reforma finansowania opieki zdrowotnej autorstwa „mojego rządu” – rządu premiera Jerzego Buzka, z wicepremierem Leszkiem Balcerowiczem (który rzucił hasło, że „służba zdrowia to worek marnotrawionych pieniędzy bez dna”) oraz wtórującym Mu z entuzjazmem „naszym” ministrem zdrowia - Wojtkiem Maksymowiczem (którego zafascynowały znaczone na opiekę zdrowotną pieniądze i nie słuchał głosów krytycznych, że Europa ma wyższe nakłady licząc w PKB, przy całej różnicy w dochodach ). To Ci ludzie są tak naprawdę sprawcami niedofinansowania w opiece zdrowotnej, trwającej już od dwudziestu lat.

„Wynegocjowany” rok 2024, jako termin osiągnięcia 6 proc. PKB na zdrowie ze środków publicznych, grozi - moim  zdaniem - kolejną klęską, bo inne kraje nam znowu odskoczą. Górnicy polscy są - widać - dla kolejnych rządów ważniejsi. Oczywistością zdaje się być przypadek totalnej głupoty i chytrego kombinatorstwa, prowadzonego przez kolejnych ministrów zdrowia. Ich brak kompetencji, przerost „ambicji”, zadufanie, prywata, partyjniactwo, arogancja, działania, pseudoreformatorskie doprowadziły POLSKĄ OPIEKĘ ZDROWOTNĄ na skraj przepaści (punktuje to Maciek Hamankiewicz).

Pisałem listy otwarte do większości ministrów zdrowia. Nazywano mnie lekarzem broniącym zbrodniarzy („skóry”), „legalizującym” łapówkarstwo, wywrotowcem negującym „wolny zawód” („umowy kontraktowe”; Krzysztof  Bukiel twierdził wtedy, że jak wywalczymy te umowy, to będziemy panami własnego losu i związki zawodowe nie będą już potrzebne ). Wytrwałem, choć to prawie trzydzieści lat po przemianach ustrojowych, stanowczo za długo (Czesi, Słowacy już sobie poradzili ) .

Dlatego też mój niedosyt z obecnego „porozumienia”. Nie mam i my wszyscy nie mamy już czasu. Świat, Europa już nam „uciekły”. To wszystko idzie zbyt wolnymi krokami. Zdaję sobie sprawę, że znowu zabrakło siły, większego wsparcia i integracji środowiska, ale ciągle się łudzę, że wreszcie pójdziemy razem i „KUPĄ” dojdziemy do celu, mimo kłód rzucanych nam pod nogi. Dobra czy zła „zmiana” nie ma tu znaczenia, każda władza boi się tylko malejących „słupków” poparcia, a społeczeństwo traktuje, jak „ciemny lud, co to kupi".

Z wyrazami szacunku dla wszystkich WALCZĄCYCH.

Grzegorz Krzyżanowski,

recydywista walczący

 

P.S. Dziękuję Wam – Rezydenci, ale - uważam - to nie jest zwycięstwo, a jedynie krok do przodu. Szkoda, bo nieźle szło. Wszystko przed nami/Wami, tylko ile jeszcze musi minąć lat?