Data dodania: 8-03-2016


Jerzy Ciesielski: Koroner potrzebny od zaraz

Stanisław G. o śmierci swojej osiemdziesięcioletniej matki dowiedział dzień przed planowanym pogrzebem i nie bezpośrednio od najbliższych jej osób. Wzbudziło to jego podejrzenia zwłaszcza, że jego bratowa skazana była przed kliku laty za znęcanie się nad teściową. Poszedł do prosektorium. Na ciele matki zobaczył liczne sińce i otarcia naskórka, a na głowie świeży strup krwi.

Stanisław G. prosto z prosektorium poszedł do prokuratura, który zarządził oględziny zwłok. Autopsja wykazała sińce, otarcia naskórka, podbiegnięcia krwawe, wylewy krwawe, rany tłuczone powłok głowy i wargi dolnej ust oraz złamania dziewięciu żeber, które - zdaniem medyka sądowego - były skutkiem działania innej osoby, używającej narzędzia tępego bądź tępo-krawędziastego. Jednakże stwierdzoną przez niego, bezpośrednią przyczyną zgonu okazała się być niewydolność krążeniowo-oddechowa u osoby ze zmianami chorobowymi serca, płuc, nerek i naczyń tętniczych.

Prokurator wezwał lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, który wydał kartę zgonu matki Stanisława G. Z zeznań tegoż dowiedział się, że faktycznie na ciele kobiety widział liczne sińce oraz otarcia naskórka, ale obecny w mieszkaniu mężczyzna, który podał się za syna zmarłej, ich obecność wytłumaczył problem alkoholowym matki, która według jego relacji często upadała uderzając się o meble. W ocenie lekarza ślady na ciele miały charakter powierzchowny i nie mogły prowadzić do śmierci. W efekcie stwierdził zgon z przyczyn naturalnych.

Wobec wyników sekcji zwłok, nie było podejrzenia spowodowania śmierci kobiety przez osoby trzecie, jednak prokurator zawiadomił  o zdarzeniu Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej. Postępowanie wyjaśniające dostarczyło jednej dodatkowej informacji w sprawie - lekarz dla dokonania oględzin zwłok zrobił przerwę w przyjęciach pacjentów w poradni lekarza rodzinnego. Tym samym złamał prawo, gdyż opuścił gabinet - posługując się „slangiem” narzuconym przepisami ustawowymi - podczas udzielania świadczeń zdrowotnych na podstawie umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Jednak ORzOZ zarzucił lekarzowi nie to, że opuścił  poradnię w czasie godzin pracy, ale że nie dołożył należytej staranności w postępowaniu lekarskim podczas stwierdzenia zgonu, za co - wskutek dobrowolnego poddania się karze - został przez Okręgowy Sąd Lekarski ukarany upomnieniem (art. 8 Kodeksu Etyki Lekarskiej). Niewątpliwie lekarz POZ powinien przeprowadzić oględziny dokładniej i nie wystawiając karty zgonu - zawiadomić o sprawie Policję.

Każde orzeczenie sądu korporacyjnego lekarzy nie tylko rozstrzyga o winie i karze, ale także daje wskazówki co postępowania w określonych sytuacjach, związanych z wykonywaniem zawodu lekarza i lekarza dentysty. Dlatego też na łamach „Panaceum” publikowane są informacje z niektórych postępowań, opatrzone stosownymi komentarzami.

Dla lekarza zgon człowieka jest rozpoznaniem. Tak jak przy każdym rozpoznaniu, przeprowadza on diagnostykę (w tym przypadku zgonu) i może popełnić błędy. Czynność stwierdzenia zgonu wiążę się z poszanowaniem godności człowieka między innymi przez dokładne wyjaśnienie przyczyn śmierci. Tymczasem ustawa o cmentarzach i chowaniu zmarłych sprzed pięćdziesięciu sześciu  lat, nakładająca na lekarzy obowiązek wypisywania kart zgonów, nie nadąża za rzeczywistością.

Zgodnie z przepisami tej ustawy, kartę zgonu musi wystawić lekarz, który zajmował się chorym w ciągu ostatnich trzydziestu dni lub leczył go w ostatniej chorobie. Gdy lekarz ten mieszka dalej niż cztery kilometry od miejsca, w którym znajdują się zwłoki, obowiązek spada na lekarza, który stwierdził zgon, będąc wezwanym do nagłego zachorowania. W praktyce kartę zgonu najczęściej wypisuje lekarz rodzinny. Jeśli nie mamy z nim kontaktu, bo np. zgon nastąpił nocą lub daleko od miejsca zamieszkania, powinniśmy prosić o przyjazd lekarza z przychodni sprawującej opiekę całodobową i znajdującej się najbliżej miejsca zgonu.

Kontrakty zawierane pomiędzy zespołami opieki zdrowotnej a Narodowym Funduszem Zdrowia obejmują wyłącznie świadczenia opieki zdrowotnej finansowane ze środków publicznych, a stwierdzenie zgonu - co oczywiste - nie jest świadczeniem zdrowotnym, a czynnością administracyjną, wykonywaną bez wynagrodzenia. Podejście NFZ do czynności stwierdzenia zgonu doskonale ilustruje komunikat dotyczący sprawozdawania świadczeń, wydany przez urzędników jednego z jego oddziałów: „Zobowiązuje się wszystkich świadczeniodawców do nieprzekazywania w raportach statystycznych w wersji elektronicznej działań lekarza, które polegają wyłącznie na stwierdzeniu zgonu (wystawianiu karty zgonu, bez podejmowania czynności ratunkowych) albowiem nie stanowią one świadczenia opieki zdrowotnej”.

Nie dziwi zatem, że  lekarz rodzinny w pierwszej kolejności chce wywiązać się z kontraktu z NFZ, czyli przyjąć pacjentów, a czynność stwierdzenia zgonu wykonuje w drugiej kolejności. W Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich problem braku w kontraktach, zawieranych przez lekarzy z NFZ, pozycji o nazwie „stwierdzenie zgonu", był analizowany, ale skończyło się na wystąpieniu do Ministra Zdrowia (urząd ten pełniła wówczas Ewa Kopacz).

Wskazać należy też na paradoks prawny, że formalnie nie istnieje obowiązek, by lekarz , realizujący czynności zawodowe, zawiadamiał organy ścigania o podejrzeniu popełnieniu innego przestępstwa niż umyślne zabójstwo. Jest do tego jedynie uprawniony i to tylko wtedy, gdy jest to zgodne z wolą pacjenta, bądź też istnieją podstawy dla domniemania zgody pacjenta.

Rozwiązanie jest proste. Lekarze (także rodzinni), chętnie do podjęcia obowiązków orzekania o zgonie i wystawienia odpowiednich dokumentów w tym zakresie, powinni przechodzić odpowiednie przeszkolenie i uzyskiwać uprawnienia w tym zakresie. Lekarze z takimi uprawnieniami, nazywani z angielska  koronerami, powoływani byliby i opłacani przez starostów za stwierdzanie przypadków śmierci.

 

Jerzy Ciesielski,

adwokat