Data dodania: 8-03-2016


Jerzy Ciesielski: Między wiarą, a rzeczywistością

Na oficjalnej stronie internetowej NZOZ Szpitala Powiatowego, zarządzanego przez Powiatowe Centrum Medyczne Sp. z o. o., pod wyróżnionym czerwonym kolorem słowem „misja” (z prawej strony na lewo) przesuwa się ujęty w cudzysłów komunikat: „dobro chorego najwyższym celem naszego działania”. Jest to modyfikacja etycznego kanonu ojca medycyny Hippokratesa: salus aegroti suprema lex est - dobro chorego najwyższym prawem.

Z lekarskiej wokandy

W tym samym mieście powiatowym prywatny gabinet prowadzi lekarz Anna Stefańska (dane zmienione) - anestezjolog, ginekolog - położnik, specjalista seksuologii, pracująca zarazem w przychodni ginekologiczno – położniczej oraz oddziale ginekologiczno - położniczym wyżej wymienionego szpitala (a także w zespołach opieki zdrowotnej w dwóch sąsiednich powiatach).

Iwonę (imię zmienione) trapiły obfite i bolesne krwawienia maciczne, co było powodem zgłoszenia się do gabinetu Anny Stefańskiej. Zlecone badanie histopatologiczne wykazało nieprawidłowy przerost błony śluzowej oraz mięśniaki macicy, a ponieważ zachowawcze leczenie hormonalne okazało się nieskuteczne, pacjentka skierowana została na oddział ginekologiczny miejscowego Szpitala Powiatowego, celem przeprowadzenia zabiegu amputacji trzonu macicy bez przydatków.

Do zabiegu kwalifikowała Iwonę, jako anestezjolog, również Anna Stefańska, która dokonała m.in. oceny pacjentki w skali ASA (klasyfikacja oceniająca ryzyko operacyjne związane z wystąpieniem poważnych powikłań lub zgonu pacjenta w czasie znieczulenia albo po nim), zaliczając ją do grupy pierwszej, czyli jako „pacjenta bez obciążeń schorzeniami dodatkowymi”. Natomiast konsultację internistyczną pacjentki sprawował lekarz Marian Wasiak (dane zmienione), ordynator wspomnianego Oddziału Wewnętrznego, który pracował też w dwóch innych, ościennych szptalach.

Później, przed Okręgowym Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej, Maran Wasiak zeznał, że  leczył Iwonę już wcześniej  w poradni przyszpitalnej. Z wywiadu wynikało, że miała nadciśnienie tętnicze oraz astmę oskrzelową i była również pod opieką poradni pulmonologicznej, a ponadto neurologicznej i ortopedycznej. Lekarz zajmował się również Iwoną (a jakże) na Oddziale Wewnętrznym w czasie jej hospitalizacji z powodu – jak podał - napadowych częstoskurczów, które po kilku godzinach ustąpiły.

Przed samym zabiegiem Marian Wasiak zebrał wywiad i przeprowadził badanie Iwony, zapoznając się z wynikami jej badań elektrokardiograficznych i biochemicznych oraz rentgenem klatki piersiowej. Ocenił, że nie ma przeszkód do zabiegu. W czwartej dobie po zabiegu u Iwony wystąpił niemiarowy częstoskurcz komorowy serca (po podaniu leków uzyskano normalizację rytmu serca), a po kilkunastu godzinach - objawy afazji ruchowej i niedowład prawostronny. Pacjenta straciła przytomność i została przetransportowana do Szpitala Wojewódzkiego, gdzie rozpoznano udar mózgu, a po trzydziestu godzinach - mimo przeprowadzonej reanimacji - zmarła.

Biegli opiniujący sprawę dla prokuratury na wstępie zaznaczyli, że „naświetlając przypadek zachorowania i zgonu pacjentki podkreślić należy, że dotyczył on czterdziestopięcioletniej, ważącej 105 kg kobiety, obciążonej kardiologicznie”. Decyzję o zabiegu operacyjnym przyjęli oni jako prawidłową, nie mieli też zastrzeżeń do sposobu przeprowadzenia zabiegu z punktu widzenia techniki operacyjnej.

Natomiast postępowanie lekarskie w zakresie kwalifikacji do operacji - zarówno Mariana Wasiaka, jak i Anny Stefańskiej - biegli ocenili krytycznie, bowiem oboje,  ich zdaniem, nie uwzględnili poważnych obciążeń zdrowotnych Iwony i nie przeprowadzili konsultacji oraz diagnostyki kardiologicznej. Nie stwierdzili jednakże bezpośredniego związku tych zaniechań ze zgonem Iwony, a tym samym nie postawili lekarzom zarzutu narażenia pacjentki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszkodzenia ciała w rozumieniu kodeksu karnego.

Inaczej potoczyła się sprawa przed ORzOZ oraz Okręgowym Sądem Lekarskim, gdzie ostatecznie trafiła. Wobec tego, że stwierdzenia wynikające z konsultacji internisty i anestezjologa nie były trafne w przedoperacyjnej ocenie stanu zdrowia pacjentki, Anna Stefańska i Marian Wasiak zostali obwinieni o wykroczenia zawodowe. Oboje pokrzywdzeni potwierdzili, że swoimi zachowaniami naruszyli art. 8 Kodeksu Etyki Lekarskiej i oboje otrzymali kary upomnienia.

Uchybienia obu lekarzy w tej sprawie wynikają z niedostatecznej wiedzy i lekceważenia pacjenta. Przy analizie ich błędów oczy kłuć musi przesuwający się na ekranie komputera tekst ze strony internetowej Szpitala Powiatowego, którego są pracownikami. Prezentacja ta nasuwa analogię do występu maga wypowiadającego zaklęcie (inkantację), mające dać mu władzę nad siłami nadprzyrodzonymi i możliwość kształtowania rzeczywistości. W rzeczywistości zaś brak jest powiązania między zastosowanym środkiem i ewentualnym efektem, co powoduje, że skuteczność działań pozostaje jedynie w sferze wiary.

Czy jednakże zarządzający zespołem opieki zdrowotnej mogą sami uchylić się od odpowiedzialności - przynajmniej moralnej - za indywidualne błędy zatrudnionych u nich lekarzy? W opisanym przypadku lekarz anestezjolog świadczył usługi medyczne w pięciu jednostkach na terenie trzech powiatów, w tym indywidualną specjalistyczną praktykę lekarską we własnym gabinecie. Z kolei lekarz internista pracował w trzech jednostkach, a w jednej z nich na stanowisku ordynatora oddziału. Czy zarządzający podmiotem leczniczym nie powinni rozważyć nadmiernego obciążenia pracą zawodową i ewentualnymi konfliktami interesów na styku indywidualna specjalistyczna praktyka lekarska – świadczenie usług na rzecz innych podmiotów leczniczych?

mec. Jerzy Ciesielski