Data dodania: 8-03-2016


Jerzy Ciesielski: Varia, czyli… trzy sprawy z sądowego archiwum

Varius z łaciny to „rozmaity”. Przez „varia” zaś rozumiemy zbiór różnorodnych tekstów, myśli lub notatek zebranych w jakiejś publikacji. Studiując archiwum sądu lekarskiego znalazłem przykurzone tomy akt, w których zdarzenia medyczne nie należały do budzących wątpliwości, ale same sprawy zawierały interesujące, czy też pouczające niuanse i detale. Poniżej krótki opis trzech z nich.

 

Obiektywny obrońca, to obrońca nieskuteczny

W sprawie o wytworzenie stomii w innym niż optymalne miejscu, pokrzywdzony pacjent wnioskował o wyłączenie ze sprawy lekarza - obrońcy obwinionego, zarzucając mu - spowodowaną własnym interesem - „obojętność wobec prawdy”. Wniosek uzasadniać miała okoliczność, że lekarz - obrońca, wraz z drugim z obwinionych w tej samej sprawie lekarzem, przeprowadzał u wnioskodawcy zabieg operacyjny. Zdaniem pokrzywdzonego mogło to mieć wpływ na wynik sprawy, jako że obrońca mógł być nieobiektywny. Pogląd to zaskakujący, ale po kolei...

Lekarzowi obwinionemu o postępowanie sprzeczne z zasadami etyki i deontologii zawodowej oraz za naruszenie przepisów o wykonywaniu zawodu lekarza przysługuje prawo do obrony. Polega ono między innymi na możliwości ustanowienia jednego lub maksymalnie dwóch obrońców, przy czym funkcję tę może wykonywać lekarz, adwokat lub radca prawny. Nie mogą jej pełnić tylko członkowie sądu lekarskiego oraz rzecznicy odpowiedzialności zawodowej i ich zastępcy.

Zapewnienie obrony oskarżonemu należy do najważniejszych zadań każdego sądu rozstrzygającego o winie i karze. Fundamentalną wartością  obrony  jest jej skuteczność, co automatycznie oznacza brak obiektywizmu. „Nie działa on bowiem [adwokat] po to, aby szerzyć słowo prawdy aż po krańce świata, ale po to, aby próbować urzeczywistniać dla swoich klientów deklarowaną zasadę równości wobec prawa w ich sprawach”. (Roman Tokarczyk, Etyka prawnicza, Warszawa 2006, s. 157).

Zatem z chwilą nawiązania stosunku obrończego zaczyna obowiązywać nakaz działania wyłącznie na korzyść bronionej osoby, a tym samym również zakaz podejmowania działań, które byłyby dla niej niekorzystne

Sędziom zabrakło gotowości do domniemania niewinności

Lekarz Jerzy K. został przez Okręgowy Sąd Lekarski za winnego i ukarany naganą za przewinienia zawodowe określone w art. 52 ust. 1 Kodeksu Etyki Lekarskiej („lekarze powinni okazywać sobie wzajemnie szacunek”). Jego przewinienie  polegało na wypowiedzeniu na posiedzeniu Komisji Bioetycznej Okręgowej Rady Lekarskiej, pod adresem przewodniczącego tej komisji, słów: „dziwię się obecności na posiedzeniu osoby naruszającej systematycznie normy deontologiczne”.

W odwołaniu od wyroku, Jerzy K. argumentował, że: 1) Sąd meriti pominął jego wyjaśnienia, w których opisywał  „jakie zasady deontologiczne lekarz - przewodniczący komisji systematycznie narusza”, 2) bezpodstawnie przypisano mu intencję pomówienia tegoż lekarza w sytuacji, gdy jego działanie podjęte było w obronie słusznego interesu środowiska lekarskiego, na posiedzeniu komisji, w trakcie emocjonalnej polemiki dotyczącej rozpatrywania wniosku o zatwierdzenie projektu badania medycznego, z udziałem przewodniczącego tejże komisji.

Naczelny Sąd Lekarski uwzględnił odwołanie Jerzego K., uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania OSL, choć z innych powodów, niż postulowane w odwołaniu. NSL za niedopuszczalny uznał wyrażony w uzasadnieniu wyroku pierwszej instancji pogląd, że „wina obwinionego wynika z okoliczności, że nie potrafił on wskazać na czym miałoby polegać naruszenie przez lekarza - przewodniczącego komisji reguł deontologii i tym samym nie podważył bezprawności swojego działania." Przytoczone zdanie ewidentnie wskazuje na przerzucenie ciężaru dowodu na obwinionego, który - zdaniem  NSL - miałby udowodnić, że jest niewinny,  podczas gdy jego winę obowiązany był wykazać Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej. Tym samym została naruszona kardynalna (konstytucyjna) zasada każdego procesu  dotyczącego odpowiedzialności karnej lub quasi-karnej, zasada domniemania niewinności.

Karnista prof. Stanisław Waltoś jako brak właściwego rozumowania sądu karnego wskazuje zapominanie, że brak krytycyzmu w stosunku do produkowanych w toku procesu dowodów może prowadzić prostą drogą do pomyłki sądowej. Taką samą negatywną cechę ma pominięcie w procesie dowodów, które mogą przemawiać zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść oskarżonego (obwinionego). Respektowanie tych wymagań zależy od wyobraźni sędziów. Z tą wyobraźnią i gotowością do domniemania niewinności nie było tęgo w opisanej sprawie . Nie ustalono bowiem  w jakich dokładnie okolicznościach obwiniony użył inkryminowanego sformułowania, jakim był jego zamiar i czy autor wypowiedzi był niebezpodstawnie przekonany o słuszności swoich argumentów.

Sąd (ale nie bezwzględnie) najwyższym biegłym

Ewa K. złożyła do Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej skargę na lekarza ginekologa Zdzisława R., że w celu usunięcia nadżerki wykonał u niej zabieg konizacji szyjki macicy, podczas gdy zabiegu takiego nie wykonuje się u młodych kobiet, które jeszcze nie rodziły. Rzecznik opierając się na relacji pokrzywdzonej wnioskował o ukaranie lekarza za przeprowadzenie postępowania leczniczego bez należytej staranności (art. 12 Kodeksu Etyki Lekarskiej). Okręgowy Sąd Lekarski  obwinionego lekarza uniewinnił na podstawie jego wyjaśnień. 

W postępowaniu sądowym mówi się, że sąd jest najwyższym biegłym. Nie oznacza to jednak, że w sytuacji, kiedy zachodzi konieczność zasięgnięcia wiadomości specjalnych, sąd może zaniechać powołania biegłych, chociażby sam składał się z najwyższej klasy specjalistów w danej dziedzinie medycyny. Nie oznacza to też prawa sądu do niepodzielenia wniosków wynikających z opinii biegłego i wydania wyroku opartego na ustaleniach niezgodnych z tą opinią. W sytuacji zaś, gdy wywody biegłego są nielogiczne, a analiza pobieżna, sąd zobligowany jest do powołania innego biegłego.

Zdanie „sąd jest najwyższym biegłym” należy rozumieć nie jako prawo sądu do zastępowania biegłych w opiniowaniu, ale jako prawo do wyboru poprawnej naukowo, logicznie i zgodnej z doświadczeniem życiowym opinii. Wobec zaś braku w opisanej sprawie jakiejkolwiek opinii, gdy była ona niezbędna dla rozstrzygnięcia celowości zabiegu, Naczelny Sąd Lekarski, do którego trafiło odwołanie od wyrok sądu pierwszej instancji, wyrok ten uchylił i nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy.

Jerzy Ciesielski,

adwokat