Data dodania: 27-02-2020


Jestem lokalnym patriotą

„Panaceum” rozmawia z prof. dr. hab. n. med. Radzisławem Kordkiem, Rektorem Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

„Panaceum” – Bardzo poruszające było przemówienie, które Pan Rektor wygłosił na gali rozdania dyplomów młodym lekarzom. Czy można je traktować jako podsumowanie bieżącej kadencji?

Prof. dr hab. n. med. Radzisław Kordek: – W 2008 r. wspólnie z prof. Pawłem Górskim zaczęliśmy wdrażanie bardzo przemyślanego programu zmiany tej uczelni. Chcieliśmy przede wszystkim dokończyć inwestycję CKD, zapewnić rozwój organizacyjny uczelni oraz ustalić cały szereg rzeczy, związanych z jej zarządzaniem. Moje działania są kontynuacją tego programu. Szczerze mówiąc, liczę na to, że będę pełnił funkcję rektora przez kolejne cztery lata i będziemy mogli dokończyć sprawy, które rozpoczęliśmy.

Kluczowym dla nas projektem były i są inwestycje. Za czasów rektora P. Górskiego udało się uruchomić pierwszą część CKD, co było bardzo trudnym zadaniem. Teraz udało się nam zorganizować pieniądze na inwestycje CKD 2 w kwocie 470 mln złotych z Ministerstwa Zdrowia. Część inwestycji, na przykład poradnie, są już zakończone, teraz czeka nas przetarg na wykonanie części głównej. Z niepokojem czekamy na oferty. To, że udało się pozyskać dla uczelni prawie 700 mln złotych, jest chyba największym zwycięstwem dobiegającej końca kadencji.

Co zawiera główny projekt?

Projekt zakłada dokończenie inwestycji w budynku A1 oraz rozwój inwestycji w budynku A2, czyli w niskim budynku, który stoi między Centrum Dydaktycznym a budynkiem A1. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, jak wielka jest kubatura budynku A2. Tam, gdzie niedawno otworzyliśmy poradnie, zaplanowano również inne przestrzenie, m.in.: SOR, blok operacyjny i kilka innych. To „serce szpitala”, w którym będą wykonywane wszystkie podstawowe procedury związane z diagnostyką i leczeniem.

Jakie inne inwestycje są prowadzone?

Oprócz rozwoju CKD prowadzimy też inne inwestycje ze środków unijnych z udziałem środków własnych, będziemy np. budować budynek „BRaIn” [Badania, Rozwój, Innowacje – przyp. red]. Na ten cel przeznaczone jest około 80 mln złotych. Będzie to „budynek wysokich technologii”, z dużą działką innowacyjności, wchodzenia na rynek, a także działalności gospodarczej. Obok niego powstanie budynek MOLecoLAB [Łódzkie Centrum Badań Molekularnych Chorób Cywilizacyjnych – przyp. red]. Wstępnie chcieliśmy skupić w tym budynku zajęcia dydaktyczne, obejmujące nauczanie chemii i biochemii, wszystkich tzw. „mokrych przedmiotów”. Aktualnie takie zajęcia odbywają się w bardzo skromnych warunkach, w salach na tyłach szpitala im. Barlickiego. Aby jednak spełnić kryteria do pozyskania środków unijnych, projekt rozrósł się o część mikrobiologiczną i innowacyjno-naukowo-wdrożeniową.

Kolejnym krokiem jest przejęcie od miasta szpitala im. Rydygiera. Wiąże się to z potrzebami dydaktycznymi i łączy się z przejęciem kontraktu na ginekologię i położnictwo, co pozwoli nam w przyszłości uruchomić bezproblemowo położnictwo z ginekologią na terenie CKD.
Uczelnia pozyskała też ostatnio działki położone między CKD a ulicą Konstytucyjną.

Czyli planuje się tam poprowadzenie ulicy?

Tak, ale uzyskaliśmy nieporównywalnie więcej. W zamian za ten teren oddaliśmy Skarbowi Państwa fragment działki przy ul. 6 Sierpnia, w okolicach szpitala im. Hallera, gdzie ma stanąć gmach sądu rejonowego. W tej chwili miasto stara się o zorganizowanie w tym rejonie imprezy Expo Agriculture. Jeśli to wydarzenie odbyłoby się i rząd chciałby w nim uczestniczyć, to olbrzymia część środków byłaby przeznaczona również na nowe tereny uniwersyteckie. Powstałyby zieleńce, gastronomia i uzbrojenie pod halę sportową. Zaplanowano budowę dodatkowego przejazdu przez tory kolejowe na wschód od ul. Niciarnianej oraz przedłużenie ul. Konstytucyjnej w obu kierunkach, a następnie połączenie jej z ul. Tuwima. W planach jest nawet budowa kolejki linowej, która miałaby połączyć CKD z Dworcem Fabrycznym, co na pewno dodałoby okolicy uroku. To są plany do zrealizowania w ciągu kilku lat, ale przecież my zawsze planujemy w takiej perspektywie.

Kiedy rozmawialiśmy półtora roku temu, największym wyzwaniem przed jakim stała wówczas uczelnia, było wprowadzenie „Konstytucji dla Nauki” i Ustawy 2.0. Mówiliśmy też, że na pewno zmieni się struktura uczelni.

Okazało się, że zmiana struktury jest stosunkowo prostą sprawą. W zasadzie z kilku wydziałów stworzyliśmy trzy główne. Jest to związane z tym, że uczelnia działa teraz w trzech dyscyplinach: medycyny, farmacji i nauk o zdrowiu. Ze względu na fakt, iż parametryzacja nauki odbywa się w trzech dyscyplinach a nie wydziałach, stworzyliśmy struktury, które odpowiadają tym dyscyplinom. Również parę innych rzeczy organizacyjnie uległo uproszczeniu. Niektórzy narzekają, że w wyniku dokonanych zmian trochę ucierpiała demokracja, bo bez wątpienia rektor ma teraz dużo większy wpływ na funkcjonowanie uczelni. Można powiedzieć, że jednoosobowo za tę uczelnię odpowiada. Przedtem jednostką z punktu widzenia prawa był wydział, a uniwersytet stanowił ich fuzję. Teraz jednostką jest uniwersytet, a wydziały całkowicie podlegają rektorowi i rektor mianuje dziekanów.

Jednak funkcja dziekana pozostaje nadal?

Tak, ale rola dziekana jest inna niż przed reformą. Aktualnie dziekan nie jest odpowiedzialny za dydaktykę, którą zajmują się prodziekani ds. dydaktyki. Dziekan jest odpowiedzialny za dyscyplinę naukową, którą prowadzi. Jego zadaniem jest prowadzenie takiej polityki naukowej i kadrowej, aby ta dyscyplina została jak najlepiej oceniona. To stanowi największą niewiadomą całej reformy, bo nikt do końca nie wie, jakie będą zasady parametryzacji.

Kiedy będą wyniki pierwszej po reformie parametryzacji?

Pierwsza parametryzacja obejmie lata 2017–2020, ale jej wyniki są nie do przewidzenia. Istnieją liczne znaki zapytania, którym staramy się wyjść naprzeciw. Wprowadziliśmy też wiele zasadniczych zmian w obrębie kategoryzacji pracowników, próbujemy się przystosować. Wiele osób przyjmuje nasze działania pozytywnie.

Nowością było wprowadzenie Rady Uczelni, która miała składać się częściowo z osób spoza ścisłego grona uczelnianego, czy tak się stało?

Rada Uczelni pełni obecnie ważną rolę, bo akceptuje uchwały Senatu. To jest ciało składające się w dużej mierze z osób, które o uczelni dużo wiedzą. W jej skład wchodzą pracownicy uczelni, były kanclerz, prezes łódzkiego PAN-u i były prezes Okręgowej Izby Lekarskiej. Rola samego Senatu jest aktualnie „przejściowa” jako wynik nakładania się starych przepisów na nowe. Nowy Senat będzie ciałem uchwałodawczym, a część jego poprzednich funkcji przejmie rektor.

Dużo emocji wzbudza nowy tryb kształcenia doktorów nauk medycznych, czy rzeczywiście zmiany są tak głębokie?

Wszyscy uczymy się tych nowych zasad, a skoro życie nie znosi pustki, to będziemy pomału się do nich dostosowywać. Kierując się interesem młodych ludzi, w ostatnim roku naboru do studium doktoranckiego, przyjęliśmy sto czterdzieści osób. Nowe kryteria szkoły doktorskiej są dosyć wymagające, np. po dwóch latach przygotowywania pracy doktorskiej, podlega ona ocenie niezależnych, zewnętrznych recenzentów. Trzeba być świadomym, że do szkoły doktorskiej powinien iść człowiek, który jest zdeterminowany do „robienia nauki” na poważnym poziomie. Doktorantem powinien być ktoś, kto posiada idee, projekt i do tego jakieś finansowanie. Praca doktorska zaś powinna mieć nowatorski charakter, a nie zawierać rozważania o „częstości złamania ręki w różnych częściach miasta”.

Pozostaje też dopisana w ostatniej chwili do „Konstytucji dla Nauki” ścieżka „robienia doktoratów” poza szkołą doktorską dla osób mniej zdeterminowanych, aby się całkowicie poświęcić nauce. Dla tych osób stworzyliśmy możliwość zatrudniania się na część etatu wykładowcy, aby pomogły one uczelni w prowadzeniu zajęć dydaktycznych, a w zamian uczelnia pomoże im w przejściu przez procedurę doktoratu.

Czyli ogólna procedura uzyskania doktoratu się nie zmienia?

Zapisy na ten temat w „Konstytucji” mają charakter bardzo ogólny, dlatego bardzo wiele zależy teraz od polityki rektora w tym zakresie.

Jakie jest zatem przesłanie Pana Rektora dla pracowników uczelni?

Myślę, że ludzie chcą pracować według jasnych i czytelnych zasad. Staramy się nie działać „na oślep” ani w niezrozumiały sposób. Wszyscy musimy zdawać sobie sprawę, że „płyniemy na tej samej łodzi” i czasami na tej łodzi może nas coś uwierać. Chcielibyśmy, żeby było idealnie, ale życie niestety takie nie jest. „Homo sapiens” zawsze trochę narzeka. Dla młodego pokolenia Europa jest domem. Tym młodym ludziom czasem brakuje szerszej perspektywy i nie potrafią zrozumieć, że nie nadgoni się kilkuset lat zaniedbań w kilka lat. Chciałbym bardzo dokończyć wszystkie nasze plany i jeśli nie wydarzy się żadna „katastrofa”, to za cztery lata nasza uczelnia może być w „zupełnie innym miejscu”. Jestem lokalnym patriotą i wierzę, że to jest możliwe.

Życzę zatem spełnienia planów i bardzo dziękuje za ciekawą rozmowę.