Data dodania: 6-11-2016


Konia za zdrowie – czyli rzecz o państwie, chorych i lekarzach

Medycyna, to nie tylko sztuka leczenia, nie tylko nauka odsiewająca fakty od mitów, ale też interes, w którym pojawia się pytanie - kto, ile i za co płaci. Przez wiele wieków podstawową zasadą było, że za leczenie lekarzowi płaci pacjent: pieniędzmi, darami natury, czyli „czym ziemia obrodziła tym spiżarnię lekarza zasiliła”, ale czasem tylko dobrym słowem i modlitwą.

W XIX w. rządom państw jednak coś nie bardzo podobała się ta bezpośrednia relacja pomiędzy lekarzem i chorym. Tak jakoś poza kontrolą szły przecież te przepływy dóbr - ale też faktem jest, że co niektórzy chorzy z powodu braku jakichkolwiek dóbr, którymi mogliby się zapłacić lekarzowi, dostępu do leczenia nie mieli i umierali. Rządy zaczęły wówczas dochodzić do wniosku, że czas na zmiany. I tak oto z biegiem lat i na fali uspołeczniania coraz większych obszarów życia państwo stało się pośrednikiem, kontrolerem i regulatorem - i czym tam jeszcze kto chce – odwiecznej, prywatnej relacji lekarz-pacjent. Państwo stanęło pomiędzy nimi, wprowadzając instytucje publiczne, mające w swym założeniu być odpowiedzialne za wymianę „konia za zdrowie” (hm, trochę dziwnie błądzą myśli - skojarzenie króla Ryszarda III z aparatem państwowym może jest zbyt ryzykowne, ale … zaryzykuję).

 

To upublicznianie zdrowia i choroby oraz lekarza i pacjenta, mające na celu zwiększenie dostępności lekarzy, miało również miejsce w II Rzeczpospolitej Polskiej. I tu - już na poważnie. Oczywiście, pisząc o upublicznieniu medycyny, jakie miało miejsce w II Rzeczpospolitej Polskiej w celu poprawy dostępu do lekarzy, mam na myśli kasy chorych i ubezpieczeniowy system opieki zdrowotnej.

 

Pierwsze kasy chorych powstały w Niemczech, następnie w Austrii i Wielkiej Brytanii. W czasie zaborów na ziemiach polskich kasy istniały w zaborze pruskim i austriackim, nie było ich pod zaborem rosyjskim. Sytuacja zmieniła się zasadniczo w II Rzeczpospolitej. W 1920 r. sejm RP uchwalił ustawę o obowiązkowym ubezpieczeniu na wypadek choroby, co de facto stanowiło początek ubezpieczeniowego systemu ochrony zdrowia w Polsce i dało możliwość tworzenia kas chorych. W 1921 r. sejm przyjął ważne dla lekarzy ustawy: o wykonywaniu praktyki lekarskiej oraz o ustroju i zakresie działania izb lekarskich. Ubezpieczenia i kasy chorych powstały przed izbami lekarskimi, co oznaczało, że samorząd lekarski nie uczestniczył w tworzeniu nowego systemu i głos lekarzy był mało słyszalny.

 

Kasy chorych miały być dobrodziejstwem dla pracowników i osób najuboższych, a także dobrym miejscem pracy dla lekarzy. Choć odegrały ważną rolę w kształtowaniu polskiej publicznej służby zdrowia, to wiele grup było z działalności kas niezadowolonych. Pacjenci narzekali na konieczność opłacenia składek, najpierw w wysokości 5 proc. wynagrodzenia (z tego 2 proc. płacił pracownik, 3 proc. pracodawca), potem 6,5 proc. Lekarze pracujący na rzecz pacjentów ubezpieczonych byli niezadowoleniu z faktu sprowadzania ich do roli pracownika najemnego i podporządkowania wolnego zawodu lekarza administracji kasy. Skarżyli się też na… zbyt niską wycenę świadczeń, niskie wynagrodzenia - zaledwie kilkanaście procent wpływów do kas przeznaczano na płace lekarskie – w dodatku wypłacane z opóźnieniem.

 

Można więc powiedzieć – nihil novi sub sole. Więc konia z rzędem temu, kto wymyśli taki system publicznej opieki zdrowotnej, kiedy to wilk, czyli lekarz, będzie syty i owca, czyli pacjent, będzie zdrowy.

 

Fot. Łódzka Kasa Chorych, Dział Rozliczeń Finansowych – lata 20. XX w. (Archiwum Państwowe w Łodzi)