Data dodania: 12-07-2018


Kowery - nie są jedynie domeną rozrywki

„Chleba i igrzysk” - takie zawołanie powstało w starożytnym Rzymie. Co prawda współcześnie, trawestując znaną z Biblii przypowieść („nie samym chlebem człowiek żyje”), niektórzy mawiają, że do chleba trzeba coś jeszcze i pracują na masełko, szyneczkę i co tam jeszcze potrzeba. Jednak co do igrzysk z reguły są zgodni.

Poza pracą i jedzeniem, oczekujemy miłego spędzenia czasu, wypoczynku. Niektórym wystarczy telewizja, rzadziej teatr czy koncert w filharmonii, od czasu do czasu wspólna zabawa, kiedyś nazywana prywatką, teraz domówką (co za neologizm). Wszystkie te oczekiwania sprowadzają się jednak do wstępnego zawołania: „chleba i igrzysk”. Wojciech Młynarski (1967 r., muz. Jerzy Wasowski) w swoim śpiewanym felietonie zadawał pytanie: „W co się bawić”, a chociaż pięćdziesiąt lat minęło, to wciąż aktualny problem. Inteligencja już nie bawi się w Kopciuszka, ale niektóre zabawy z tamtych czasów pozostają nadal aktualne.

Problem wynagrodzeń w ochronie zdrowia znany jest od lat i od lat taka sama zabawa . Domagamy się poprawy, a decydenci wciąż bawią się z nami w ciuciubabkę. Uzgodnienia, podpisane z lekarzami rezydentami, dotyczą całego środowiska, a właściwie całej ochrony zdrowia. Do tych ustaleń należy dołożyć także te, o których samorząd mówi od lat, a wymagają: stworzenia spójnego systemu, wprowadzenia zmian organizacyjnych, zlikwidowania biurokracji i absurdalnych regulacji prawnych, a wreszcie - wspólnej praca nad świadomością społeczną. Zdrowie bowiem to sprawa każdego obywatela, a nie tylko problem lekarza.

Wreszcie lekarz nie może, jak to ma miejsce obecnie, odpowiadać przed pacjentem za niedobory i braki zawinione przez administrację. Nie bez znaczenia staje się też znany fakt upolitycznienia stanowisk dyrektorskich i kierowniczych. To musi ulec zmianie. Leczyć ma lekarz - dobrze wykształcony, doświadczony i należycie wynagradzany, zarządzać zaś powinien (w jego imieniu i w oparciu o „lekarskie” opinie) doświadczony manager. System ma uwzględniać potrzeby i możliwości, w tym także finansowe, a nadto umożliwiać prawidłowe kształcenie kadr. Utopia? Nie sadzę.

Dołożę do tego jeszcze tzw. pracę u podstaw nad świadomością społeczną o wartości zdrowia, o zachowaniach prozdrowotnych, o szacunku dla stanu lekarskiego (i nie tylko). Wszak innym jakoś to się udaje. Chyba, że są inne uwarunkowania, np. potrzeba, by coś w tym kraju szło źle, by było na co narzekać i o czym pisać, a przede wszystkim by… wskazać winnego, najlepiej lekarza. Na to wszystko wskazywał samorząd lekarski niejednokrotnie, a dobrych przykładów rozwiązań w świecie jest wiele. Nie trzeba wyważać otwartych drzwi, tylko czerpać z doświadczeń innych, nie psuć ich i nie eksperymentować, a przede wszystkim wybierać te najlepsze. Zasada „primum non nocere” obowiązuje nie tylko nas, lekarzy.

Co do wyborów, to mamy własne doświadczenia. Jak nam wszystkim wiadomo, mamy nowego prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej, nową Radę, nowe Prezydium i przewodniczących komisji problemowych. Wybory okazały, jak wiele jeszcze przed nami - zwłaszcza w zakresie solidarności i odpowiedzialności wyborczej. Demokracja (czyli ludowładztwo) , co prawda rządzi się swoimi prawami, ale w przeciwieństwie do żądań wyrażanych w starożytności przez pariasów (patrz wyżej), my - mieniąc się elitą - winniśmy kierować się dobrem ogółu, a nie partykularnym interesem. Nasza izba wprowadziła do władz naczelnych najwięcej w historii samorządu swoich przedstawicieli i to zasługa wszystkich nas. Ale kilka osób, mimo starań, zostało w głosowaniu wyprzedzonych przez inne izby, a szkoda.

Widać nie jesteśmy wystarczająco skonsolidowani lub ktoś miesza w naszych szykach, by koniecznie nas poróżnić. Na studiach pod adresem takich „ktosiów” rzucaliśmy powiedzenie o mąceniu wody, ale nie przytoczę go nawet po łacinie, bo było - delikatnie mówiąc - nieparlamentarne. Obiecałem, że poprowadzę nasz statek bezpiecznie i dzięki całej załodze jest dobrze, „choć burza huczy wokół nas”.  A mówić o jednostkach pływających warto pamiętać, ze prawdziwy statek chodzi w morzu, wychodzi z portu, wchodzi do portu - po prostu chodzi, a nie pływa. Pływa jedynie… - no właśnie. Przyczepi się takie do naszego statku i krzyczy: - Chłopaki, płyniemy. Może warto się rozejrzeć i w porę powiedzieć: - Nie! Won!

Zespół „Formacja Nieżywych Schabuff” śpiewał piosenkę „Lato” (1995 r.) Nazwa zespołu koszmarna, ale cóż - licentia poetica. Lato tam opisane wyzwala gorące uczucia szczególnie w młodym wieku (choć nie tylko). Młodość, której - jak już pisałem wcześniej - zazdroszczę,  ma swoje prawa. I bardzo dobrze. Młodzi to wiedza, ale ja wyartykułuję, że to przede wszystkim miłość, w której trzeba jednakże uważać, by pewne czyny wydały właściwe owoce. Zwłaszcza, że są osoby z intencjami nie do końca szczerymi.

Lato sprzyja imprezom plenerowym i koncertom na otwartym powietrzu. Pośród wielu nowych utworów z oryginalnym tekstem, muzyką, aranżacją i wykonaniem, pojawiają się także stare przeboje w nowym wydaniu – kowery (kolejny koszmarny neologizm). Znane i lubiane przeboje zyskują wielu zwolenników, którzy z racji młodego wieku nie wiedzą, że to już było, że kiedyś ktoś już to wykonał. I wcale nie musi być prawdą, że nowe wcielenie jest lepsze.

Niestety, kowery nie są jedynie domena rozrywki. Aktualna sytuacja w ochronie zdrowia, w samorządzie, wśród lekarzy nie jest wyjątkowa. To jak „Powracająca fala” (1880 r.) – Bolesław Prus w jednym z wątków tego opowiadania wskazuje, że taka fala to spirala zła, raz zapoczątkowana, dotyka każdego i niechybnie prowadzi do zguby. Trochę jak u Carlosa Saury w „Nakarmić kruki”. Tymczasem my jesteśmy silni siłą młodych, ale i roztropni wspólną  mądrością.

Lato to też taki coroczny kower (pozostałe pory roku zresztą też!). Każde lato jest jednakże  inne, tegoroczne zapowiada się gorące, a może nawet - biorąc pod uwagę zapowiadane zmiany (finansowe) -  bardzo gorące. Oby tylko nikt się nie poparzył. Miejmy nadzieję, że tym razem nie będzie „powtórki z rozrywki” (to tytuł programu „Trójki”), czyli misterialnego koweru w działaniach, tylko będzie premiera odpowiedzialności i roztropność. Wszak „pacta sunt servanda”!

Mając zatem wiarę w niezłomność zasad, czas pomyśleć o wypoczynku, o urlopie, o naładowaniu akumulatorów. Bo jesteśmy przecież na baterie… słoneczne. Dobrego urlopu wszystkim nam życzę!