Data dodania: 14-11-2018


Lekarskie „lojalki” problemem dla szpitali

Jedna czwarta specjalistów podpisała „lojalki”, dwa oddziały szpitalne uznano za deficytowe. Tak wygląda bilans zysków i strat po wejściu w życie tzw. ustawy 6 proc., która wprowadziła podwyżki dla lekarzy rezydentów i lekarzy specjalistów.

Przypomnijmy, rezydentom nowe przepisy zagwarantowały wzrost pensji zasadniczej do 4000 lub 4700 zł brutto, w zależności od wybranej specjalizacji. Przy złożeniu deklaracji, że po uzyskaniu specjalizacji w okresie kolejnych lat pięciu, „odpracują” w Polsce dwa lata, otrzymali dodatkowe 600 lub 700 zł miesięcznie. Z kolei specjalistom, którzy zadeklarowali pracę tylko w jednym szpitalu, ustawa przyznała płacę minimalną w wysokości 6 750 zł miesięcznie, a to oznacza wzrost ich wynagrodzeń – biorąc pod uwagę przeciętną podwyżkę w województwie łódzkim – o 2139,26 zł. Najwyższe podwyżki, bo aż 2900 zł „na głowę” otrzymają lekarze na Podlasiu, a najniższą około tysiąca złotych –specjaliści w województwa lubuskiego.

 

Ponad piętnaście tysięcy specjalistów podpisało „lojaki”

Narodowy Fundusz Zdrowia podał na początku października długo wyczekiwane dane, ilu lekarzy specjalistów w całej Polsce i w poszczególnych regionach zdecydowało się zrezygnować z pracy poza macierzystym szpitalem, żeby skorzystać z gwarantowanej ustawa podwyżki. To, jaki procent ogółu wyrazi taką chęć, nie pozostaje bez wpływu na organizację całego systemu ochrony zdrowia, a przede wszystkim szpitalnych dyżurów. Wiadomo, im więcej lekarzy zrezygnuje z dyżurowania w kilku szpitalach, tym więcej oddziałów będzie miało problemy z wypełnieniem grafiku dyżurów.

Zobowiązanie do pracy w jednym szpitalu podpisało ponad piętnaście tysięcy lekarzy specjalistów w kraju, w tym tysiąc pięciuset dwudziestu dwóch w województwie łódzkim. To prawie jedna czwarta lekarzy specjalistów zrzeszonych w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Łodzi. Podwyżki dla nich ma sfinansować łódzki NFZ.

– Kwota niezbędna do zagwarantowania lekarzom wzrost wynagrodzeń zasadniczych do wysokości 6750 zł miesięcznie, w przeliczeniu na pełny etat oraz związanego z tym podwyższenia dodatku za wysługę lat, wyniosła w naszym województwie, licząc od 1 lipca do końca 2018 r., 18 milionów 400 tysięcy złotych – mówi Anna Leder, rzecznik prasowy łódzkiego oddziału NFZ. – Środki na podwyżki zostały już zabezpieczone w planie finansowym Funduszu, aktualnie jesteśmy w trakcie aneksowania ze szpitalami umów kontraktowych, uwzględniających wzrost płac dla specjalistów.

 

Wnioski o podwyżki można składać nadal

Prezes NFZ – Andrzej Jacyna w rozmowie z dziennikarzem radia RMF zapowiedział, że wypłaty pierwszych podwyżek powinny trafić do lekarzy pod koniec października. Oczywiście, z wyrównaniem od 1 lipca br. dla tych osób, które złożyły „lojalki” swoim pracodawcom w przewidzianym terminie. Termin ten minął 7 września, a oddziały wojewódzkie NFZ przyjmowały dane na ten temat od szpitali – do 21 września. Te daty nie ograniczyły jednak możliwości składania oświadczeń przez pozostałych specjalistów, gdyż zgodnie z ustawą, lekarz może zdecydować się na ograniczenie swojego zatrudnienia do jednej placówki w każdej chwili. Co więcej, NFZ przewiduje, że po podwyżki mogą sięgnąć także lekarze kontraktowi.

– Lekarze kontraktowi będą musieli najpierw złożyć swoim pracodawcom wypowiedzenia umów, które w indywidualnych przypadkach mogą skutkować nawet do trzech miesięcy. Następnie zaś mogą nawiązać stosunek pracy i dopiero wówczas, czyli w styczniu złożyć deklaracje lojalnościowe. Zakładamy zatem, że dopiero wtedy poznamy pełną skalę zjawiska – mówił podczas radiowej audycji A. Jacyna, jednocześnie zapewniając: – Na dzisiaj widzimy, że zarezerwowane środki finansowe są wystarczające, żeby pokryć koszty podwyżek.

 

Kilkaset oddziałów zagrożonych brakiem lekarzy

W związku z wprowadzeniem przepisów wspomnianej na wstępie ustawy, problemy mają teraz te szpitale, które wcześniej korzystały z pracy kontraktowej lekarzy zatrudnionych na etatach w innych placówkach. Taka sytuacja występuje najczęściej w szpitalach powiatowych (chociaż nie tylko), gdzie na dyżury i konsultacje chętnie dojeżdżali „w teren” specjaliści głównie z dużych ośrodków wojewódzkich, na przykład z Łodzi. Ich odejście może skutkować zamknięciem niektórych oddziałów, a ratunkiem dla zapewnienia ciągłości ich pracy, ma być wpis na specjalną listę placówek zagrożonych brakiem dostępności do świadczeń medycznych.

Dzięki wpisowi do wykazu „oddziałów zagrożonych”, dyrekcja szpitala będzie mogła zatrudnić potrzebnego specjalistę, nawet jeśli macierzystemu pracodawcy złożył oświadczenie lojalnościowe. Wykazy takie są tworzone przez terenowe NFZ-ety, a trafiło na nie już kilkaset oddziałów ze stu dwudziestu lecznic w całej Polsce. Najdłuższą stworzył śląski NFZ, gdzie status „zagrożony” otrzymało aż osiemdziesiąt oddziałów, znajdujących się w trzydziestu jeden szpitalach. Na Podlasiu – na listę deficytowych trafiło siedemnaście placówek, na Podkarpaciu i Opolszczyźnie – po czternaście. Niektóre oddziały NFZ, jak dolnośląski, wciąż podejmują jeszcze decyzje w tej sprawie. Jakich specjalistów brakuje najczęściej? Najbardziej lojalki zaszkodziły oddziałom pediatrycznym i neonatologicznym, których w wykazach zagrożonych jest ponad sto dwadzieścia.

 

W łódzkim NFZ – tylko dwa oddziały w wykazie

Na tym tle sytuacja, jaka jest w regionie łódzkim, może się wydawać komfortowa, gdyż na listę deficytową ŁOW NFZ trafiły na razie tylko… dwie placówki. Jakie?

Chodzi o Pododdział Nefrologii Dziecięcej w Instytucie CZMP, gdzie w realizacji programu lekowego brali udział lekarze onkolog i hematolog dziecięcy, zatrudnieni na etacie w innym szpitalu. Podpisanie przez nich „lojalek” uniemożliwiłby im dodatkową pracę, rozwiązaniem stało się więc złożenie odpowiedniego wniosku i wpisanie wspomnianego poddziału na listę deficytowych. Drugi oddział, który znalazł się na tej liście, znajduje się w Pabianickim Centrum Medycznym. Jest to Oddział Neurologii, który dzięki temu wpisowi mógł zatrzymać w pracy neurochirurga „z lojalką”, zatrudnionego na etacie u innego pracodawcy.

Łódzka lista placówek, zagrożonych brakiem dostępności do świadczeń medycznych z powodu podpisania przez lekarzy „lojalek”, jest chyba najkrótsza wśród wszystkich tworzonych przez oddziały NFZ w kraju. Dodajmy jednak, że nie jest jeszcze zamknięta. Wciąż spływają nowe wnioski w tej sprawie i są sukcesywnie rozpatrywane, chociaż – gwoli prawdy – nie wszystkie pozytywnie.

 

Rezydenci też podpisali „lojalki”

Umowy o podwyżkę dla lekarzy specjalistów nazwano lojalkami, natomiast umowy dla rezydentów – bonami patriotycznymi. Jedne opierają się na deklaracji pracy w jednym miejscu, drugie – w kraju.

Uzyskanie podwyżki wynagrodzenia rezydenckiego, którego płatnikiem jest Ministerstwo Pracy, oznacza konieczność odpracowania w Polsce dwóch lat z pięciu po zakończeniu specjalizacji. Chodzi jednak tylko o pracę w placówkach, które mają podpisaną umowę z NFZ. Na skorzystanie z bonu patriotycznego zdecydowała się większość rezydentów, tylko nieliczni z tego przywileju zrezygnowali.

Jednak zadowolenie z uzyskania dodatkowych pieniędzy, które gwarantuje ustawa, miesza się z frustracją. Aktywnie działających w Porozumieniu Rezydentów młodych lekarzy, cały czas nurtuje wrażenie, że ktoś próbuje ich „oszukać”. Mają aż nadto przykładów na to, że lutowe porozumienie zostało przez resort zdrowia, jeśli nie złamane, to interpretowane na „swoją korzyść”. Przykładem mogą być rezydenci-dentyści, których wykluczono z grona uprawnionych do bonów lojalnościowych.

Joanna Barczykowska-Tchorzewska