Data dodania: 14-11-2018


Literatura i kultura - nieco inaczej: Róbmy swoje. Może to coś da?

Barbara Szeffer-Marcinkowska

Wojciech Młynarski pisał i śpiewał „Róbmy swoje”. Drobiazgów parę się uchowa: Kultura, sztuka, wolność słowa… I z tą nadzieją wchodzę w te trudne tematy, uważając je za nasze, wspólne problemy, aczkolwiek wiem jak bardzo różnie mogą one być pojmowane. Dlatego wciąż od nowa zwracam się do Państwa o współmyślenie i uczestnictwo w tym, choćby zaledwie lokalnym, więc jakby zaściankowym działaniu. Wiadomo, że łatwo nie będzie, bo o naszej akcji nie jest dość głośno, choć powinno być. Jednak od czegoś trzeba zacząć, a o nagłośnienie zadbamy wtedy, gdy pojawi się więcej osób rozumiejących, że kultura bytu jest równie ważna, jak samo „bytowanie”. Co znaczy „robić swoje” dokładnie nie wiadomo, chociaż sama zachęta brzmi pozytywnie; jednakże, jeśli ta „swoja robota” jest naprawdę szkodliwa, to co? Ano pstro i tyle.

Szanowni Czytelnicy, może pomysł, jaki mi przyszedł do głowy, jest  zbyt ryzykowny, ale trudno – pragnę się nim podzielić i prosić o radę oraz logiczne wsparcie. Nie zamierzam nikogo zdenerwować ani urazić, lecz  znam życie i rozumiem, że wszystko może się zdarzyć, a osoby szczególnie wrażliwe mogą mieć mi za złe taką „bezpośredniość”, wyrażoną prostym pytaniem: co jest chamstwem, a co nie (albo nie całkiem). Jeżeli cham - taki „całkiem z natury” nawet nie wie że np. źle się zachowuje, bo nikt go ogłady nie uczył - to nie dziw; on po prostu jest jakby z innej bajki. Natomiast gdy człek inteligentny, wykształcony,  świadom realiów i konsekwencji,  przybiera chamski styl, bo tak lubi, wówczas jest to prawie patologia. A przecież bywa i tak, zwłaszcza gdy komuś nadmiernie się rozrośnie własne EGO i traci kontakt z rzeczywistością. Znamy takie przypadki. Zatem liczę na pewną tolerancję w rozpatrywaniu problemu, który narasta.

Od dość dawna zastanawiam się, czy nie  warto  sporządzić  rejestr „różności” (czyli nowych obyczajów,  postępowania, zachowań  itp.) które można lub wręcz trzeba nazwać po imieniu i odpowiednio zakwalifi-kować. Wówczas,  wśród obecnie aprobowanych „zjawisk” może znajdą się i takie, które dawniej były wprost nie do przyjęcia, lecz z czasem  zostały jakoś przyswojone oraz  zaakceptowane; wprawdzie nie przez wszystkich, ale jednak przez większość społeczeństwa. Czy należy się temu dziwić? Tak zwana nowoczesność - często  mylona też z postępem -  ma swoje zalety oraz wady i nieraz trudno ustalić co jest czym. Oczywiście, w tej nowoczesności nadal obowiązują jakieś ogólne zasady współżycia, choć gołym okiem widać, że nie jest to już dawny savoir vivre.  Zresztą czy te normy nie były podobnie krępujące, jak owe krawaty, które wielce nowocześni panowie nagle odrzucili, preferując (niekiedy nawet na uroczyste okazje) te swobodnie rozchełstane lub wymięte kołnierzyki? Prawda, że nie wszyscy i chwała im za to.  Elegancja w wyglądzie oraz obyciu jest  pewnym  wysiłkiem, lecz też wyróżnikiem. Ale czy istotnie,  zawsze i wszędzie należy demonstrować swą niby-niezależność i nieograniczone swobody?  Niektórym nadmiernie i niebezpiecznie rośnie poczucie własnej wartości, przekonanie o swych racjach, prawach, wiedzy, sile (nie tylko argumentów) i wszystko to składa się na bezczelność lub właśnie chamstwo. Pamiętam jak okrutne bywały zachowania ludzi w czasach słusznie minionych, zwłaszcza kiedy wciąż czegoś brakowało i tłumy walczyły o prawie wszystko.  Uprzywilejowanych to nie dotyczyło, a silniejsi oczywiście zwyciężali. Kiedyś sama też ucierpiałam, jak pewien ważniak, wymachując twardą teczko-walizką,  uderzył mnie, aż zabolało i z gorzką ironią powiedziałam „przepraszam” a on z uśmiechem odparł „nie szkodzi”.  Był to więc cham z błyskiem.       

   
Najgorzej, jeśli  szwankuje samoocena, ponieważ wtedy człowiek zapomina, że istnieje jeszcze coś takiego jak dystans, skromność, uprzejmość czy grzeczność. W dobie kultu ważniactwa i przemocy te cechy są po prostu uważane za słabość. Dlaczego tak trudno teraz  wydusić z siebie słowo PRZEPRASZAM? Niektórzy nawet i o to się procesują. Boże, ratuj! Bywają jednak także przykłady budujące, a nawet rozczulające. Kiedyś zdarzyło mi się spotkać młodego człowieka, który wprost emanował życzliwością i w trudnych warunkach okazywał bezinteresowną pomoc starszym  i słabszym,  również mnie. A gdy wyraziłam mu swoje uznanie i wdzięczność, to powiedział tak: „…bo wie pani, ja dotychczas taki nie byłem – teraz  to  nadrabiam”. Czyż nie piękne?      
Lecz wracam do tego, co mnie gnębi, czyli do pomysłu zbierania i kwalifikowania takich postępków/występków, które mogą być oznakami chamstwa lub szczególnym rodzajem „postępu”. Dobrze by było skatalogować niektóre takie „nowości” pod kątem ich ew. akceptacji lub odrzucenia.  Postępujący bowiem import do Polski obcych norm obyczajowych, stanowi pewne zagrożenie, więc należy uważnie przyglądać się temu, co mamy zamiar „przyswoić”, a co nie. Proponuję, abyśmy nadsyłali do Poczty Czytelników przykłady dobrych i złych zmian, które  ostatnio zaistniały w naszych obyczajach. Piszmy o tym, co nas cieszy lub razi i dlaczego. Poruszymy ten temat także podczas planowanej debaty, jeszcze w tym miesiącu, a w grudniowym PANACEUM będzie relacja.

 

Barbara Szeffer-Marcinkowska
tel. 42 686 2810, e-mail: bsm3@tlen.pl

 

Łódź, 12.X.2018

 

Przeczytaj listy nadesłane do Redakcji: Listopadowa Poczta Czytelników

http://panaceum.lodz.pl/listopadowa-poczta-czytelnikow-listy-do-redakcji...