Data dodania: 25-08-2019


Manifestacja i… co dalej? Był a demonstracja, będzie wypowiadanie opt - out

Porozumienie minister zdrowia z rezydentami, podpisane w lutym minionego roku - to efekt poprzedniej akcji protestacyjnej lekarzy. Protest 2017 - 2018, który rozpoczęły manifestacje uliczne, przerodził się w wypowiadanie klauzuli „opt-out”. Jak będzie tym razem? Pytanie o tyle zasadne, że uliczna akcja protestacyjna rezydentów powróciła.

 

Rząd nie realizuje zapisów z „Porozumień Szumowskiego” z 8 lutego 2018 r.  , kończącego protest rezydentów, rozpoczęty rok wcześniej. Dlatego w sobotę 1 czerwca br.,  tysiące lekarzy i lekarzy dentystów z całej Polski wyszło na ulice Warszawy, by wziął udział w wielkiej manifestacji.

 

Tym razem lekarzom nie chodziło jednak o podwyżki  własnych wynagrodzeń, ale o coroczny wzrost nakładów na opiekę zdrowotną na poziomie zgodnym ze zobowiązaniami ministra zdrowia. Uważają, że zostali w czasie prowadzonych negocjacji oszukani. Do metodologii liczenia wzrostu finansowania przyjęto bowiem PKB sprzed dwóch lat i dlatego do systemu płynie mniej środków, niż powinno.

 

 

 

Musimy krzyczeć w imieniu pacjentów

 

Lekarze przekonywali, że niedofinansowanie ochrony zdrowia, czego najwyraźniejszym i najbardziej bolesnym objawem są kolejki do leczenia, skutkuje cierpieniem pacjentów, dlatego hasło czerwcowej manifestacji brzmiało: „Czas na zdrowie”.  Organizatorzy podkreślali, że lekarzy wspierają setki organizacji pacjenckich i fundacji, pomagających chorym z całej Polski. Większość podopiecznych Fundacji jest jednak zbyt schorowana, żeby wyjść na ulicę.

 

Z Łodzi w manifestacji wzięło udział ponad stu lekarzy: stażystów, rezydentów i specjalistów, którzy pojechali razem autokarami. Nie zabrakło przedstawicieli Okręgowej Izby Lekarskiej w Łodzi, a także Zarządu Regionu Łódzkiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

 

- Nie zapomnieliśmy o zobowiązaniach ministra zdrowia. Mamy wiele niespełnionych obietnic, ale najważniejszy jest wzrost nakładów do poziomu 6,8 proc. PKB. Chodzi nam jednak o aktualne PKB, a nie kwoty sprzed dwóch lat  - tłumaczył Paweł Czekalski, prezes ORL w Łodzi, który razem z młodymi lekarzami maszerował ulicami stolicy.

 

Marsz rozpoczął się 1 czerwca o godz. 13 na ul. Miodowej, pod siedzibą Ministerstwa  Zdrowia, a następnie lekarze przeszli Traktem Królewskim na ul. Wiejską pod Sejm, gdzie przemówili przedstawiciele środowisk medycznych.

 

- Pacjenci umierają w kolejkach do lekarzy i na operacje - wołał ze sceny Krzyszfof Bukiel, szef OZZL, dodając:  - Umierają po cichu, dlatego my musimy krzyczeć w ich imieniu.

 

Krzysztof Bukiel przedstawił badania opinii publicznej, z których wynika, że większość Polaków uważa, iż pierwszym celem, który powinien być sfinansowany z budżetu państwa, jest likwidacja kolejek do leczenia. Cel ten społeczeństwo postawiło wyżej, niż każdy z elementów „nowej piątki PiS”.

 

Całą warszawską manifestację prowadził łódzki rezydent anestezjologii  i intensywnej terapii - Jan Czarnecki, przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL. Do zgromadzonych pod Sejmem przemówił też Damian Patecki z Łodzi, specjalizujący się w tej samej dziedzinie, jeden ze współzałożycieli Porozumienia, który zaapelował do lekarzy, żeby dbali też o siebie.

 

- W ciągu ostatnich lat sam przeszedłem ciężką chorobę i byłem pacjentem. Znam ten system z każdej strony - mówił D. Patecki, zwracając się do kolegów -  Dziś apeluję do was, żebyście dbali o siebie. Żebyście nie brali za dużo dyżurów, bo jak was zabraknie, to nie będzie miał kto zaopiekować się pacjentami.

 

 

 

Trzeba pokazać, że ten system faktycznie jest niewydolny

 

Już podczas manifestacji w Warszawie, z ust przedstawicieli Porozumienia Rezydentów OZZL padały zapowiedzi, że jeżeli nie będzie po tym proteście żadnego odzewu, jesienią lekarze zaczną ograniczać czas pracy i wrócą do wypowiadania klauzuli opt - out. Zapowiedzi te potwierdzał przewodniczący OZZL - K. Bukiel, który na zakończenie manifestacji przed Sejmem mówił: - Wracamy, robimy ankiety i przygotowujemy się. Jeden lekarz, jeden etat. Tak jak w prawie, po bożemu. I słowa dotrzymał…

 

W dniu 15 czerwca br., pojawiły się doniesienia medialne, że Zarząd Krajowy OZZL, na swym posiedzeniu dzień wcześniej, podjął decyzję o ogłoszeniu form dalszego protestu dotyczącego obecnej sytuacji w ochronie zdrowia. Wybór padł na ograniczanie czasu pracy: wypowiadanie klauzuli opt-out oraz akcję „1lekarz1etat”. Wiadomość o akcji przekazało na swojej facebookowej stronie Porozumienie Rezydentów OZZL, powołując się na informację członka Zarządu Krajowego OZZL - Bartosza Fiałka.

 

We wpisie B. Fijałek pisze: „Wzywamy lekarzy do wypowiadania klauzuli opt - out do końca sierpnia, aby wypowiedzenia te zaczęły obowiązywać od 1 października tego roku. W tym czasie, od października, będziemy również ograniczać czas pracy do równoważnika jednego etatu (…) To pokaże rządzącym, że ten system faktycznie jest niewydolny. Umieramy na dyżurach, bo pracujemy ponad siły.”

 

Decyzja o wyborze formy protestu odnosi się bezpośrednio do wyników referendów, w których zdecydowana większość jego uczestników opowiedziała się za podjęciem takich właśnie działań. Akcja ma być odpowiedzią na fatalną (i ciągle pogarszającą się) sytuację w publicznej ochronie zdrowia, która - według diagnozy OZZL - spowodowana jest takimi działaniami rządzących, jak m.in. wybiórcze realizowanie porozumienia kończącego protest rezydentów, niebędące odpowiedzią na prace zespołu ministerialnego nowelizowanie ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, czy chęć zaostrzenia kar w Kodeksie karnym.

 

 

 

Akcja skazana na sukces

 

Jakie mogą być skutki apelu OPZZ? „Menedżer Zdrowia” zapytał o to ekspertów.
- Skutki na dzień dzisiejszy oceniam jako nieprzewidywalne. Bo tak do końca nie wiadomo, jaki posłuch uzyskają organizatorzy akcji - mówi Ewa Książek-Bator, członek zarządu Polskiej Federacji Szpitali, zwraca jednak uwagę, że: - Tak naprawdę samo wypowiedzenie klauzuli opt-out nie stanowi dla lekarzy, także rezydentów, większego problemu. W Polsce mamy do czynienia z olbrzymim brakiem lekarzy. Utracone korzyści materialne wynikające z wypowiedzenia opt-out stosunkowo łatwo będzie można nadrobić w przychodni, czy… w innym szpitalu. To paradoks, ale to możliwe: rezydenci ze szpitala A (po wypowiedzeniu opt-out) dyżurować będą w szpitalu B – i na odwrót.

 

Inni dodają, że to zła wiadomość przede wszystkim dla szpitali powiatowych. Dla nich oznacza spore zamieszanie kadrowe i konieczność znalezienia środków na dodatkowe obsady dyżurów. Zwracają też uwagę, że akcja wypowiadania opt - out wcale nie musi być masowa – starczy, że dotyczyć będzie jedynie kilkunastu procent lekarzy. Szpitale mają obecnie tak napięte grafiki dyżurowych, że już taka ilość uczestników protestu spowoduje poważne perturbacje. Ich zdaniem, akcja ta jest z góry… skazana na sukces.

 

Joanna Barczykowska - Tchorzewska, Nina Smoleń

 

Fot. Joanna Barczykowska - Tchorzewska