Data dodania: 21-10-2018


Medycyna w słowach i obrazach: Pies Pawłowa i duch Stalin w Tworkach

„Przestało bić serce wodza ludzkości – wielkiego Stalina” – krzyczał równie wielkimi literami napis nad zdjęciem tegoż. Zdjęciem umieszczonym w czarnej ramce i opublikowanym na łamach (a jakże!) „Neurologii, Neurochirurgii i Psychiatrii Polskiej” – czasopisma naukowego lekarzy od „mózgu i psyche”.

A dalej było już tylko gorzej. Odezwa samego Komitetu Centralnego KPZR do członków partii i ludzi pracy Związku Radzieckiego (jak widać, pod polskie strzechy też trafiła) oraz odezwa KC PZPR oraz władz państwowych PRL do robotników, chłopów i inteligencji pracującej (lekarze pewnie w tej grupie się załapali). Treści tych odezw, które były pełne bólu, cierpienia, żalu, rozpaczy, uwielbienia i wdzięczności oraz zapewnień o dozgonnej pamięci dla wielkiego wodza do końca świata (a nawet jeden dzień dłużej), przytaczać w całości nie trzeba. Bo i tak można się domyślać, że „nieśmiertelne imię Stalina żyć będzie zawsze w sercach narodu radzieckiego i całej postępowej ludzkości”, która „z najwyższym bólem przyjęła tragiczną wieść o zgonie największego człowieka naszych czasów” („człowieka” było napisane z wielkiej litery, ale sorry, u mnie ten numer przez klawiaturę nie przejdzie)…

W sumie to rzeczywiście czasopismo neuropsychiatryczne było jak najbardziej właściwe, by opublikować te bzdury. Przecież pisano w nim o różnych zaburzeniach psychicznych i nie było ryzyka, że lekarze psychiatrzy, znający się na rzeczy, potraktują te lamenty poważnie lub inaczej niż w kategoriach symptomów ciężkich zaburzeń poznawczych. A jednak niektórzy z nich nie tylko potraktowali to pośmiertne uwielbienie dla „wielkiego wodza” jako najnormalniejszą normalność i oczywistą oczywistość, ale z jeszcze większym zapałem przystąpili do wdrażania największych osiągnięć psychiatrii radzieckiej.

Oczywiście, ideologizacja psychiatrii nie zaczęła się dopiero po śmierci Stalina, ale kilka lat wcześniej. Wprzęgnięto do niej naukę o warunkowych odruchach nerwowych, skądinąd zasługującego na chwałę uczonego rosyjskiego, samego Iwana Pawłowa (1849 - 1936). Dlaczego jego naukę? Bo, mówiąc najkrócej, badała ona warunkowanie zachowania za pomocą bodźców zewnętrznych, co doskonale wpisywało się w cel sowieckiej ideologii – stworzenie „nowego człowieka”. Rola polityczno-ideologicznego opanowania psychiatrii polskiej przypadła utworzonemu w 1951 r. Instytutowi Psychoneurologicznemu, a niejako „krajowym konsultantem” w tej dziedzinie stał się A. V. Śnieżniewski, czołowy psychiatra sowiecki, który kilka razy był w Polsce, by swym czujnym okiem przypilnować, aby prowadzona  przez psychiatrów polskich „walka ideologiczna” szła we właściwym kierunku.

Zadania, jakie stanęły przed nauką polską początku lat pięćdziesiątych XX w., zresztą nie tylko na polu psychiatrii, to ostentacyjne odrzucenie nauki zachodniej, jako kojarzącej się z idealizmem i imperializmem, a zarazem przyjmowanie gdzie się da pseudonaukowych poglądów nauki sowieckiej w wydaniu Miczurina, Łysenki, Lepieszyńskiej, wypaczenie i niestety zwulgaryzowane wykorzystanie nauki Pawłowa. W całej PRL-owskiej psychiatrii szczególne nasilenie ideologizacji, czyli nasycanie treści naukowych treściami politycznymi w duchu ideologii marksistowsko-leninowskiej, miało miejsce w latach 1950-1955.

Ale co ciekawe, prace Pawłowa, które tak promowano po 1950 r., drogę do tytułu „jedynej słusznej nauki” utorowały sobie w Rosji jużw latach dwudzieste XX wieku, gdyż doskonale wpisywały się w materialną koncepcję świata bolszewickich ideologów. Jego teoria na temat zachowań człowieka, opartych na odruchowym warunkowaniu, była dla nich potwierdzeniem prostego mechanizmu bodziec - reakcja, mającego zastosowanie także w życiu społecznym. Dla sowieckiego systemu idea pawłowskiej fizjologii zawierała się w tym, że należy człowieka badać tak, jakby świadomości i myśli u niego nie było. Choć teoria Pawłowa o wyższych czynnościach nerwowych dotarła do polskich psychiatrów przed II wojną światową, to wówczas nie była to jeszcze „fizjologia zideologizowana”, lecz stanowiła tylko jedną z możliwych dróg tłumaczenia zjawisk psychicznych. Wersja zideologizowana weszła na psychiatryczne salony z początkiem lat pięćdziesiątych XX w.

Ważnym wydarzeniem, które miało utrwalić w świadomości psychiatrów zsowietyzowaną naukę Pawłowa, była zorganizowana we wrześniu 1952 r.  Krajowa Narada Psychiatrów Polskich w Tworkach, która zakończyła się przyjęciem przez zgromadzonych obszernej rezolucji będącej apologią postępowej psychiatrii sowieckiej. Wówczas też, w tejże rezolucji został wywołany jeszcze za życia duch Stalina, a w zasadzie przywołano jego myśl, iż: „żadna nauka nie może rozwijać się i prosperować bez walki poglądów, bez wolności krytyki”.  No cóż, w kontekście jego działań „pro wolnościowych” myśl ta była iście tworkowsko przewrotna.

I wreszcie nadszedł rok 1953. Najpierw w marcu następuje śmierć Stalina (na szczęście nie wszyscy byli nienormalni i płakali), a w maju odbywa się XXIV Zjazd Psychiatrów Polskich w Branicach, który stanowi swoiste apogeum sowietyzacji polskiej psychiatrii i w całości zostaje poświęcony nauce Pawłowa oraz postępom jej wdrażania od czasu tworkowskiego spotkania w 1952 r. Rok później jednak Franciszka Zakrzewska, dzielna i zawsze na posterunku psychiatryczka tamtej doby […] popełnia tekst, który także zostaje opublikowany na łamach „NNiPP”. Tekst pełen ataków na Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, że nie dość skrupulatnie wdraża naukę Pawłowa wśród lekarzy, a jednocześnie wyrażający płonną – jak się wkrótce okaże – nadzieję, że to kwestia czasu, gdy wszyscy będą myśleć tak samo.

Wiatr jednak zawiał inaczej i nadeszła odwilż październikowa ’56. Na szczęście niektórym psychiatrom także mózg odtajał i krytycznie zaczęli podchodzić do ideologicznego gorsetu, a nawet go zrzucać.

Bogumiła Kempińska - Mirosławska,

przewodnicząca Sekcji  Historyczno - Medycznej OIL w Łodzi