Data dodania: 26-03-2016


Moim zdaniem: Aerostaty i aerodyny

Od pokoleń ludzie marzyli o lataniu. W starożytnej Grecji Dedal i Ikar latali na skrzydłach z ptasich piór, w Chinach cesarz Szun na latających smokach, w Persji na dywanie latał król Salamon. Warto też wspomnieć, że już w 1648 r. Tytus Boratyni, żyjący na dworze polskiego króla Władysława IV, skonstruował ornitopter (skrzydłowiec), który z kotem na pokładzie odbył udany lot. U niektórych z nas to atawistyczne marzenie przetrwało do dziś, a niektórym udaje się je realizować. Wspaniale opisała to Agnieszka Jasińska w opowiadaniu Blue Sky (polecam).

Problem unoszenia się w przestrzeni połowicznie rozwiązują aerostaty - statki powietrzne lżejsze od powietrza; balony i sterowce unoszą się w powietrzu wykorzystując prawo Archimedesa, tj. dzięki sile wyporu. Aerodyny zaś, czyli statki powietrzne cięższe od powietrza, unoszą się dzięki sile aerodynamicznej. Dziś już nikogo nie trzeba przekonywać, że coś, co jest cięższe od powietrza, może latać i niekoniecznie musi być to talerz z zastawy ślubnej twardo lądujący na podłodze w trakcie zmywania.

Latają samoloty, wiatrakowce, helikoptery, a wszystkie wykorzystują te same zasady. Aby mogły się wznieść do góry, konieczna jest siła nośna, która powstaje wskutek różnicy ciśnień, w wyniku różnicy prędkości powietrza opływającego skrzydło. Istotna jest tu siła ciągu i kąt natarcia, a przeciwdziałają siła ciężkości, siła oporu - rządzą tym m.in. zasady dynamiki, prawo Bernoulliego i szereg innych. Uff! Tyle z fizyki nie tylko latania. Ileż tu porównań do naszej codzienności…

Szkoda, że już mało kto pamięta wyczyny Polaków - Franciszka Żwirki i Stanisława Wigury, którzy w 1932 r. w zawodach „Challenge” zdobyli pierwsze miejsca samolotem konstrukcji także polskiej RWD (inż. Rogalski, Wigura, Drzewiecki).Samoloty przedwojennej konstrukcji Polskich Zakładów Lotniczych: Jastrząb, Łoś, Karaś, czy Wicher wyprzedzały inne kraje o całe dekady, albo powojenne PZL Gawron i Wilga, czy współczesne PZL Iryda i Skorpion, o szybowcach nie wspomnę. Mamy powody do dumy. Warto o tym pamiętać. Swoja droga komu zależało, by polska myśl techniczna przez lata skazana była na zapomnienie nie tylko w lotnictwie?

Podróż samolotem z Warszawy do Nowego Yorku zajmuje tyle samo czasu, co podróż pociągiem z Krakowa do Gdańska. A niedługo dołączy do tej statystyki także… podróż z np. z Retkini na Widzew lub z Bałut na Chojny - zwłaszcza, że oblatano już samolot Boeing X-51A , który osiągnął prędkość 5 Macha, tj. ponad 5000 km/godz. Podróż dookoła świata będzie krótsza, niż z dzielnicy do dzielnicy naszego miasta.

Latanie we śnie często tłumaczone jest jako chęć wznoszenia się ponad przeciętność, lecąc uwalniamy się od ograniczeń. Zygmunt Freud znajdował tam podteksty seksualne a Carl G. Jung wizje świata dążącego do pełni zrozumienia. Oczywiście, koledzy neurolodzy wskażą zapewne , że jest to tylko odzwierciedlenie nieuporządkowanych wyładować neuronalnych w warunkach minimalnej stymulacji mózgu.

Moim zdaniem, można jednak doszukać się czegoś więcej. Dzięki wkładanej sile, mając odpowiedni kat natarcia, możemy przeciwdziałać sile ciążenia. Tak naprawdę  lekarz w naszym kraju zmaga się z przemożnym ciążeniem wymogów administracyjnych i musi wkładać wiele siły, by unieść ciężar podejmowanych decyzji. Choć z lataniem ma to niewiele wspólnego , o jednak można obecnie porównać pracę lekarza w Polsce do skoku na bungee bez bungee.

Z lotu ptaka patrząc, problemy są mniejsze i łatwiejsze do pokonania, a i perspektywa szersza. Warto czasem być ponad codzienne problemy i podłości małych „wielkich” ludzi. Wszak wyzwania, jakie na nas czekają, wymagają pokonywania przeszkód i podejmowania ryzyka. Chociaż tym odważnym rzeczywistość stawia przeciwności więcej, bo - jak śpiewała Cora z zespołem Maanam - Krakowski Spleen (1983) - „słońce świeci pilotom w oczy”. Czasem to przeciwności w nas samych tkwiące.

Można powiedzieć, że dzielimy się na aerostaty i aerodyny; część z nas daje się unosić prze rzeczywistość, a część bierze los we własne ręce i wbrew przeciwnościom - leci wysoko. Pamiętać należy, by omijać wspominane wcześniej balony unoszone przez masy powietrza. Niech lecą nadęte i zadufane w poczuciu własnej wielkości.

Marzenia - te o lataniu, o wolności niech nam towarzyszą choć one bywają czasem zgubą. Tak wielu z nas, omamionych wolnością pracy, odchodzi na wieczny dyżur, nie dbając o siebie, nie myśląc o innych, marząc o lepszej przyszłości… „Nie pytaj mnie co warto oddać za marzenia. Tego nie da się wytłumaczyć. Marzenia się kocha, nimi się żyje. Czasami to zabija” (Blue Skay)

Paweł Czekalski