Data dodania: 26-03-2016


Moim zdaniem: Amerykański sen

W 1931 r. amerykański pisarz historyk John Adams zwerbalizował określenie „american dream”. Obrazowało ono marzenie o miejscu na ziemi, w którym życie jest lepsze, bogatsze dla wszystkich bez względu na uwarunkowania, jakie stwarza nam los. To lepsze powodzenie w życiu zależałoby jedynie od zdolności i osiągnięć. Oparł się na deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych, w której m.in. zapisano, że Stwórca obdarzył wszystkich równymi prawami, zwłaszcza prawem do wolności i dążenia do szczęścia. Zasady te tworzą tzw. amerykański styl życia. Coś, co pozwalało wierzyć emigrantom, że ciężką pracą można dojść do sukcesu. Ideały głoszone przez tamtejszych socjologów, jeszcze w pierwszej połowie XX wieku, opisał Melchior Wańkowicz w cyklu reportaży „W ślady Kolumba” (polecam) ukazał tam jasne i ciemne strony życia USA.

Te romantyczno-idealistyczne zasady, niestety, nijak się mają do obecnej rzeczywistości. W wywiadzie dla „Der Spigel” laureat nagordy Nobla Joseph Stiglitz (amerykański ekonomista) wskazał, że współcześnie zasada „od zera do milionera” jest tylko mglistym marzeniem. Wspomniany dziennik opublikował artykuł o pewnej pracownicy amerykańskiej firmy, świetnie wykształconej, znającej cztery języki, która pracowała niemalże non stop. Jeździła od jednego zakładu do drugiego, sypiając niewiele, aż do chwili gdy zmarła z przepracowania. Autorzy ubolewają nad jej losem, podnoszą fakt, że menadżerowie zarabiają tysiąc razy więcej niż pracownicy itd.

Moim zdaniem nie musimy sięgać aż do USA, taki złudny sen my - lekarze mamy na co dzień, ciężko pracując, biegając od pracy do pracy i próbując stawić czoła rzeczywistości. Społeczeństwo, jakiego obraz starają się ukazać media, zdaje się nie dostrzegać całego wysiłku i zaangażowania, jakie podejmujemy na co dzień. Może więc warto uświadomić naszym pacjentom, jak jest prawda, że pracujemy po 24 godziny na dobę, a to, co udało nam się osiągnąć, to owoc ciężkiej pracy. Trudno będzie zmienić mentalność społeczeństwa polskiego, które mimo, że odnosi się z wyższością do zmaterializowanego świata Ameryki, nie chce uznać, że stan posiadania zależy od wykształcenia, pracowitości, talentu. Społeczeństwo woli oceniać nas wedle wpojonych wzorców zła: masz pieniądze, znaczy że oszukiwałeś, kolaborowałeś, ukradłeś (o. Maciej  Zięba – dominikanin – „Bogacenie to nie grzech”).

Odwołując się do różnych religii można stwierdzić, że i w „Piśmie Świętym”, i w „Torze”, i w „Koranie” są wskazania dotyczące bogacenia się. W minionych latach wypaczono jego zasady, a komuniści upraszczali to zjawisko tylko do gromadzenia dóbr materialnych. Jan Paweł II w jednej ze swoich homilii, kładąc szczególny nacisk na siódme przykazanie „nie kradnij”, odniósł się do nadużywania władzy, zwłaszcza w taki sposób, że inni przez to stają się nędzarzami. Polecam to szczególnie kolegom piastujących menadżerskie stanowiska.

Cechą każdego społeczeństwa jest m.in. jego struktura społeczna - pojęcie znane z socjologii (teoria stratyfikacji społecznej). W tej strukturze lekarz plasuje się wysoko, bez względu na to, czy będzie pomówiony za śmierć chorego mimo, że nie miał z tym nic wspólnego, czy też ktoś wyprowadzi na ulice pogrążone w smutku rodziny, wmawiając im, że to lekarz jest winien śmierci ich krewnego (tak jakby człowiek był nieśmiertelny, a zdarzenie mogło być skutkiem zaniedbań, wadliwego systemu, czy samej rodziny). Dla mediów lekarz odpowiada nawet za gradobicie  i trzęsienie ziemi („Seksmisja”), ale ja - jak mantrę - będę powtarzał słowa ks. Józefa Tishnera: „dobre drzewo nie może wydać złych owoców”.

Może czas zamrozić zawodowe animozje, wszak mamy zimę, i wspierać dobre zwyczaje? Nie muszą być skodyfikowane, jak ujęto w GCP (Dobrej Praktyce Klinicznej), wystarczy wrócić do drzewiej obowiązujących, gdzie salus aegroti suprema lex nie było pustosłowiem. Warto wskrzesić dawne konsylia, kominki - tak jak to kiedyś nasi nauczyciele stanowili. Potrzeba sanacji mądrej, wspólnymi siłami czynionej w całym środowisku.

Kolejny raz zima w USA określana jest jako zima stulecia, nic dziwnego bowiem - jak podają media - Indianie przez ostatnie lata usilnie zbierali chrust na zimę. Jan Kaczmarek w Balladzie o zimowych romansach wyliczył, jakie to trudności przysparza ta pora roku w kontaktach międzyludzkich. Na śniegu zimno, pod śniegiem brudno. W taki zimowy dzień polecam ciepło amerykańskiego wybrzeża „California dream” Mamas and Papas lub naszą „Dobrą pogodę na szczęście” Czerwonych Gitar.  Aby do wiosny.