Data dodania: 26-03-2016


Moim zdaniem: Cud mniemamy

Z definicji, cud to zjawisko o nadzwyczajnym charakterze, traktowane w religiach jako przejaw działania nadprzyrodzonej mocy lub jako znak od Boga (encyklopedia PWN), zazwyczaj łączymy to pojęcie z religią, ale nie tylko. Mamy przecież siedem a nawet osiem cudów świata, cuda niewidy albo cuda wianki. Cud, a raczej jego oczekiwanie wśród jakże nam bliskich waśni narodowych, stał się kanwą libretta do opery „Cud mniemany czyli krakowiacy i górale” Wojciecha Bogusławskiego, wystawionej przed insurekcja kościuszkowską w 1794 r. Ta pierwsza polska opera narodową odegrała wielką rolę w rozbudzeniu nastrojów niepodległościowych, wskazując na konieczność pojednania we wspólnej sprawie.

Społeczeństwo oczekuje od nas lekarzy cudu, mimo że - jak powszechnie wiadomo - człowiek jest śmiertelny. Przewrotnie jednak rodziny z powagą głoszą, a wtórują im niektóre media, że jak chory wyzdrowiał - to cud, w przeciwnym przypadku „to wina lekarzy”. W sztuce leczenia jest szczególnie bolesne, gdy administracyjna siła narzuca swoje procedury postępowania, wymuszając na nas ich przestrzeganie nawet w sytuacjach, gdy wiedza i doświadczenie kliniczne mówią co innego. Tworzone sztucznie, niestety także przez lekarzy, nie mają nic wspólnego z rzeczywistym procesem diagnostyki i leczenia, są próbą nałożenia jeszcze jednego biurokratycznego kagańca, a wszystko po to, by utrudnić leczenie i ograniczyć finansowanie. Później mówią o cudzie rozmnożenia pieniędzy w systemie.

W 1959 r. Stefan Stawiński napisał opowiadanie „Sześć wcieleń Jana Piszczyka”, na kanwie którego, w 1960 r. powstał film w reżyserii Andrzeja Munka pt „Zezowate szczęście”. Munk po mistrzowsku, z groteskowym ujęciem, rozprawia się z jakże znanym nam problemem zbiurokratyzowanej administracji. Jego wizjonerskie wręcz sceny działań, podejmowanych w tym zakresie przez tytułowego bohatera  - nieudacznika i karierowicza, a także rozwoju stworzonej przez niego biurokratycznej piramidy, ukazują nam to, co obecnie obserwujemy i co - niestety - święci tryumfy.

Urzędnik „takie widzi świata koło, jakie tępymi zakreśla oczy” - chciałoby się powiedzieć słowami wieszcza („Oda do młodości”, Adam Mickiewicz). Próżno mu udowadniać, że Wisła i tak popłynie, i popychać jej nie trzeba. Będzie tworzył procedury i ograniczenia, szczególnie w tej dziedzinie, której nie rozumie, np. w medycynie. Tylko czy aby na pewno jest to tylko piszczykowa działalność, podejmowana dla kariery i wykazania swojej wątpliwej wartości? W działaniach administracji Unii Europejskiej widzimy szereg zdawałoby się absurdów. A to ślimak – rybą śródlądową, a to marchewka - owocem. Tak na prawdę to dzięki tym absurdom niektóre kraje „zaliczyły” całkiem spore, unijne dotacje. Przypadek? Cud?

U nas w pakiecie onkologicznym (ale nie tylko) coraz wyraźniej widać właśnie to drugie dno. Taki cud. Na dodatek króluje wszechmocna biurokracja, sprawozdawczość, „proceduralność”, „standaryzowalność”, słowem „absurdalność”. Ta piszczykowa, pokrętna moralność, można powiedzieć służalczość biurokratyczna naszych niektórych kolegów na stanowiskach - powoduje wymuszanie na lekarzach podporządkowanie się zgoła nie lekarskim zasadom, a na dodatek w majestacie prawa pozbawia i tak skromnego wynagrodzenia. Lekarz lekarzowi wilkiem!

Urzędnik, z bojaźnią odnosił się do sztuki w każdej postaci z racji chociażby braku zdolności jej rozumienia i tam, gdzie tylko może, będzie starał się wtłoczyć ją w swoje tępe,  ale dla niego zrozumiałe ramy. Próba ujęcia medycyny w takie administracyjno - biurokratyczne ramy wzięła się z przemysłu, a przecież leczenie to nie produkcja guzików. W przemyśle standaryzację w ocenie produktów produkcji masowej próbowano już wdrożyć od XIX w. Tak utworzono np. Niemiecki Komitet Normalizacyjny (DIN), a w USA i Wielkiej Brytanii powstała w 1947 r., pod auspicjami OZN, organizacja ISO. Tylko co to ma wspólnego z leczeniem?

Wszak wiosna bez względu na obliczenia (czy 20 czy 21 marca?) nastała i póki świat istniej na starych zasadach, póki stwórca oburzony wyczynami ludzi nie powoła nas przed swe oblicze, będzie zwiastunem odnowy, odrodzenia z martwych. Wszak ozimina, jednoroczna roślina, która dla cyklu rozwojowego potrzebuje niskich temperatur, po jesiennej wegetacji i zimowym obumarciu właśnie wiosną odżywa, by wydać obfity plon. Cud zmartwychwstania. Może więc także w naszym środowisku - po trwającym, zimowym śnie, kiedy pokryci zostaliśmy, niczym śniegiem, piszczykowymi wyczynami - nastanie wiosna? Wiosna, podczas której, wprawiając w czyn cud prawdziwy, wzorem cudu mniemanego, wspólnie uwolnimy od absurdu i biurokratycznego zakłamania nasz wspaniały stan lekarski. „Ano, bo tylko głupi ludzie czas na kłótnie tracą, jak życie takie krótkie jest” - twierdził Stach Japycz z serialu „Ranczo”.

Tymczasem wiosna! „Wiosna, cieplejszy wieje wiatr” - śpiewają Skaldowie. Wiosna Panie i Panowie!