Data dodania: 26-03-2016


Moim zdaniem: Dylatacja czasu

Przyjmuje się, że czas ma stałą prędkość (przynajmniej na ziemi), jednak - mimo wszystko - zdarzają się różne anomalie, które Stanisław Lem określał jako światy równoległe. Znikają tam przedmioty, których szukamy bezskutecznie, a te po chwili wracają. Na co dzień doświadczamy swoistej aberracji czasu, przeżywając chwile smutne i radosne (te ostatnie nie wiedzieć czemu trwają krócej). Czas przyspiesza, goni coraz szybciej, czyniąc lata krótszymi. Psychiatrzy tłumaczą to zmianami w naszej pamięci, ale czy mają rację? Albert Einstein udowadniał, że czas może biec z różną prędkością w zależności od układu odniesienia.

Boże Narodzenie to czas, w którym radujemy się, godząc i wybaczając wszelkie przewinienia. Nowy Rok, przełom lat, sprzyja podejmowaniu różnych postanowień w nadziei, że wytrwamy i będziemy lepsi - już od jutra, od następnego razu. Problem w tym, że „nie będzie następnej razy” (Kwinto, „Vabank”). Wyjątkowość okresu świąteczno – noworocznego prowokuje, by oddzielić przeszłość grubą kreską i  „od nowa na nowej kartce pisać nowy (…) list do losu” (Andrzej Poniedzielski).

 

Patrząc chłodnym okiem, to logiki w tym nie ma żadnej. Data zmienia się z każdą dobą, a nowy rok - wraz z przyjęciem kolejnej strefy czasowej, więc wyjątkowość opisywanej chwili jest umowna. Jest tylko bieg czasu i nawał codzienności, jak w tekście piosenki: „Ty, Panie tyle czasu masz, mieszkanie w chmurach i błękicie,  A ja mam na głowie mnóstwo spraw i na to wszystko jedno życie” (Eyta Geppert, „Zamiast”).

 

Omawiany okres skłania do refleksji. Edward Stachura słusznie zauważył, że: „Życie to nie teatr (…), to nie tylko kolorowa maskarada”. Coś w tym jest. Okres od Święta Trzech Króli do Środy Popielcowej był w dawnej Polsce -  gdy zimy mieliśmy śnieżne, a mrozy siarczyste - czasem kuligów, balów i uciech wszelakich. Współcześnie bawimy się może nie tak hucznie, ale skwapliwie korzystamy z rozrywek. „Niech żyje bal, bo to życie to bal jest nad bale. Niech żyje bal, drugi raz nie zaproszą nas wcale” (Maryla Rodowicz). Warto o tym pamiętać.

 

Współcześnie, gdy ekonomia góruje nad rozsądkiem, w okresie noworocznym od lat… wraca nowe. Wprowadza się zmiany w nadziei, że społeczeństwo w ferworze zabaw ich nie zauważy, co od lat czyni początek roku obfitującym w emocje. Papież Franciszek w swojej homilii na początek pontyfikatu wskazał, że „prawdziwa władza jest służbą”, ale ta cenna prawda nie trafia na podatny grunt. Kolejny raz okazuje się, że władza wie lepiej. Propozycja leczenia na kartki jest rodem z czasów PRL. Kartki nie sprawiły, że było więcej towarów, dopiero uwolnienie rynku spowodowało, że szynka jest obecnie na co dzień, a nie tylko od święta.

 

Mieliśmy okresy, gdy władza ogłuchła, jak to się skończyło - wiemy dobrze. A może nazwijmy nasze gabinety „kopalniami zdrowia”, może wtedy prezydent, premier lub inny minister zechcą usłyszeć nasz głos? Na szczęście święta (w tym przypadku Święto Trzech Króli) pozwoliły na zażegnanie konfliktu. Pozostaje jednak obawa o przyszłość. Lekarz, sprowadzony do poziomu biznesmena z atrybutem kasy fiskalnej, sytuowany jest przez media w opozycji do chorego. A przecież lekarz zawsze jest z chorym. Tylko chore umysły i pozbawione zasad osobowości mogą próbować nas antagonizować z pacjentami.

 

Postanowienia noworoczne gasną wraz z upływem czasu, po kilku miesiącach pozostaje skromny procent wytrwałych. Nie trzeba jednak specjalnej daty, by spojrzeć na siebie życzliwie, coś u siebie poprawić. Wystarczy tylko trochę odwagi, żeby się przyznać, że mamy w sobie dużo dobra i chętnie się nim podzielimi. Mamy też wady, ale przecież umiemy z nimi walczyć. Tylko trzeba chcieć, ale… panowie duża by już mogli mieć, ino oni nie chcom chcieć (Stanisław Wyspiański, „Wesele”).

 

Mamy karnawał. W wysokich Alpach śnieg, w Rio gorąco, rozebrane narciarki na stokach i ubrane tancerki na Sambodromie, albo odwrotnie. W głowie jednak dźwięczy „Time” Pink Floyd i słowa:

 

Tykanie zegara wypełnia chwile szarego dnia (…)

Biegniesz, by zrównać się ze słońcem, lecz ono zachodzi.

Pędzi wokoło, by nów ukazać się za tobą.

Właściwie jest takie samo, ale ty jesteś starszy (…)”

Warto wspomnieć, by w drodze do celu widzieć innych dążących do swoich celów, bo te są tak samo ważne, jak nasze, a czas mają także określony. Odrobina krytycznej samooceny, poprawiającej zdolność słyszenia innych nikomu nie odjęła godności. Wytrwałości w postanowieniach i odporności na figle czasu.