Data dodania: 9-10-2016


Moim zdaniem: Jesienny koncert imion

Gdy jutra nie będzie pozostanie imię, patrzmy zatem, by wypowiadano je z szacunkiem przez wzgląd na nasze czyny, nie słowa - bo te przemijają, choć czasem ranią i niszczą.

Jedną z form odróżniania w mnogości bytów jest nadawanie im nazw. Nazwy mogą być proste lub złożone, pospolite lub własne. Nazwami własnymi zajmuje się dziedzina zwana onomastyką. Termin pochodzi od gr. onoma, onomasto, oznaczającego „nazwę, imię”. 

Nazwy własne można podzielić na miejscowo/geograficzne – toponimy i  osobowe - antroponimy.

Każdy z nas oprócz nazwiska ma nadane imię. Posiadanie imienia jest jedną z cech, jaka wyróżnia nas w społeczności. Na terenach zamieszkiwanych przez Słowian imiona pochodziły od cech człowieka, miejsca pochodzenia, wyglądu, czy zawodu, często miały charakter przezwiskowy. Były zwykle dwuczłonowe, z elementami życzeniowymi i znaczeniowymi, np. Gniewomir, czy Myślimir; niektóre funkcjonują do dziś, jak np. Wojciech, czy Bogusław. W naszej kulturze nadawano imiona świętych, a w okresie zaborów nadanie imienia historycznie polskiego miało znaczenie patriotyczne, szczególnie ważne dla zachowania tożsamości narodowej. Tak jak świadomość historyczna, o której często zapominamy.

Zwyczajowo nadawano dziecku imię takie, jakie sobie „przyniosło” w dniu narodzin, zgodnie z obowiązującym kalendarzem. Zdarzało się, że wybierano patrona, którego święto było w pobliżu, ale takiego, którego dzień jeszcze nie minął. Stąd do dzisiaj (jeśli w kalendarzu jest odnotowanych więcej świętych patronujących naszemu imieniu), obchodzimy imieniny zawsze po urodzinach. Niekiedy imię rodzice nadawali świadomie, jako świadectwo patrona i wybranej drogi życiowej.

W niektórych rodach szlacheckich w Polsce preferowano imiona, mające związek z tradycją rodu i powtarzano przez pokolenia te same, np. Tomasz u Zamoyskich czy Stanisław u Kostków. W literaturze imię może mieć znaczenie symboliczne, jak Mickiewiczowskie: „a imię jego czterdzieści i cztery”. Wspominałem już kiedyś o proroczym sensie tego wersu - symbolu. Polak Karol Kardynał Wojtyła, Jan Paweł Drugi Papież – czterdzieści cztery znaki, po tylu też latach zakończyły się rządy komunistów w Polsce (1945-1989). Przypadek?

Często, boleśnie zderzając się z rzeczywistością, nazywamy rzeczy „po imieniu”. Chociaż w codzienności warto rozważyć dyplomatyczne podejście, by ostrym, choć słusznym mianem, nie zranić. Są jednak sytuacje, w których trudno dłużej głosić potrzebę podejmowania wszystkich działań w imię dobra pacjenta. Nie ma co liczyć na zrozumienie społeczne, czy poparcie rządzących. Jak wskazuje doświadczenie, nie ma znaczenia, z jakiej opcji politycznej wywodzi się rząd i jaki kierunek polityczny obejmuje, nieposzanowanie naszego zawodu i dalsza deprecjacja inteligencji w aspekcie ekonomicznym trwa. Co prawda obecnie nie jest tak głęboko posunięta, jak za poprzednich ekip, a i kierunek wydaje się właściwy i zgodny z sugerowanym przez samorząd lekarski, to jednak nadal tempo i zakres zmian nie są zadowalające.

Życie jest jedno, krótkie i niepowtarzalne. Biegnie szybko i bezpowrotnie. Czasu coraz mniej, a radości z biegiem życia ubywa i często musimy zadowalać się czymś zamiast. Nie ma co zatem dziwić się młodym kolegom, że wybierają inne drogi „bycia lekarzem”, że nie chcą nosić imienia „doktor Judym”, bo w naszej współczesności bycie lekarzem w Polsce przypomina skok na bungee ale… bez bungee. Czasem boli, że jakiś kolega nie pamięta działań podejmowanych wcześniej, by usłyszano głos naszego środowiska. Cóż, zaślepienie ma różne oblicza, a o obiektywizm bardzo trudno. A może zamiast tego, szanowny kolega zrobiłby coś dla środowiska lekarskiego, tak po prostu bezinteresownie, społecznie?

Imiona mają, jak głoszą zwolennicy magii w życiu, wielki wpływ na nas, podobnie jak liczby i gwiazdy (a propos mamy nowy znak zodiaku – wężownik; ciekawe jaki ma wpływ). Na szczęście charakterystyki determinowanych imionami osobowości są rozległe i każdy coś dla siebie znajdzie. Imiona są też tematami przewodnimi piosenek: Anna Maria co smutną ma twarz, Józek, któremu nie darowano tej nocy, czy Piotrek, któremu perswadowano, by nie pił, no i Baśka, co miała fajny biust. Albo taka miłość, co to nie jedno ma imię.

Nadchodzi pora roku, której na imię Jesień. Niech będzie trochę romantyczna, jak w piosence „Indiańskie lato” Joe Dassina, ale też jak „polskie babie lato”, czyli ciepła, bogata w plony, obdarzona spokojem, marzeniami, zapachem domowych przetworów. Taki „Koncert jesienny” (Magda Umer 1970). Dobrej jesieni.