Data dodania: 20-02-2017


Moim zdaniem: Karnawał tańcem opisany

Karnawał to okres poprzedzający wielki post, a w dosłownym tłumaczeniu - pożegnanie z mięsem (łac. carne vale). Inna etymologia tego słowa nawiązuje do starożytnego święta Izydy i Dionizosa, podczas którego świąteczny korowód prowadził wóz w kształcie okrętu (łac. carrus navalis).

Korzenie okresu zwanego karnawałem, może nawet bliższe jego współczesnej wymowie, sięgają pogańskiego kultu płodności, czyli oddawania czci różnym jej przejawom oraz źródłom, jak np. urodzaj, deszcz, roślinność, gleba, woda, kobieta,  czy księżyc. Kulty te dotyczą zwykle zjawisk atmosferycznych, agrarnych, akwarystycznych itp., ale jedną z najciekawszych jego form jest tzw. kult falliczny (!).Oddawaniu czci towarzyszyły określone rytuały, polegające na tworzeniu korowodów, chodzeniu wokół ogniska czy skakaniu (im wyższe skoki, tym lepsze plony, a kto nie skacze… (sic!)). Wielką rolę podczas tych obrzędów odgrywał zawsze taniec.

Współcześnie taniec to forma sztuki ze ściśle opisanym w choreografii ruchem, skoordynowanym i wykonywanym w celowej kolejności, dającym doznania estetyczne, symboliczne lub terapeutyczne. W postaci amatorskiej może być jednak traktowany jako przysłowiowe zawracanie głowy nogami. Taniec zespołowy, klasyczny balet czy dostojny Polonez (tak wspaniale opisany w „Panu Tadeuszu”), wymaga szczególnie gracji ruchów, by nie deptać partnera, a także współdziałania z grupą, by nie potrącać i nie kopać innych tancerzy. Taki taniec, dosłownie rzecz ujmując, niektóre nacje mają we krwi - vide brazylijska samba na Sambodromie w Rio (ach, te wspaniałe dziewczyny, a jakie stroje mają? – wiele zaś nie ma (wow!)). Są też nacje, które mają w genach współpracę, ale niestety to nie my, a dotyczy to zwłaszcza lekarzy. Nie potrafimy „tańczyć” zespołowo, choć takie współdziałanie mogłoby być formą walki z fałszywą rzeczywistością, na co wskazuje capoeira - taniec stworzony przez nomen omen niewolników.

 

Wiele tekstów kultowych piosenek, jakże przystających do dzisiejszych warunków,  traktowało o tańcu. „Tańcz głupia tańcz” Lady Pank (1982 r.) -  obraz kolorowego slajdu dóbr doczesnych, za który płaci się ciałem. Czy aby nasz świat lekarski nie jest uczestnikiem takiego slajdu? Czyż nie płacimy swą reputacją i godnością, godząc się na stawiane przez administratorów i biurokratów absurdalne procedury? „Taniec pingwina na szkle” Lombardu (również z 1982 r.) – opis codziennego życia mieszkańca blokowiska (cyt): Chowa pod skrzydła pysk blady, jak wosk. Dziób mu się zgina, rośnie łysina od trosk. (…) Z okna widać to samo, coraz bardziej ukośnie…”  To wypisz wymaluj nasza lekarska codzienność. Wszak na szkle ślisko, a gdy jest się nielotem, łatwo się poślizgnąć i spaść.

 

Czasem mam wrażenie, że nieskoordynowane działania w ochronie zdrowia to rodzaj tanica św. Wita (chorea minor) - schorzenie może nawracać, prowadząc do otępienia, a jego objawy są przykre dla chorego. Nasza rzeczywistość przypomina też symboliczny chocholi taniec z „Wesela” S. Wyspiańskiego. Uśpieni muzyką Chochoła, przy braku organizacji i zjednoczenia, powoli pozwalamy na zawłaszczanie naszych praw i narzucanie nam obowiązków nielekarskich. Może wraz z wprowadzeniem nowych regulacji, zlikwidujmy wydziały lekarskie - będzie taniej! No bo skoro inni mogą diagnozować, leczyć i orzekać, to po co kształcić lekarzy? A zdawało się, że mieliśmy złoty róg! Nie wiadomo, czy na Tytaniku tańczono do końca, ale orkiestra - zgodnie z legendą - grała nawet gdy okręt szedł na dno. A' propos orkiestry, podobno gdy pierwszy skrzypek fałszuje, cała orkiestra gra nieczysto. Coś w tym jest…

 

Powracając do tańca, to zwykle traktujemy go jako bliską relację między dwojgiem ludzi; może dlatego, że w tańcu rozumiemy się bez słów, czasem milcząc na ten sam temat lub mówimy szeptem („Szeptem do mnie mów”  L. Jakubczak - 1961 r., H. Banaszak  - 1979 r.). Taniec jest też przejawem więzi (nie tylko dwojga osób bliskich) - więzi prawdziwej, a nie fikcyjnej, wirtualnej. „Utrata więzi typowa dla naszej niepełnej i porwanej na kawałki kultury powoduje, że narasta poczucie osierocenia, wielkiej pustki i samotności - mówił Papież Franciszek w noworocznej homilii, dodając: - „Osierocenie duchowe sprawia, że tracimy (…) pamięć o wartości zabawy, śpiewu, śmiechu, odpoczynku”.

Na koniec życzę nam wszystkim wyrwania się z chocholego tańca, może ktoś znajdzie ten złoty róg i zadmie. Brońmy naszego lekarskiego zniewolonego stanu choćby capoeirą, bez mamienia kolorowym slajdem, odbudujmy bliskie, bezinteresowne relacje i więzi, doceńmy wartości płynące ze wspólnoty. A w karnawale, w nasze Polskie Zapusty, dobrej zabawy i wytchnienia od codziennego tańca na szkle (z pingwinem).