Data dodania: 21-04-2016


Moim zdaniem: Leki i suplementy

Przysłowie o łapaniu ryb w mętnej wodzie każdy z nas doskonale zna. Jedną z jego codziennych ilustracji mogą być zapisy ustawowe. Pojęcia lek czy produkt leczniczy wydają się tożsame, jednak w ustawie Prawo Farmaceutyczne definiuje się „produkt leczniczy”, a w ustawie o finansowaniu świadczeń zdrowotnych „lek”. Moim zdaniem, prościej by było stosować to samo nazewnictwa, bo nie tylko urzędnik się nie połapie ale i nas lekarzy będzie łatwiej omotać pseudoprawniczym bełkotem.

Jeżeli dodamy do tego pojęcie „suplement diety”, który często jest reklamowany jako mający działanie lecznicze, to o pomyłkę bardzo łatwo. Zwłaszcza, że wiele rzeczy mówi się niewyraźnie lub tak, by nie do końca było wszystko jasne (a w nocy jest ciemno). Już Adam Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” poruszył ten problem w aspekcie braku odważnego zdecydowania: „a kto siedział po środku nie doszedł do ładu, zwłaszcza przy niewyraźnej mowie w czas obiadu”.

Pacjent wyedukowany u dra Googla wie najlepiej ale i jemu coraz łatwiej wmówić każdą głupotę. Szczególnie, że stosuje się do tego wizerunek lekarza, by naszym autorytetem wzmocnić przekaz handlowy. Zresztą, rzeczony pacjent przychodzi do nas jak do supermarketu po usługę i wymaga tego, co jego zdaniem jest właściwe, choć my wiemy, że niekoniecznie uzasadnione. Często zdziwionym bywa, gdy ma mieć wykonaną diagnostykę, która - jak uważa -  do jego choroby jest zbędną (bo po co np. ekg do operacji pęcherzyka żółciowego, przecież serca nie będą operować itp.).

Lek, czy jak woli ustawodawca produkt leczniczy, musi odpowiadać wielu wymogom i być sprawdzony w badaniach na kilku poziomach. Suplementu to nie dotyczy. Zresztą, dopuszcza go do handlu Główny Inspektor sanitarny, a nie Główny Inspektor Farmaceutyczny czy Urząd Rejestracji Leków. Bierzesz bracie taki leko-suplement, a zamiast efektu – du.. (dudek) i blamaż albo inna konfuzja.

Suplement to nie zawsze uzupełnienie, jak wynikałoby to z pojęć literackich, gdzie w suplemencie uzupełnia się przeoczone hasła, pojęcia itp. Wydawnicze  suplementy nie mają jednak działań ubocznych, a przekroczenie dawki literatury co najwyżej spowoduje zadumę, refleksję, przemyślenie. A te w pigułkach, a i owszem, mogą mieć konsekwencje dla zdrowia.

Mam wrażenie, że ochrona zdrowia u nas to właśnie taki suplement diety; niby jest ale tak jakoś nie do końca działa, czasem nie działa w ogóle. Przypomina „trzy koła dobre” (Kabaret Tey, 1980 r.) i co z tego - reszta nie działa. Brak miejsc w oddziałach - tych podstawowych i specjalistycznych, i tylko jakoś płatnik, nie wiedzieć czemu, nie domyśla się dlaczego. Z niczego można zrobić nic, a i na to trzeba wydać kasę. 

Wobec wymagań administracji, by z niczego zrobić coś (najlepiej za darmo), coraz częściej upodabniamy się do naukowców, którzy na żądanie jednego z dyktatorów kraju, stojącego na skraju katastrofy ekonomicznej, mieli wyprodukować masło z g.... Gdy zniecierpliwiony dyktator (czy dyrektor) spytał, czemu tak długo trwają prace i kiedy będzie sukces, odpowiedzieli mu, że mają sukces połowiczny, bo co prawda już się smaruje, jednak nadal brzydko pachnie. Takie cuda coś z niczego, to zgodnie z reklamą (cyt.) „tylko w Erze”. Pierwszy Polak na księżycu, niejaki Mistrz Twardowski, kręcił ponoć bicz z piasku ale przy pomocy złego ducha (tfu! Apage); takich konszachtów nie radzę.

Co zatem czynić wypada „bracia kochani”? Ano „róbmy swoje, by słowom przywrócić sens i chęć” - radził Wojciech Młynarski w 1986 r., ale ten sam w 1995 r. wskazał w suplemencie(!), że „gdy dwóch mówi to samo, to nie koniecznie to samo znaczy”. Zatem uchowajmy tych kilka wspomnianych wartości:wolność, kultura, sztuka (także lekarska), prawość, uczciwość.

Z każdym dla wspólnego dobra nam po drodze (komunał?) - tylko ostrożnie, bo jak wiemy, ekskrement przyczepi się do statku i krzyczy: „chłopaki płynę z wami”. Na takie dictum nie, won! Jan Tadeusz Stanisławski (1973 r.), zresztą profesor mniemanologii stosowanej, ostrzegał, że „dwunastu było ich atoli i tu się znalazł jeden wał”. Nie znaczy to jednak, by stać z boku, „bo tak lepiej i w razie czego nie tracisz nic (Lombard, 1981 r.)

Czasem wydaje się, że spotkałeś w życiu Kogoś(!), kto wydaje się być „lekiem na całe zło i nadzieją” (Krystyna Prońko,1982 r.), a to nieprawda, to tylko suplement, taki przebieraniec („Chłopcy radarowcy”, Andrzej Rosiewicz, 1981 r.). Taki przebieraniec polityk, czy kolega lekarz - nawet jeżeli ma dyplom (bo jak pamiętamy z czasów jednego z prezydentów naszej RP, dyplom sryplom).

Zatem ostrożne z suplementami, najlepiej medice, cura te ipsum.