Data dodania: 3-05-2016


Moim zdaniem: O zjeździe słów kilka

XXXIV OZL przeszedł do historii. Ktoś mógłby powiedzieć, że jak pozostałe poprzednie trzydzieści trzy zjazdy. Jednak był to zjazd wyjątkowy. To po raz pierwszy na okręgowym zjeździe łódzkiej OIL był i przemawiał sam minister zdrowia; nie jego przedstawiciel - vice, czy dyrektor departamentu. Konstanty Radziwiłł znalazł czas mimo, że to już po wyborach i nie musiał „walczyć” o głosy, a także mimo, że w tym samym czasie odbywał się zjazd izby mazowieckiej w Warszawie (której jest członkiem). W dodatku „nie zbył” słuchaczy życzeniami owocnych obrad, ale - jak sam to podkreślił - ponieważ to zjazd sprawozdawczy, zdał sprawozdanie zjazdowi z prac ministerstwa. Takiego uszanowania nikt z koleżanek czy kolegów się nie spodziewał.

Wystąpienie ministra nie było pustosłowiem, ale sprawozdaniem opartym na faktach. Nie było obietnic bez pokrycia, do czego przyzwyczaili nas niejednokrotnie politycy, ale konkretne przedstawienie działań i zamierzeń resortu w sprawach istotnych dla ochrony (czy służby - jak woli minister) zdrowia, dla pacjentów, a przede wszystkim lekarzy. Minister podkreślił co prawda, że nie jest ministrem lekarzy ale ministrem rządu, wszystkich obywateli, jednak jego wypowiedzi wskazywały, że istotne dla naszego środowiska sprawy są na pierwszych miejscach w rozwiązywaniu problemów. Niejako przy okazji mogliśmy doświadczyć, że jest to ten sam kolega lekarz, od lat działający w naszym samorządzie, a teraz jedynie urzędujący minister, co w żaden sposób nie zmieniło Jego postawy  i stosunku do kolegów.

Na osobne zauważenie zasługuje obecność ordynariusza Diecezji Łowickiej - ks. bp Andrzeja Dziuby, którego wystąpienie emanowało serdecznością i szacunkiem dla trudu oraz powołania lekarskiego. Podobnie jak to było przed laty, kiedy również na OZL w Skierniewicach, podniósł na duchu i pozwolił na odzyskanie poczucia godności środowisku lekarskiemu, które wówczas - za cichym przyzwoleniem rządzących - było dyżurnym „chłopcem do bicia” mas mediów.

Obecne na Zjeździe posłanki, obie będące lekarzami: Joanna Kopcińska (wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Zdrowia)  i Alicja Kaczorowska, a także poseł Paweł Bejda, zapewnili zebranych, że uczynią wszystko, aby szansę daną środowisku lekarskiemu wykorzystać ku poprawie warunków pracy i dla rozwoju systemu ochrony zdrowia. Patrząc na wieloletnie zaniedbania, różnorakie animozje, ambicje i uwarunkowania zewnętrzne nie będzie to łatwe, ale teraz wydaje się być możliwe. Teraz już po wyborach i politycy nie muszą „uwodzić” słowami pełnymi obietnic w zamian za głosy poparcia. Nie były to więc ze strony posłów frazesy i czcze gadanie, ale realne deklaracje, poparte - jak się w kuluarach okazywało - rzeczywistymi programami działań i planami spotkań i. Myślę, że na Nich możemy liczyć.

W podobnym tonie wypowiadał się wicewojewoda łódzki -  Karol Młynarczyk (także lekarz), który zadeklarował współpracę przy realizacji podejmowanej przez samorząd inicjatywy tworzenia  jednolitego frontu rozwoju ochrony zdrowia wspólnie przez wszystkie organy założycielskie w naszym regionie, a jednocześnie uważnego rozwiązywania problemów środowiska lekarskiego.

Nie będę relacjonował całego zjazdu, gdyż o jego przebiegu (w tym szczególnie wzruszającej uroczystości wręczania odznaczeń Zasłużony Nauczyciel Lekarzy) piszemy na łamach tego numeru „Panaceum”. Na koniec skonstatuję tylko, że można śmiało stwierdzić, iż ten zjazd to sukces. Sukces - jak wiemy - ma zawsze wielu ojców. Ale trzeba bezwzględnie zaznaczyć, że były tam dusze naszych delegatów szczególnie aktywne i skuteczne w działaniach, nie szczędzące wysiłków i zaangażowania. Dusze nie do końca anonimowe. Wsparte pracowitością i profesjonalizmem pracowników biura łódzkiej OIL.