Data dodania: 26-03-2016


Moim zdaniem: Wakacyjna geometria

Podstawowym pojęciem w geometrii jest punkt. Euklides, grecki matematyk (365-300 p.n.e.), określał go jako element niepodzielny i bezwymiarowy (w przestrzeni euklidesowej). W przestrzeni kartezjańskiej (Kartezjusz - Rene Descartes, francuski filozof, matematyk i fizyk; 1596-1650) można go jednak zdefiniować poprzez przypisanie mu pary liczb rzeczywistych. Tyle z nauk ścisłych. Punkt jednak ma też wiele innych znaczeń, szczególnym jest punkt widzenia, który - jak głosi stara prawda - zależy od punktu siedzenia.

Gdy piszę ten felieton to mam wakacyjny punkt widzenia. Słucham koncertu Skaldów (wszak mają 50-lecie) i właśnie śpiewają „Ni mom chęci do roboty, ni rano, ni wiecorem. Hej, stanę na wirsycku…” itd. Mam urlop – więc mogę nic nie robić. Jeszcze tylko kilka telefonów i może uda się zagłuszyć wyrzuty sumienia, że nie pracuję, o etosie naszej pracy nie wspominając (a’propos –w sklepach nie chcieli przyjmować etosu, tylko pieniądze). Staram się nie myśleć o pracy, o pacjentach, o chorobach i tak przez całe siedem dni. Walczę z wypaleniem zawodowym znanym sposobem „z colą lub sokiem” i upajam się wolnością. Jak mawia mój syn: „robię nic i jeszcze nie skończyłem, a jak skończę, to odpocznę.”

Tymczasem nad naszym Bałtykiem i na Mazurach wielka zjednoczona Europa jest od dawna. Niemieccy turyści czują się jak u siebie, niektórzy nie wiedzieć czemu nawet odnajdują swoje rodzinne posiadłości. Na razie grodzą się parawanami na plażach, wynoszą jedzenie z hotelowego śniadania i jak zawsze głośno się zachowują - no w końcu są u siebie. Piętnowane jako nasze przywary zachowania są kultywowane przez innych Europejczyków z powodzeniem - nie wstydzą się, a nawet są z tego dumni. Dlaczego koniecznie media wmawiają nam, że jesteśmy obciachowi i nieeuropejscy? Komu zależy, by zagłuszyć w nas poczucie własnej godności? Godności narodowej, zawodowej, ludzkiej.

Może jednak jest inaczej. Może trzeba wrócić do dawnego pojęcia, że wychowanie wynosi się z domu, szacunek do siebie i innych, wrażliwość. Czas chyba powrócić do źródeł , do rodzin, do życia w realnym a nie wirtualnym świecie, do wzorców i ideałów w miejsce wątpliwego autoramentu celebrytów. Powtarzana dawniej w domach, ewangeliczna prawda: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.” (Mt 5:33-37), nie jest tylko domeną chrześcijan. W żadnej z monoteistycznych religii nie ma kultu zła, jest za to szereg wskazań do czynienia dobra.

Przyjmując, że każdy z nas to taki punkt, nawet jeżeli taki punkt jest niedefiniowalny, to zbiór punktów stanowi już znaczną siłę i może być prostą, krzywą, a nawet figurą. Z figurą to już na pewno będą się liczyć. Może zamiast oczekiwać poprawy wynagrodzeń, zacząć się wreszcie cenić? Kolejna nasza nadzieja - minister zdrowia (lekarz, profesor) i znów… kolejny raz numer jeden na liście wyborczej na Śląsku. Może dobrze? Co znowu - okazuje się, że doktor na ministerialnym stolcu to dla reszty porażka. Na zgłaszane od lat, przemyślane postulaty środowiska lekarskiego, znów gładkie odpowiedzi i trwanie przy ministerialnej racji. Podpisane przez lekarza. Chcecie mniej biurokracji, to my wam kolejne formularze do wypełnienia, kolejne kursy dla zdobycia uprawnień, no bo przecież prawo wykonywania zawodu o niczym nie świadczy.

Kolega lekarz, piastujący wysokie stanowisko, przestaje się utożsamiać z resztą środowiska i staje się głosicielem administracji. Spytany w kuluarach, czemu tak zmienił front, mawia: „wiecie, ja wtedy wszystkiego nie wiedziałem”, a teraz wie... Ot taki kolega wszechwiedzący (na szczęście nie wszechmogący). Może to jakaś zaraza tam panuje i odmienia ludzi? Mam nadzieję, że tak, że to nie słabość i bojaźń powoduje takie przemiany. Z zarazą może da się walczyć, „a ze słabością łamać uczmy się za młodu!” (Adam Mickiewicz – polecam).

Wakacje nie dają odpoczynku od otaczającego świata: kryzys w Grecji, kampania wyborcza, objazdowe posiedzenia rządu itp. Politycy i dziennikarze zastanawiają się, co by było, gdyby Grecja wyszła ze strefy euro, a ja się pytam - co by było, gdyby tak Niemcy lub Francja opuścili tę strefę? Nawołują: „pomagajmy uchodźcom”, a ja się pytam - kto pomoże polskim rodzinom żyjącym na skraju ubóstwa, które nie wyciągną ręki po pomoc, bo są zbyt dumne?

Na razie, jak śpiewała Majka Jeżowska, „na plaży fajnie jest”. Jeżdżę nad morze, by powoli się do piaseczku przyzwyczajać… Nawet lornetki już nie potrzebuję, bo stąd przecież też dobrze widać, a że punkt niewyraźnie - to może lepiej?