Data dodania: 26-03-2016


Moim zdaniem: Zimowe rozważania

Niezmiennym atrybutem zimy w naszej szerokości geograficznej jest mróz i śnieg, chociaż w ostatnich latach występują jakby później i z mniejszym nasileniem. Współczesne technologie pozwalają tym niektórym jej brakom zaradzić.

Zimowe sporty, dla których niezbędnym wydawałoby się jest obecność mrozu i opadów śniegu, możemy uprawiać nawet latem, wszak igelit (czyli plastyfikowany polichlorek winylu), jako podłoże narciarskich zjazdów, znany jest od lat. Nic nie zastąpi jednak wspaniałych wrażeń z zimowego szusowania.  Śnieg pokrywający stoki, wspaniałe widoki i jeszcze grupa przyjaciół, wspólne po nartach spotkania. Słowem - zimowe szaleństwo. Atmosfera radości i wspólnych zabaw. Taką atmosferę oddaje film TVP z 1968 r. pt: ”Kulig” z Bogumiłem Kobielą, Skaldami i Marylą Rodowicz.

Dawniej to były śniegi i mrozy. Statystyki wskazują, że tzw. zimy stulecia pojawiają się wcale nie raz na sto lat, ale znacznie częściej. Pamiętamy zimę 1978/1979; ale i późniejsze też jej nie ustępowały, bo i temperatury poniżej 30 stopni i obfitość śniegu czyniły tę porę roku szczególnie dolegliwą. Te dolegliwości pamiętamy najbardziej, bo - jak każde niedogodności - przesłaniają one inne aspekty życia.

Bardzo dolegliwa w codziennej pracy lekarza staje się  chwilami rzeczywistość,  tworzona przez polityków, decydentów, czy dyrektorów. Szczególnie demotywujące (JAF Stoner, Ch. Wankel, 1996 PWE, „Kierowanie”) są niemożliwe do wykonania cele, niskie, niesatysfakcjonujące wynagradzania, niedocenianie wysiłków. To wszystko powoduje kiepską wydajność i niezadowolenie z pracy. Pracodawca zaś zamiast poprawić warunki, grozi zwolnieniami, wychodząc z założenia, że pracownika zawsze znajdzie. Nic bardziej mylnego, bo w tych warunkach także nowy nie będzie pracował lepiej. Jedynym skutkiem takiej polityki będzie fluktuacja kadr i to niekoniecznie w zakresie kraju.

Do tego dochodzi pojawiająca się na wszystkich szczeblach tzw. inflacja prawa, polegająca na tworzeniu nadmiernej ilości przepisów, która czyni rzeczywistość prawniczą w ochronie zdrowia nieznośną. Ta swego rodzaju nadregulacja, będąca efektem rozpowszechnionego wśród urzędników przekonania, że ustanowienie przepisu, procedury itp., sama w sobie poprawi funkcjonowanie rzeczywistości, sprzyja tylko rozwojowi biurokracji.

Etos pracy lekarzy, rozumiany jako zespól norm, wartości i wzorów postępowań, staje się  w takiej rzeczywistości coraz częściej „czynem ofiarnym”, a nie przepełnionym empatią wykonywaniem zawodu. Dodatkowo, mając w otoczeniu kolegów lekarzy, kierujących się asertywnym, a nieraz egoistycznym stosunkiem do innych, jesteśmy o krok od desperackiej ucieczki. Młodzi, wykształceni koledzy nawet nie próbują walczyć, wolą wieść spokojne życie w krajach, gdzie lekarz i jego służba społeczeństwu, otoczone są szacunkiem i godziwie wynagradzane. Takie jest społeczne poczucie sprawiedliwości.

W naszym grajdołku próżno szukać cnót kardynalnych (roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie i męstwo), prędzej znajdziemy siedem grzechów głównych (nie będę wyliczał), a moralność Kalego z „Pustyni i w Puszczy” Henryka Siekiewicza (podwójny system oceny uczynków w zależności od tego kto ich dokonuje) święci tryumfy. Aż kusi by zacytować stosowną zwrotkę jednej  z piosenek Jana Kaczmarka („Pero, pero”), ale…  może lepiej nie, bo ktoś się obrazi. 

Na razie pracujemy, poświęcamy się, skrzętnie omijając biurokratyczne przeszkody - istny slalom gigant. Czasem jednak, zamiast na elastyczną tyczkę, pędzący narciarz nadziewa się na skałę, wystająca spod śniegu, a wówczas… katastrofa. Taką katastrofę musi również, prędzej czy później, przynieść nasza praca ponad siły, bez wytchnienia, w stałym stresie. Żadne przepisy nie spowodują, że pracy będzie mniej. Doktor Wezół („Ranczo”) mawiał: „te unijne przepisy to oni mogą sobie wsadzić, praca lekarza nigdy się nie kończy”.

Zgodnie z przytaczanymi wyżej zasadami kierowania, godna płaca jest jedną z form motywowania, a w przypadku lekarzy - jedynie sprawiedliwą. Wówczas, jak dżentelmeni, „nie mówią o pieniądzach, oni pieniądze mają”. Dlatego mogą bez reszty poświęcić się służbie choremu, w myśl maksymy: „salus eagroti suprema lex est”. Ideał? Nie, to konieczność dla wspólnego dobra. Wspomniany już doktor Wezół mówił: „Jeżeli pacjent jest zdrowy, a lekarz niewyspany, to nie jest to dobro najwyższe, tylko wręcz przeciwnie.”

Zatem radosnego wypoczynku z przyjaciółmi na trasach narciarskich ze śniegiem, a nie igielitem, bez wystających skał, z pięknymi widokami na góry - życzę nam wszystkim.