Data dodania: 19-06-2017


Nagroda dla absolwentki UM - prymuski

Na wstępie ostatniego posiedzenia Okręgowej Rady Lekarskiej, 25 kwietnia br., odbyła się niecodzienna, bardzo miła ceremonia. Prezes ORL - Grzegorz Mazur zaprosił na obrady młodą lekarkę - ubiegłoroczną absolwentkę Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, przyjętą w poczet członków łódzkiej Okręgowej Izby Lekarskiej. Anna Socha (na zdjęciu), bo o niej tu mowa, odebrała z rąk prezesa G. Mazura oraz sekretarza ORL - Pawła Czekalskiego stosowaną nagrodę i dyplom gratulacyjny za osiągnięcie najwyższej średniej ocen w czasie studiów (powyżej 4,5), które odbyła na Wydziale Lekarsko - Wojskowym UM. Dodajmy, nagrodę zaległą… Naszym czytelnikom należy się w tej sprawie wyjaśnienie, które poniżej zamieszczamy.

To było trochę tak, jak w Księdze IV „Pana Tadeuszu” Adama Mickiewicza, gdzie Wojski snuje przypowieść o Domeyce i Doweyce (cyt):

„Domeyki i Doweyki wszystkie przeciwieństwa

Pochodziły, rzecz dziwna, z nazwisk podobieństwa

Bardzo niewygodnego…”

Od lat kultywowana jest w naszej Okręgowej Izbie Lekarskiej tradycja honorowania najlepszych absolwentów Wydziału Lekarskiego oraz Wydziału Lekarsko - Wojskowego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi - członków łódzkiej OIL. Zatem i w tym roku - przed tegoroczną uroczystością wręczenia dyplomów młodym lekarzom i lekarzom dentystom - uczelnia, na nasza prośbę, przekazała Izbie nazwiska prymusów, którzy osiągnęli w trakcie studiów najwyższą średnią ocen.

Niestety, w przypadku jednej z absolwentek podane zostały wadliwie dane, gdyż przypadkowo okazało się, że osoba o podobnym nazwisku (a - na dodatek - takim samym imieniu) również znalazła się w gronie prymusów. I właśnie tej osobie niżej podpisany, reprezentujący łódzką ORL, wręczył nagrodę na uroczystości rozdania dyplomów. Problem w tym, że uhonorowana okazała się być członkiem mazowieckiej OIL, gdy tymczasem „nasza” absolwentka został… z pustymi rękoma.

Mamy nadzieję, że z opisanego „nazwisk podobieństwa” nie stało się jak w dalszej części przytoczonego wyżej fragmentu „Pana Tadeusza i do pojedynku między paniami nie doszło, bo to i takiego sekundanta ja - Hreczeha nie mam, a i niedźwiedzie pod ochroną. Tym  bardziej, że po otrzymaniu z biura łódzkiego UM wyjaśnienia w sprawie zaistniałej pomyłki, błąd został naprawiony (o czym było na początku), a jednocześnie obie panie stały się posiadaczkami stosownej gratyfikacje…

Paweł Czekalski