Data dodania: 1-07-2017


Otwarcie sezonu „DR”, Zamość 2017, czyli… Melomani z „DoctoRRiders”

Otwarcie sezonu motocyklowego Ogólnopolskiego Klubu Motocyklowego Lekarzy „DoctoRRiders” odbyło się w tym roku na Roztoczu, w Zamościu, w dniach 11–14 maja (czwartek–niedziela). Organizatorami byli Tereska i Janek Zydlewscy. Spisali się wyśmienicie, zresztą już po raz trzeci. WIELKIE DZIĘKI.

Jeszcze w środę (10 maja) w niektórych zakątkach Polski padał śnieg, dlatego część uczestników przyjechała samochodami, ale znakomita większość na motocyklach. W sumie przybyło około stu sześćdziesięciu „Rajdersów”. Najdłuższa trasa dojazdowa to… 930 km. Pierwsze tak liczne nasze spotkanie po przerwie zimowej zawsze jest radosne i pełne planów na nowy sezon, toteż pogaduchom nie było końca. Dyskutowano o planach gdzie wyjechać, co kupić, podziwiano nowe „motorsy”. Daje się zauważyć zwiększającą się przewagę marki BMW nad Harley’ami, choć różnorodność jest ciągle duża.

Piątek – to rajd po Roztoczu, zimno i cały czas deszcz. Ale co tam. Roztocze to wyjątkowy w skali kraju klimat i atmosfera. Gęste lasy, rzadka zabudowa, cisza i kontakt z naturą. W X wieku Roztocze znajdowało się na pograniczu Małopolski i Rusi, na obszarze tzw. Grodów Czerwieńskich. Przebiega z północnego zachodu, od Kraśnika, na południowy wschód aż do Lwowa. Nasze zwiedzanie skupiło się głównie na Zwierzyńcu i okolicach. Zwierzyniec to obecnie gmina miejsko-wiejska. Samo miasto zawdzięcza założone zostało w 1593 r., swoje istnienie zawdzięcza Ordynacji Zamoyskiej. Wzięło swą nazwę od utworzonej tu w XVI wieku „zagrody”, otoczonej trzydziestokilometrowym parkanem. W tzw. zwierzyńcu myśliwskim trzymano m.in. żubry, łosie, jelenie, dziki, wilki, rysie i tak rozpoznawalne dla roztocza – tarpany, czyli dzikie konie leśne.

Zaparkowaliśmy pod browarem z 1806 r. i w czterech grupach z przewodnikami ruszyliśmy na zwiedzanie. W pobliskiej osadzie stał dwór, a później pałac –rezydencja żony Jana „Sobiepana” Zamoyskiego, a po jego śmierci – króla Jana Sobieskiego. Marysieńka, czyli właściwie królowa Polski – Maria Kazimiera D'Arquien, żyła w latach 1641–1716. Losy Marii oraz Jana Sobieskiego skrzyżowały się właśnie w Zwierzyńcu. Co ciekawe, ich związek był – jak twierdzą historycy – „małżeństwem z czystej miłości", a takie pary stanowiły rzadkość w ówczesnych czasach.

Poznaliśmy też historię „Dzieci Zamojszczyzny”, odwiedziliśmy miejsca kaźni i obozów, w których Niemcy dokonywali selekcji i planowej zagłady. Wspaniałą kartą zapisali się tu Zamojscy, dzięki którym udało się część z nich uratować. Piątkowy wieczór, uświetniony Big Bandem „JBBO”, zakończył drugi dzień naszego pobytu na Roztoczu, a w sobotę od rana czekało nas zwiedzenie Zamościa – perły renesansu, zwanej też „Małą Padwą”.

Zamość zrobił na mnie olbrzymie wrażenie. Jest to jedno z najpiękniejszych miast, jakie widziałem. Zawdzięcza to zabudowie, która przetrwała wieki: Rynek, Ratusz, Twierdza, Pałac Zamoyskich i Akademia Zamoyskich, kościoły, pomniki, przepiękne kamieniczki na Rynku Wielkim i wiele innych. Nic dziwnego, że Zamość – Stary Rynek, został wpisany w  1992 r. na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. I właśnie na ten Stary Rynek, prowadzeni przez prezydenta Zamościa (też na motocyklu) i przy aplauzie jego mieszkańców, zajechali „Rajdersi” na swych maszynach. Niezapomniany widok.

Kulminacją naszego pobytu w Zamościu był koncert muzyki filmowej –przygotowany specjalnie dla nas, w wykonaniu najstarszej Orkiestry Symfonicznej im. K. Namysłowskiego w Polsce, najstarszej w Polsce, pod batutą Antoniego Wicherka, w scenerii tego pięknego Starego Rynku. Nasz aplauz na zakończenie koncertu był też jedyny w swoim rodzaju – klaksony i „muzyka” silników motocyklowych zaskoczyły muzyków, którzy odwzajemnili się brawami.

Dzień zakończyła uroczysta kolacja, oczywiście z płonącym tortem i Sto Lat (we wszystkich odmianach) dla Jasia i Tereski. Następnego dnia smutne pożegnanie i powroty – nareszcie w słońcu. Wszyscy wrócili szczęśliwie. Organizacja naszych spotkań i atmosfera na nich panująca, pozostawiają niezapomniane wspomnienia i niedosyt, bo mijają tak szybko.

Grzegorz „President – Prezes” Krzyżanowski