P A N A C E U M

styczeń 2012



Pożegnaliśmy 2011 rok, przywitaliśmy rok 2012. Czy będzie lepszy? Nie zanosi się na to, a… wręcz przeciwnie. Całą Europę dotknął kryzys finansowy, a chociaż – podobno – polska gospodarka trzyma się nieźle, to jednak konieczne staje się „zaciskać pasa” (szkoda, że głównie kosztem najbiedniejszych i najbardziej bezradnych – ale to tak na marginesie). Oszczędności muszą być wprowadzane wszędzie, także w ochronie zdrowia, przykłady na to można znaleźć w tekstach, jakie zamieściliśmy na łamach bieżącego numeru „Panaceum”.

W obszarze powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych, wraz z nowym rokiem, przystąpiono głównie do porządkowania wydatków, jakie NFZ ponosi z tytułu refundacji leków. Na mocy zapisu nowej ustawy tzw. refundacyjnej określono, że fundusz nie może wydać na ten cel więcej w ciągu roku niż 17 proc. swojego budżetu na świadczenia zdrowotne. Aby ten próg nie został przekroczony, ktoś musi pilnować, czy z refundacji korzystają tylko pacjenci do tego uprawnieni, a zatem posiadający aktualne ubezpieczenie. Tym „ktosiem” mają być lekarze, których zapisy ustawowe zmieniają w kontrolerów ubezpieczeniowych, do czego nie mają narzędzi, ale za to w pakiecie otrzymali pełną odpowiedzialność finansową związaną z zadaniem, którego nie mogą wykonać. A nie mogą, bo w naszym systemie wciąż nie funkcjonuje jednolity dokument, weryfikujący wspomniane uprawnienia – co przyznają dziś i minister zdrowia, i prezes NFZ, a także premier i posłowie. Gdyby jednak przyznali to wcześniej, bez problemu można by poprawić ustawę jeszcze na etapie pierwszych prac sejmowych, a nawet daleko wcześniej. Wówczas nie doszłoby do protestów lekarzy, które skutkować mogą czerwoną pieczątką na receptach: „Refundacja leku do decyzji NFZ” – o czym piszemy na s. 4.

Zachęcam również do lektury innych, nie mniej ciekawych tekstów zamieszczonych w tym numerze „Panaceum”, a na koniec życzę wszystkim naszym Czytelnikom, by pomimo tego powszechnego dążenia do oszczędzania, żyło się Im w Nowym Roku dostatnio, bezpiecznie i… z humorem. Do czego namawia nasza felietonistka Barbara Szeffer-Marcinkowska.