P A N A C E U M

marzec 2012



Bieżący numer „Panaceum” trafia do rąk Czytelników z tygodniowym „poślizgiem” z przyczyn od nas niezależnych, za to przekazujemy w nim możliwie najświeższe informacje z życia samorządu lekarskiego (oczywiście najświeższe w sytuacji miesięcznika). Zaledwie dwa dni temu wieczorem, czyli w sobotę 25 lutego, zakończył się Nadzwyczajny XI Krajowy Zjazd Lekarzy, a już w poniedziałek oddawaliśmy do drukarni nasze pismo z relacją z jego obrad. Staraliśmy się przedstawić ich obraz, widziany z perspektywy Łodzi i miast ościennych, dlatego szczególną uwagę zwróciliśmy na tzw. lodziana, czyli akcenty łódzkie.

Zjazd, sygnowany jako nadzwyczajny, który dwa lata temu, gdy decydowano o jego zwołaniu, planowano poświęcić wyłącznie problematyce kształcenia przed- i podyplomowego lekarzy oraz lekarzy dentystów, zdominowany został przez bulwersujący środowisko temat dotyczący zawirowań, towarzyszących wprowadzaniu w życie przepisów „ustawy refundacyjnej”. Wszyscy chyba śledzą na bieżąco, w czym tkwi problem, więc nie będę go tu rozwijać – zresztą szerzej piszemy o tym zarówno w relacji zjazdowej, jak i na dalszych stronach tego numeru. Chcę natomiast zwrócić uwagę na okoliczności poprzedzające rozpoczęcie obrad Zjazdu, które nie pozostały bez wpływu na panującą na nim bojową atmosferę.

Jak pamiętamy, 16 grudnia 2011 r. uchwałą Naczelnej Rady Lekarskiej (tą samą, która zawiesiła jej rekomendacje sprzed dwóch tygodni do przystąpienia wszystkich lekarzy do „protestu pieczątkowego”) powołano specjalny zespół ds. współpracy samorządu lekarskiego z ministrem zdrowia. Zespół miał pracować nad wypracowaniem konstruktywnych zmian w „ustawie refundacyjnej” i aktach wykonawczych do niej, zgodnych z oczekiwaniami środowiska. Na pierwsze spotkanie z Bartoszem Arłukowiczem trzeba było czekać do 4 stycznia 2012 r., ze zdziwieniem wówczas przyjęto fakt, że pojawili się na nim również koledzy aptekarze (co dało się zrozumieć), ponadto – i to w bardzo licznym składzie – reprezentanci organizacji pacjentów.

Drugie spotkanie, które zostało pospiesznie zwołane dopiero na trzy dni przed Zjazdem, 21 lutego br., w podobnym zresztą składzie, wzbudziło jeszcze większe zdziwienie. Minister się na nim… w ogóle nie pojawił (chociaż obecny był w gmachu MZ, ale w innym gabinecie), a jego obrady prowadził podsekretarz stanu Cezary Rzemek, nie będący lekarzem. Co więcej, na spotkanie nie zostali zaproszeni przedstawiciele innych organizacji lekarskich, mimo takich propozycji ze strony NRL, poza tym kilka dni wcześniej resort opublikował na swych stronach internetowych projekt nowego rozporządzenia receptowego, który opracował sam, bez udziału przedstawicieli Izby Lekarskiej, chociaż deklaracje współpracy składały obie strony, a prezes Maciej Hamankiewicz nie omieszkał o tym przypomnieć ministrowi zdrowia pismem z 27 stycznia br. W tej sytuacji przedstawiciele NRL uznali za niecelowe dalsze w tym dniu debatowanie…

Czy zatem – wobec aroganckich zachowań się ministra Bartosza Arłukowicza wobec kolegów „po fachu” – może dziwić, że na Nadzwyczajnym XI Krajowym Zjeździe Lekarzy delegaci przyjęli go buczeniem?