P A N A C E U M

wrzesień 2011



„Niedawny, nagłośniony przez media przypadek śmierci lekarza podczas pełnienia kilkudniowego dyżuru pokazuje, że przepracowanie lekarzy w Polsce jest problemem realnym, a nie wymyślonym, jak to nieraz próbują przedstawiać rządzący” – uważa Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. W ocenie OZZL (a także Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej, które zajęło w tej sprawie stanowisko – o czym zapewne będzie można przeczytać na łamach „Gazety Lekarskiej”), powodem tej sytuacji jest niedobór lekarzy w Polsce, przekładający się wprost na niedobór lekarzy w szpitalach i innych zakładach opieki zdrowotnej. Niestety, lekarze – zwłaszcza młodzi – coraz częściej wyjeżdżają pracować za granicę, gdzie mogą zarobić więcej, mniej pracują i są bardziej szanowani.

Inną rzeczą jest, że w Polsce wciąż pokutuje szczególna „polityka” wynagradzania lekarzy, która jest spuścizną po PRL-u, a polega na tym, że ich pensje podstawowe w szpitalu lub innym publicznym ZOZ-ie są z założenia niskie, bo i tak sobie dorobią: na dyżurze, w prywatnym gabinecie, na kontrakcie w niepublicznej placówce – spółce. I lekarze z pokorą dostosowują się do tego modelu, a ponieważ… nie wypada, żeby „klepali biedę”, pracują ponad miarę. Zjawiska przepracowania lekarzy w Polsce nie zlikwidowało wcale objęcie ich przepisami unijnej dyrektywy o czasie pracy, która przewiduje maksymalnie 48-godzinny tydzień pracy wraz z ewentualnymi nadgodzinami. Mówi się, że „Polak potrafi”, potrafi zatem również omijać przepisy, czego dobitnym przykładem jest zatrudnianie lekarzy w szpitalach na podstawie tzw. kontraktów, czyli umów cywilnoprawnych, które nie podlegają kodeksowi pracy.

„Rozwiązanie tego problemu nie jest łatwe, bo wymaga w istocie reformy całego systemu lecznictwa, łącznie z koniecznością zrównoważenia nakładów publicznych na działalność leczniczą z zakresem świadczeń gwarantowanych, przed czym rząd broni się wszelkimi siłami” – głosi oświadczenie związku. W sytuacji obowiązującej od 1 lipca br. ustawy o działalności leczniczej, oświadczenie to sugeruje, iż w ocenie OZZL jej przepisy takiej reformy nie wprowadzają, chociaż zapewne rządzący są innego zdania.

W całej tej sytuacji trudno się dziwić, że lekarze, których główną powinnością jest przecież ratowanie zdrowia i życia pacjentów, czują się zdezorientowani, zagubieni i po prostu wykorzystywani. Bo to oni, jak pisze prezes łódzkiej Izby – Grzegorz Mazur w swym felietonie na s. 3 bieżącego numeru „Panaceum”, będąc mimowolnymi rzecznikami złych wiadomości, są narażeni na frustrację pacjentów, związaną m.in. z wydłużeniem kolejek do specjalistów, czy nadmiernym oczekiwaniem na zabiegi, słowem – limitowaniem świadczeń zdrowotnych, co jest efektem niskiego poziomu ich finansowania.

Czytelnikom „Panaceum” polecamy szczególnej uwadze teksty (s. 4–7), omawiające sytuację, w jakiej znaleźli się lekarze pracujący w Samodzielnym Publicznym ZOZ w Łasku. Szpital ten – zgodnie z propozycją organu założycielskiego, czyli powiatu łaskiego – ma zostać wydzierżawiony (wraz z kontraktem NFZ) zewnętrznemu operatorowi, co ma być korzystną alternatywą dla przekształcenia go w spółkę prawa handlowego, zgodnie z przepisami przywołanej wyżej ustawy o działalności leczniczej. No cóż, ciekawe rozwiązanie, testowane już przez inne samorządy powiatowe w Polsce, które w ten sposób pozbywają się kłopotu z zadłużonymi ponad miarę lecznicami – jego szczególnym rzecznikiem, co warto dodać, jest Związek Powiatów Polskich. Parafrazując znane przysłowie, można powiedzieć: szpital z głowy, powiatowi lżej…