P A N A C E U M

październik 2012



Zwykle w felietonach „Od redakcji” piszę o tym, co nasz Czytelnik może znaleźć wewnątrz bieżącego numeru „Panaceum”, tym razem jednak chcę odejść od tego stereotypu. To wydanie jest bowiem, ze względów oszczędnościowych, nieco skromniejsze objętościowo, niż ostatnio bywało (liczy tylko 32 strony tekstowe, a poprzednie numery sięgały nawet 40 stron), stąd zabrakło w nim miejsca na wiele aktualnych tematów, w tym odniesienia się do ostatnich newsów prasowo-internetowych. Tymczasem zasługują one na zainteresowanie, bo oto:

Portal rynekzdrowia.pl (za niemiecką agencją informacyjną DPA) podał w serwisie z 9 września br., że 75 proc. lekarzy w całych Niemczech, którzy prowadzą własne gabinety i leczą pacjentów ubezpieczonych w publicznych kasach chorych, opowiedziało się w referendum za strajkami ostrzegawczymi, aby wywrzeć presję w sporze o wysokość swoich honorariów. Negocjacje z kasami prowadzone przez organizacje zrzeszające medyków załamały się, dlatego niemieccy pacjenci muszą liczyć się z tym, że wkrótce zastaną zamknięte drzwi w dużej części spośród 90 tysięcy gabinetów lekarskich.

Z kolei 17 września br. na stronach internetowych OZZL ukazała się informacja o tym, że związek szykuje się do zorganizowania ogólnopolskiej akcji, której ostatecznym celem jest wprowadzenie ustawowych przepisów o minimalnych płacach lekarzy zatrudnionych w zakładach opieki zdrowotnej, finansowanych ze środków publicznych. W uzasadnieniu potrzeby zorganizowania takiej akcji czytamy:

„OZZL od zawsze jest zwolennikiem mechanizmów rynkowych w ochronie zdrowia, również rynkowego kształtowania wynagrodzeń. Jednak o rynkowym mechanizmie możemy mówić tylko wtedy, gdy są (będą) rynkowe ceny za świadczenia zdrowotne. Musiałoby to oznaczać rynkowo kształtowaną wysokość składki na ubezpieczenie zdrowotne, demonopolizację płatników albo przynajmniej: rynkowo kształtowaną wysokość dopłat do świadczeń finansowanych sztywno przez płatnika. Takich mechanizmów nie ma. Jest natomiast możliwość nieskrępowanego obniżania płac pracowników – lekarzy przy skrajnie niekorzystnych warunkach finansowania szpitali.”

Akcja ma być prowadzona pod znanym hasłem: „Dziękujemy – odchodzimy”, które przyświecało udanym protestom „braci czeskich”, czyli lekarzom z Czech (a następnie również ze Słowacji), walczącym na przełomie 2010 i 2011 roku o podwyżki swoich płac, pod groźbą zwolnienia się z pracy i emigracji za granicę. Czy jednak możliwa jest „powtórka z historii” i przeprowadzenie podobnych działań w Polsce, a do tego z pozytywnym skutkiem? Wydaje się, że z buńczucznych zapowiedzi polskich związkowców raczej nic nie wyjdzie, bo – jak napisał w poście zamieszczonym pod newsem o szykujących się strajkach niemieckich lekarzy pewien anonimowy internista – „A my możemy sobie tylko pomarzyć o podwyżkach, naszymi protestami nikt nie będzie się przejmował.” I chyba ma rację, tym bardziej że jeśli akcja miałaby być udana, muszą jej towarzyszyć działania powszechne, zgodne i solidarne – bo w jedności siła!