Data dodania: 9-10-2018


Październik: LITERATURA I KULTURA nieco inaczej

Barbara Szeffer-Marcinkowska

Zanim niniejszy numer naszego pisma dotrze do rąk Szanownych Czytelników, emocje związane z Narodowym Czytaniem „Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego zapewne zdążą już osłabnąć, jednak warto powrócić do tematu, bo to ważna sprawa. Dotychczas nie było jeszcze takich zawirowań i sporów przy tej „narodowej akcji”, lecz nagle okazało się, że wszystko jest możliwe i niczego nie da się przewidzieć.

Czytelnictwo w Polsce upada, więc wszelka działalność, mająca na celu powstrzymanie tego procesu, powinna być wspierana przez nas wszystkich jako szczególnie cenna. Tłumaczyć tego nie trzeba, bo wiadomo, że ta społeczna akcja, zapoczątkowana we wrześniu 2012 roku przez prezydenta Polski, Bronisława Komorowskiego, stała się już dobrą tradycją, propagującą  znajomość dzieł rodzimej klasyki, której obszerne fragmenty  są odczytywane  publicznie, również w środkach masowego przekazu; i bardzo dobrze,  bowiem naszego języka oraz kultury powinniśmy bronić wprost pazurami.           

W ubiegłych latach zostały wybrane do kolejnych prezentacji następujące pozycje:  w roku  2012 – był to Pan Tadeusz Adama Mickiewicza, 2015Lalka Bolesława Prusa, 2016Quo vadis Henryka Sienkiewicza, 2017Wesele Stanisława Wyspiańskiego,   a w bieżącym roku wybór padł na  Przedwiośnie Stefana Żeromskiego. Wkrótce jednak okazało się, że to był błąd, ponieważ stwierdzono, iż tekst jest zbyt archaiczny i za trudny do zrozumienia pzez większość Polaków. Sic! Szkoda więc, że wtedy nie skorzystano z innych lektur, proponowanych do publicznego czytania, chociaż było ich sporo. Pan Prezydent Andzrej Duda musiał mieć swoje racje, więc zlecił „przystosowanie” wybranego dzieła do aktualnych potrzeb. Dokonał tego literacki krytyk i  felietonista, Andrzej Dobosz, który nie tylko wyrzucił  z oryginału ponad 30 procent autorskiego  tekstu, ale też --- jak opowiada w nagraniu  opublikowanym na stronie Kancelarii Prezydenta ---  usunął wszystkie powtarzające się przymiotniki bliskoznaczne oraz obecnie  dla większości Polaków ponoć (czy to też) niezrozumiałe słowa -  np. owo już dość osławione "tudzież”. Ponadto korygujący omawiane dzieło krytyk,  wykazał się wyjątkową  inicjatywą w tworzeniu dodatkowych tytułów, których nie cytuję, bo szkoda miejsca w piśmie, gdy wszystko można łatwo  znaleźć  w internecie.  To  była robota  godna zdumienia, (choć  przez niektórych przeciwnie – wręcz  uznania. Wiadomo, ze  poglądy mogą być różne, a zależą od gustu i miejsca siedzenia.

Tymczasem zawrzało w prasie i w internecie, gdy okazało się, że oprócz wyeliminowania  tych  niby „zbyt trudnych” czy zapomnianych  wyrazów i zwrotów,  wycięto też ponad 30 procent autorskiego tekstu. Taka bezpardonowa ingerencja w narodową klasykę, natychmiast spowodowała silną reakcję ogólną, ponieważ   stwier-dzono, iż  dzieło Żeromskiego ostatecznie stało się  jakby wyłącznie  „dziełem” Dobosza.

W literackich i dziennikarskich publikacjach pisano, że czegoś takiego nie było nawet za komuny, ale kto to wie i pamięta? A zresztą, jeśli nawet wtedy nie było, to dlaczego teraz nie mogło  „zaistnieć”?. Oto jest pytanie … oczywiście retoryczne.      
    
Coraz częściej pojawiały się ostre  oceny i protesty, a wśród komentarzy internautów znalazły się także dociekliwe pytania oraz głosy krytyczne,  potępiające aż tak radykalną przeróbkę książki, która ostatecznie stała się jakby brykiem. Pisano też, że czegoś takiego nie było nawet za komuny, ale kto wie i pamięta? A zresztą, jeśli nawet wtedy nie było, to dlaczego teraz nie mogło  „zaistnieć”?. Oto jest pytanie … oczywiście retoryczne.        

Jednocześnie,  wraz z innymi czytelnikami zastanawiałam się,  dlaczego w swej pracy nad „doskonaleniem” książki, pan krytyk-Dobosz zamiast gruntownie czyścić lub zmieniać  tekst, nie zechciał  skorzystać z wielce przydatnych odnośników,  aby „nierozumiejącym” przybliżyć niektóre, zbyt trudne lub nieznane słowa. Wszak to by mogło być jeszcze dodatkową,  pedagogiczną korzyścią oraz  pewną asekuracją, gdy w prasie pojawiały się takie tytuły, jakie tu przykładowo cytuję:           
 „Narodowe czytanie okaleczonego  Przedwiośnia  czy "Koszmarny gwałt dokonany na pisarstwie Żeromskiego"  z objaśniającymi dopiskami typu:  Wyrzucone przymiotniki, niepotrzebne słowa, zmieniona składnia zdań – i tak zreformowane „Przedwiośnie” promuje prezydent Andrzej Duda.  


Od siebie jeszcze dodam, że biedna i całkiem bezradna jest  ta nasza literacka spuścizna. Można tylko jej i nam serdecznie współczuć.          
    

Łódź, 17  września 2018                                                                                                                                                                                                         

Barbara Szeffer-Marcinkowska,

e-mail bsm3@tlen. pl,

tel: 42/ 686 28 10