Data dodania: 3-09-2018


Poczta Czytelników - porozmawiajmy o kulturze i literaturze

Barbara Szeffer-Marcinkowska

Szanowni Państwo, Poczta Czytelników już działa i uprzejmie zaprasza do korespondencji, która może przyniesie nam różne opinie oraz propozycje, dotyczące problemów związanych z codzienną, polską kulturą, a także literaturą widzianą „nieco inaczej”. Wszystko co w naszej ocenie jest godne krytyki lub uznania, co nas drażni lub cieszy, może być eksponowane i dyskutowane na łamach PANACEUM i na Portalu oil.lodz.pl/panaceum.

Od paru miesięcy próbuję zachęcić Państwa do nawiązywania czytelniczej więzi poprzez publikacje w naszej POCZCIE, a teraz jeszcze  powstał  projekt zorganizowania wspólnej debaty, podczas której będzie okazja do bezpośredniej wymiany zdań.

Na tym spotkaniu zorientujemy się,  jak liczna jest grupa osób zainteresowanych wspieraniem szlachetnej polszczyzny w szerokim tego pojęcia rozumieniu.  Bardzo  trudno jest dobrać taki termin spotkania, aby wszystkim pasował, więc zaproponujemy do wyboru dwie daty: 
26 października lub 9 listopada br.  - (np. od  godz. 18.oo)    

Wystarczy zadzwonić do OIL pod numer 42 683 17 01 i u pani Iwony Szelewy zgłosić swą aprobatę na jeden z tych dni. Zgłoszenia można przekazywać do 30 września br. Termin wybrany przez większość zostanie opublikowany w PANACEUM i na Portalu.  Najpiękniej, najserdeczniej zachęcamy wszystkich Sz. Czytelników do uczestniczenia w tej wspólnej, ważnej debacie.


 Barbara Szeffer-Marcinkowska et comp.

 

Listy nadesłane do Redakcji (korespondencja do 9 numeru "Panaceum"

 

"TAKIE CZASY "  Wanda Rybak 

 

Dziś utwory elektryka

to jest cała ...mać muzyka.            

Już nie chóry tylko Zenki

mogą śpiewać se piosenki.

Żadne arie i opery

tylko Kaśki do cholery,

nie etiudy, menuety,

walce,  Sztrausy już niestety

nie są gościem w zwykłym domu   
                                                              

I nie suity czy galopy,

nie mazurki , ni fokstroty

ale zwykła wyborowa

a do tego jakiś browar,

piłka w tele oraz grill

oto sztuki naszej dryll

który tak nas już dryluje,

że za chwilę wykastruje

to co nam przekazał dziad,

co nam wpajał przez iks lat.

Teraz inny już nas bat

wykorzenia i ponagla

byle szybciej...idź do diabła,

-nie patrz nigdy na liryki,

nie pajacuj, limeryki,

dramat i poezja słowa

ma być obce w naszej mowie,

tak ma być i nie myśl tu!

To już lepiej...może już ...

iść pod nóż ?                       

 

"SŁOWA, słowa" A.Koel                 

                                                                              
Lato w pełni, pogoda dopisuje wędrujemy więcej i częściej niż zwykle. Cieszą nas oglądane po drodze plenery naszej umiłowanej Ojczyzny. Niestety doznania są mocno zachwiane nadmiarem niezbyt profesjonalnych, ustawionych przy drogach reklam i informacji o możliwościach  handlowych i przerobowych przeróżnych firm. Odruch czytania „pisanego słowa” jest na tyle mocno zakorzeniony że odruchowo mijając kolejne plansze czytamy przynajmniej nazwy firm i tu zaczyna się prawdziwa zabawa. Myślałam że polski narodowy kompleks tego co nie zagraniczne już dawno minął, ale niestety wciąż w tym tkwimy. Pokłosie słynnej nazwy TEKSTILIMPEKS i MALTEKS. Tu ciekawostka. „le mal” znaczy w języku francuskim „zło”- świetna nazwa do promowania naszego włókna na terenie Francji... Powróćmy jednak do czasów obecnych. Nic mnie tak nie rozbawiło jak nazwa firmy „wykuta” z naszego narodowego kompleksu jak FIRANEX.

Sprawdziłam w Łodzi nawet jest zakończona literą X. Taki zagraniczny styl. Perełką jest również nazwa DRUTEX (na rynku od 2001roku). Te sztuczne twory językowe mogą u sporej części naszego społeczeństwa działać wręcz odwrotnie od oczekiwanych przez „twórców” tej sałatki słownej. Sama wybierając firmę usługową zleciłam wykonanie zabudowy firmie nazywającej się po prostu i zwyczajnie po polsku „Sprawne Meblowanie” Okazuje się że można działać i nawet całkiem sprawnie bez zagranicznego zadęcia.

 

"Czas na opowieść, czyli słów kilka o kulturze słuchania "  Bogumiła Kempińska-Mirosławska

 

Dochodziła czternasta. Do gabinetu wszedł trzydziesty tego dnia pacjent. Kobieta, lat około 60, nieco przygarbiona, patrzyła lękliwie to na siedzącego za biurkiem lekarza, to stającą pod ścianą leżankę. – Proszę, niech pani usiądzie. – Lekarz skinął głową w kierunku krzesła, ledwie omiatając wzrokiem kobietę. Sięgnął po historię choroby – pusta, poza danymi niezbędnymi do identyfikacji chorej, żadnych wpisów. Nowa pacjentka – pomyślał i ledwie zauważalny grymas niezadowolenia przemknął mu przez twarz. Był już zmęczony,
a tu będzie musiał zebrać dokładnie cały wywiad, zbadać, a za drzwiami czeka jeszcze z dziesięciu chorych. Westchnął. – Co pani dolega? – Padło rutynowe pytanie. 

W gabinecie nastała cisza. Chora niespokojnie poruszyła się na krześle i znowu spojrzała na leżankę. – Słucham, co pani dolega? – Lekarz powtórzył pytanie z naciskiem na „słucham”, pochylając się nieco w kierunku pacjentki, by zachęcić ją do mówienia. Czas uciekał. – Panie doktorze – zaczęła wreszcie kobieta – mnie tak boli, o tu, w brzuchu. 

Tu na dole, o tu. – Kobieta położyła prawą dłoń na wyraźnie rysującej się pod swetrem wypukłości i przeciągnęła po niej to w prawo to w lewo, wykrzywiając przy tym usta
w grymasie bólu i zmęczenia.  Lekarz zaczął pytać, a od kiedy jest ten ból, czy jest stale, czy okresowo, a czy ma nudności, aż doszedł do końca „małego Orłowskiego”. – Proszę się położyć i odkryć brzuch – poprosił lekarz.                

Kobieta usiadła na brzegu leżanki i spojrzała błagalnie na lekarza. – Panie doktorze, ale… - wyszeptała kobieta i trzymając się kurczowo brzegu swetra, jakby w obawie, że gdy go puści, to zatonie, zaczęła już głośniej opowiadać o swoim życiu. O matce, która już nie żyje,  a która była stale chora, o mężu, który zapił się na śmierć, o córce, która dobra jest, ale dale-ko, bo robi zagraniczną karierę. A ona tu teraz sama została. I lekarz już wiedział, że ta opo-wieść to nie tylko historia życia pacjentki, ale i jej choroby. I zaczął słuchać. I usłyszał jej ból.

Pacjenci mówią do nas codziennie o tym, co im dolega. Mówią na różne sposoby, ale zawsze chcą, byśmy ich usłyszeli. My zwykle chcemy, by po prostu odpowiadali na nasze pytania, tak jest szybciej i prościej. Dygresje nas irytują. Szczególnie gdy czas goni, a kolejka za drzwiami się wydłuża. A potem pacjenci wychodzą z gabinetu i mają poczucie, że wcale nie powiedzieli tego, co chcieli. Wcale nie wyjaśnili, co im dolega, z czym mają problem. Choć recepty dostali, skierowania na badania też, to wracają, by dopowiedzieć swoją historią, która w nich siedzi, a której nie da się streścić w odpowiedziach na rutynowe pytania. A my znowu je zadajemy. Jak na egzaminie. I wystawimy kolejne skierowania na kolejne badania. A pacjent coraz bardziej niezadowolony. Jak przerwać to błędne koło?

Receptą na tę komunikacyjną bolączkę „kultury niesłuchania” może być medycyna narracyjna. Można ją określić jako medycynę uprawianą z „wykorzystaniem zdolności narracyjnych pomocnych w rozpoznawaniu, przyswajaniu, interpretowaniu oraz przeżywaniu historii choroby pacjenta” lub prościej jako „praktykę medyczną, która wie, co zrobić z opowieściami pacjenta”. A co z nimi robić? Przede wszystkim uważnie słuchać, by zrozumieć ich znacznie dla ustalenia rozpoznania i leczenia chorego, szczególnie w przypadku chorób przewlekłych. Ale nie tylko. W medycynie narracyjnej niezwykle ważne jest też budowanie więzi pomiędzy lekarzem a pacjentem opartej na kulturze słuchania. Ale to wymaga czasu. Czy go mamy? Czy mamy czas na opowieści naszych pacjentów?