Data dodania: 8-01-2017


Portrety niepospolitych medyków: Marian Smelczyński

Niewiele trzeba, by świat zapomniał o zasługach niejednego człowieka, choć jego życiorys zasługiwałby na pamięć wielu pokoleń. Niewiele brakowało, by właśnie taki los spotkał medyka Mariana Smelczyńskiego, który przez kilkadziesiąt lat leczył wiele pokoleń rodaków, a w chwilach dramatycznych dla ojczyzny bez wahania stawał w szeregu jej obrońców. Przeżył kilka wojen, poznał smak carskiej i sowieckiej niewoli, a potem okupacji hitlerowskiej. Dramatyczne wydarzenia nigdy go nie złamały. Leczył ludzi w wielu miastach i przez całe życie traktował to jako najważniejszą powinność. Zapewne dlatego wszędzie spotykał się z szacunkiem i wdzięcznością, co w przypadku niejednego współczesnego medyka nie jest czymś powszechnym.

Marian Bronisław Smelczyński przychodzi na świat 4 września 1894 r. we wsi Żytniów, „gdzieś między Wieluniem i Krzepicami”, jak powie po latach jego jedyny syn, znakomity olimpijczyk i także lekarz – Adam. M. Smelczyński pochodzi z rodziny dysponującej niegdyś znaczącym majątkiem, ale mocno uszczuplonym przez lekkomyślnego ojca. Pierwsze nauki zdobywa zapewne w rodzinnym domu. Wybuch wojny w 1914 r. i walka o odzyskanie przez Polskę niepodległości to pierwsze bolesne doświadczenia zdobywane w patriotycznym domu i środowisku.

Odrodzenie ojczyzny po stu dwudziestu trzech latach niewoli jest więc czymś naturalnym, podobnie zresztą jak i obrona kraju przed rosyjską nawałą w 1920 r. Smelczyński ma już wówczas za sobą początki studiów medycznych, ale nie waha się ani chwili i staje w jednym szeregu z młodymi obrońcami ojczyzny. Wstępuje do Legionów, walczy pod Radzyminem. Dla jego brata, który ledwo uchodzi z życiem, tak samo wielkiego patrioty i dzielnego żołnierza, ważniejsza jest od ran i krwi, jak się okazuje, śmierć kobyły, wiernej towarzyszki podczas dwuletnich walk.

Gdy wreszcie nastaje pokój, M. Smelczyński wraca na studia. 14 listopada 1925 r. kończy medycynę na Uniwersytecie Warszawskim i otrzymuje tytuł lekarza. Specjalizuje się w chirurgii, ale wkrótce okazuje się, że uczulenie na eter uniemożliwia mu wykonywanie operacji, więc zajmuje się chorobami ogólnymi. W latach 1926 - 1928 pracuje w Ówczesnym Szpitalu Miejskim w Łodzi przy ul. Drewnowskiej, a że w międzyczasie żeni się z częstochowianką Marią Plebanek, przedstawicielką bardzo zasłużonej i patriotycznej rodziny, w marcu 1928 r. przenosi się do Częstochowy i rozpoczyna pracę jako lekarz ogólny w miejscowej Ubezpieczalni Społecznej. Wkrótce jednak zamieszkuje z rodziną w pobliskich Krzepicach i od połowy 1931 r. leczy pacjentów w tamtejszym szpitalu i ośrodku zdrowia.  Na krótko przed wybuchem wojny, ponownie kieruje częstochowską Ubezpieczalnią Społeczną.

W 1939 r. znów odpowiada na apel ojczyny i staje w szeregach jej obrońców. Jako lekarz szpitala polowego ratuje setki żołnierzy Armii „Łódź”, broniących ojczyzny przed nawałnicą hitlerowską na najtrudniejszych odcinkach frontu. Uczestniczy w bitwie nad Bzurą i w dramatycznych okolicznościach - jak wielu innych polskich żołnierzy rozbitej przez  Niemców armii - dociera aż do Hrubieszowa i 17 września 1939 r. dostaje się do sowieckiej niewoli. Robi wszystko, by nie dać się zabić, za wszelką cenę chce uratować życie i powrócić do rodziny. Dopisuje mu szczęście, udaje mu się uciec i pieszo dociera do Częstochowy, gdzie przebywa jego żona i dziewięcioletni syn Adam. Po latach dowiaduje się, że wielu jego towarzyszy broni zostało zamordowanych przez Rosjan, m.in. w Katyniu.

Przez cały okres okupacji niemieckiej Doktor pracuje w swoim zawodzie w Częstochowie, spiesząc z pomocą medyczną Polakom, w jego mieszkaniu - o czym wspomina syn Adam - odbywa się tajne nauczanie. Także po wyzwoleniu, aż do stycznia 1948 r.  pozostaje w tym mieście i leczy jego mieszkańców. Niestety, ten okres jego życia, w tym także zawodowego, jest mało znany, nie ma bowiem żadnych dokumenty na ten temat.

Stan polskiego lecznictwa w okresie powojennym jest fatalny: brakuje lekarzy, bazy lokalowej, lekarstw, sprzętu medycznego. W 1948 r. doktor  Marian Smelczyński otrzymuje zadanie – ma stworzyć służbę zdrowia w Pajęcznie, niewielkim i zaniedbanym wówczas miasteczku, położonym na pograniczu dwóch województw: częstochowskiego i łódzkiego, co powoduje, iż co pewien czas zmienia przynależność administracyjną . Jest pierwszym powojennym lekarzem z prawdziwego zdarzenia w Pajęcznie, gdzie w trudnych warunkach leczy mieszkańców, a następnie od podstaw tworzy najpierw ośrodek zdrowia, później zaś Powiatową Stację Pogotowia Ratunkowego (1 marca 1957 r.), ściągając doń lekarzy i nowoczesny sprzęt.

Pogotowie początkowo mieści się w drewnianym domu przy ul. 1 Maja, gdzie funkcjonuje już ośrodek zdrowia, choć nie ma tu jeszcze prądu i oświetlenia. Potem pogotowie przenosi się na ulicę Poprzeczną, gdzie jest już elektryczność, a następnie do lokalu przy ul. Sienkiewicza, gdzie powstaje też Izba Porodowa. M. Smelczyński jest drugim kierownikiem PSPR (pierwszym był lekarz o nazwisku Głód). Na zachowanych z tamtych lat, kiepskiej jakości fotografiach uwieczniony zostaje wśród pracowników. Cieszy się ich szacunkiem, potrafi zjednywać sobie ludzi, łatwo zyskuje sojuszników i przyjaciół. Gdy w 1968 r., mając ponad siedemdziesiąt lat, przechodzi na emeryturę i opuszcza Pajęczno, by zamieszkać u syna w Warszawie, żegnany jest przez tłumy wdzięcznych mieszkańców miasta.

Doktorowi wiele zawdzięczają nie tylko pacjenci, ale i wspomniany jedyny syn Adam, świetny polski strzelec, znakomity olimpijczyk, reprezentant Polski w strzelectwie na kilku olimpiadach. Syn odziedziczył po ojcu wiele pasji – od medycznej poczynając, a na strzeleckiej, muzycznej i lotniczej kończąc. Syn niezwykle ciepło wspomina długie wspólne rozmowy z ojcem oraz polowania, a także spacery po łąkach w okolicach Krzepic, gdzie rodzina mieszkała przed wojną 1939 roku

Mieszkając już w stolicy, u schyłku życia, Doktor nie potrafi żyć bezczynnie, przez jakiś czas - mimo wieku - jeszcze leczy pacjentów. Umiera 1 marca 1988 r. i pochowany zostaje na warszawskim Cmentarzu Komunalnym Północnym. U stóp mogiły żegnają go m.in. dawni towarzysze broni. Zapomnianego, choć przecież zasłużonego nie tylko dla Pajęczna lekarza, przypomnieli nieco przed laty Jadwiga i Krzysztof Pach, autorzy książki pt. „Pajęczno poprzez wieki”. Nadarza się teraz okazja, by skwer przy miejscowym ośrodku zdrowia przy ul. Wiśniowej nosił imię Doktora. Tylko przyklasnąć takiej inicjatywie miejscowych medyków!

Ryszard Poradowski

PS. Za pomoc przy zbieraniu materiałów do artykułu autor szczególnie dziękuje synowi Mariana Smelczyńskiego - Adamowi, który mimo kłopotów życiowych udostępnił sporo materiałów dotyczących Ojca. Bardzo cenna okazała się też pomoc Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie oraz Biblioteki Publicznej Gminy i Miasta Pajęczno.