Data dodania: 3-03-2016


Prowokacje. Bezdomni Judymowie…

Czy organizujący ochronę zdrowia w Polsce traktują swoją rolę ( prezydent, poseł, senator, premier, minister, samorządowiec ) jak posiadanie kolejnej zabawki? Jak napisał Henry Fielding „są zabawki dostosowane do każdego wieku – od grzechotki do tronu, a posiadacze ich jednakowo sobie je cenią – każdy swoją”.

Organizacja ochrony zdrowia to nie są drewniane klocki do zabawy, podlega poważnym ocenom, a te są porażające. Ranking Szwedzkiej firmy Health Consumer Power House, porównujący stan służby zdrowia w trzydziestu sześciu krajach Europy, przedstawiony ostatnio w Brukseli, sytuuje polską służbę zdrowia na trzecim miejscu… od końca (tj. trzydziestym czwartym). Wyprzedzamy jedynie Litwę i Rumunię, a pierwsze miejsce zajmuje Holandia.

Zastanawiające jest przejście nad tą informacją do porządku dziennego przez większość mediów. Zrezygnowały z tego newsa na rzecz nośnego doniesienia o  doktorze Tomaszu B., byłym już kierowniku laboratorium w Policach, odpowiedzialnym za pomyłkę przy zapłodnieniu „in vitro”, który doprowadził do tego, że pani Monika po dwóch poronieniach za trzecim razem urodziła cudze dziecko. Nie omieszkano przy tym poinformować, że posiada on 25% udziałów prywatnej kliniki, jeździ drogimi samochodami i spędza wczasy z żoną na Bermudach (za cenę rocznych dochodów lekarza POZ-tu).

Kolejne, bardziej nośne niż pakiet onkologiczny, doniesienia medialne dotyczące służby zdrowia sytuują się na dwóch biegunach. Z jednej strony informacja: „Maciuś - zmarł ,bo szpital samorządowy w Kutnie go nie przyjął z powodu braku miejsc” (prokuratura bada przypadki śmierci trójki dzieci w tym szpitalu ), zaś z drugiej: „Adaś - dziecko cudem wyprowadzone z głębokiej hipotermii dzięki sprawnemu działaniu systemu ratownictwa zaczynającego się od dobrze wyszkolonego policjanta”.

W tle tych wydarzeń jak zawsze, nieuchronnie związana z filozofią systemu, pogoń za pieniądzem, którą wstydliwie chowa się za punktami przeliczeniowymi. Czyżby koniec etosu doktora Judyma ? Czy do historii przejdą lekarze, którzy broniąc się przed obrywaniem kieszeni fartuchów przez wdzięcznych pacjentów, otwierali prywatne gabinety, by móc w razie potrzeby udzielić porady bezpłatnie. Czy kasa fiskalna zamknie ten rozdział ?

Stawianych tu pytań nie można nie postawić przed wycierającymi sobie usta losem Polek i Polaków kandydatami do stanowienia prawa i rządzenia w Polsce.

Nie można się bawić lekarzami, pokazując parcie niektórych z nich na szkło, pieniądze czy synekury w związkach, samorządach i polityce.

„Lekarz przyjmuje pacjenta , a nie procesję chorych narządów. Musimy widzieć człowieka w całym jego otoczeniu, a nie same choroby, od których go chcemy uwolnić” - brzmi sentencja głoszona przez doktora - profesora AM we Wrocławiu - Antoniego Falkiewicza, konsultanta uzdrowiska Kudowa-Zdrój. Po to, by wskazała drogę do uzdrowienia i zdroju, tak potrzebnych w systemie ochrony zdrowia, niezbędna jest aktywność regionalnych prezesów izb lekarskich, polegająca na zaproszeniu przedstawicieli samorządów i parlamentu na okolicznościowe spotkania. Po co?

Po to, żeby odpowiedzieli na pytanie: Czy nie skomplikowali stanowionym przez siebie prawem prostej drogi do źródeł ? Na spotkaniach tych praktykujący lekarze przedstawiliby przykłady absurdów do jakich prowadzi źle stanowione prawo, złe zarządzanie majątkiem i niewłaściwe, pozbawione wyobraźni kierowanie przepływem publicznego pieniądza. Możemy dla przykładu zacząć od tzw. pakietu onkologicznego, przejść do obsadzania stanowisk kierowniczych, na tzw. udziałach własnościowych kończąc.