Data dodania: 14-09-2016


Prowokacje: Dorobkiewicz czy rentier?

Dorobkiewicz - słowo niejednoznaczne , o czym świadczy dwadzieścia jeden synonimów, od groszoroba zaczynając. Natomiast według Słownika Języka Polskiego to człowiek, który dorobił się majątku niekoniecznie ciężką pracą, lecz wykorzystując koneksje i układy, parweniusz, nuworysz, nowobogacki. Wydźwięk tak czy siak jest niewątpliwie pogardliwy.

 Czy lekarz może być dorobkiewiczem? W świetle przytoczonych określeń wydaje się, że zabezpiecza go przed tym fakt, iż już dla uzyskania tytułu do leczenia musi ciężko pracować na najdłuższych studiach i stażach oraz permanentnie się dokształcać. Można to zabezpieczenie zdjąć, wprowadzając studia za pieniądze, skracając staże i mnożąc łatwo dostępne tytuły. Można również niską płacą na tzw. etacie spowodować wrażenie pogoni za pieniądzem, które będzie skutkowało obniżeniem społecznego prestiżu zawodu.

Efekt zdjęcia owych zabezpieczeń może być przykry w nieodległej przyszłości o wiele bardziej niż „koperty” przyjmowane od zadowolonych pacjentów po udanej operacji. O kaczkach, kurach, jajkach, wiecznych piórach, butelkach koniaku ect. nie wspominając , choć to wszystko razem wzięte stanowiło bądź stanowi dochód.

Dochód (za Wikipedią) – to „dodatni efekt zastosowania czynników wytwórczych, ziemi, pracy, kapitału rzeczowego, czy kapitału finansowego w procesie gospodarowania”. W rezultacie połączenia wymienionych czynników wytwórczych oraz przedsiębiorczości człowieka można osiągnąć dochód również w formie pieniężnej. Pieniężna forma dochodu może wynikać z pracy ale również bez jej angażowania. Bez pracy dochód uzyskuje miano pasywnego. Osoby uzyskujące takich dochód  to rentierzy, a najbardziej interesującym ich dochodem są dywidendy od posiadanych akcji.

Uzyskanie dochodu może odbywać się kosztem zdrowia, stąd udział lekarzy w opracowaniach norm, które nie narażają tego zdrowia na przysłowiowy szwank, a także wyodrębnienie specjalizacji – medycyna pracy. Opracowane normy nie obowiązują rentierów i lekarzy pracujących na kontraktach. Dla tych ostatnich i ich pacjentów skutki przepracowania mogą być dramatyczne i nieprzewidywalne. Już Jan Kochanowski pisał: „Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie jako smakujesz, aż się zepsujesz”.

Po zakończeniu zmagań Polaków z analfabetyzmem, znajomość przytoczonej fraszki wydawała się powszechna, tak jak powszechny był obowiązek ukończenia siedmioklasowej szkoły podstawowej. Droga do smakowania zdrowia okazuje się jednak często długa i wyboista, co przeradza rymowankę wieszcza w antyfraszkę takim oto jej zakończeniem: „ile kosztujesz jak się zepsujesz”. W kosztach naprawy zdrowia blisko siedemdziesiąt procent stanowią płace pracowników medycznych, pomagających w przywracaniu rzeczonego smaku. Lekarze mają w tym swój znaczny udział, otrzymując zapłatę za: postawienie diagnozy i leczenie chorób, działania profilaktyczne, przeprowadzone badania diagnostyczne oraz wykonane zabiegi i operacje.

Dyskusja wokół niskich płac w ochronie zdrowia stała się permanentna. Przeciętne wynagrodzenie lekarza uzyskane za normatywny czas pracy zależy od miejsca, wykształcenia i stanowiska. Między Białymstokiem a Koszalinem zamyka się sumą od 2771 zł do 8499 zł miesięcznie. Według postulatów Krajowego Zjazdu Lekarzy, wynagrodzenie brutto medyka winno się mieścić między średnią płacą krajową  4121,41 zł,  a jej trzykrotnością 12364,25 (grosze też ważne). Dodajmy, że Ministerstwo Zdrowia w marcu 2015 r. podawało, iż wynagrodzenia lekarskie wynoszą od 1,700 zł do… 57000 zł  (bez groszy ), ale łącznie z dodatkami i dyżurami. Słowo „łącznie” równa się pracy od 80 do 100 godzin tygodniowo.

Wszystkie dotychczasowe propozycje rozwiązań płacowych  w ochronie zdrowia miały charakter incydentalno – uliczny i nie uwzględniały podstawowej tezy, która może zapobiec napięciom w zakładach opieki zdrowotnej i na linii obywatel – system. Teza ta to: „osią systemu jest lekarz, a jego nie ulegającym inflacji kapitałem - pacjent”. Historia kołem się toczy, zaś dyskusja o płacach w ochronie zdrowia toczy się bez widocznego postępu. Bez odniesienia się do historii i braku osi, merytoryczność dyskusji o płacach stoi pod dużym znakiem zapytania i raczej nie odbędzie się przy stole.

Lekarz nie zostanie rentierem, nie uświadczy akcji i zapyta: „Jak żyć?”