Data dodania: 3-03-2016


Prowokacje. Gabinet lekarski to nie konfesjonał

Srebrem w praktyce lekarskiej słuchanie przestało być z chwilą , gdy na lekarskie barki zaczęto zrzucać coraz większą ilość papierów do wypełnienia i danych do wklikiwania. W związku z powyższym, wywiad lekarski – podstawa dla właściwego ukierunkowania poszukiwań diagnostycznych - ograniczył się do minimum. Lekarze mają coraz mniej czasu , który mogą poświęcić rozmowie z pacjentem. Poszerza się obszar milczenia i to mimo, że lekarze posiadają stosowne środki, by się temu przeciwstawić . Z całą pewnością środkami tymi nie są kolejne stanowiska i apele o zachowanie rozsądku w bezkrytycznej rozbudowie biurokracji.

Wypada zauważyć ,że na mocy stanowionego w Polsce prawa, coraz więcej osób zaangażowanych kiedyś w przedsięwzięcia zwiększające czas potrzebny lekarzowi do wysłuchania pacjenta, obecnie jest wręcz zwolnionych z obowiązku słuchania lekarza - nie tylko w sensie dosłownym, ale i dyspozycyjnym. Złoto, będące milczeniem, topnieje wraz z etosem zawodu lekarza w Polsce, szczególnie wtedy , kiedy tenże lekarz nie wypowiada się w ważnych dla zdrowia sprawach ustami swoich samorządowych przedstawicieli.

W przeprowadzonym podczas kampanii prezydenckiej rankingu tematów do publicznej debaty, respondenci postawili na pierwszym miejscu sprawy ochrony zdrowia. Nie ma zatem żadnego usprawiedliwienia , a już na pewno tajemnicy lekarskiej, by środowisko lekarskie oficjalnie przedstawiało swojego  stanowiska na takie sprawy jak chociażby: zapłodnienie „in vitro”, opieka stomatologiczna nad dziećmi i obowiązkowe ich szczepienia dzieci, odpowiedzialność za szkolenie rezydentów etc.

Oddawanie prezentowanych  zagadnień z obszaru ochrony zdrowia dla celów doraźnych kampanii politycznych jest absolutnie niezrozumiałe dla znakomitej większości obligatoryjnie zrzeszonych i różnorodnych światopoglądowo lekarzy. Milczenie w sprawach , w których stanowisko izb lekarskich w XXI w.  może mieć tyko podstawy naukowe,  musi być w pełni akceptowane ponad podziałami ideologicznymi, światopoglądowymi i filozoficznymi, bo nie ma alternatywy.

Nie podejmujący dialogu z lekarzami minister zdrowia, uruchamiający pakiet kolejkowy czy onkologiczny z motywacją „ukrócenia wejścia w system przez prywatne profesorskie gabinety”, albo udaje, że nie widzi pogłębiającego się w Polsce podziału na biednych i bogatych, albo rzeczywiście go nie widzi wraz z płynącymi z tego konsekwencjami. Tymczasem - mimo konstytucyjnej równości w dostępie do leczenia - zamożność obywatela coraz bardziej wpływa na jego sytuację zdrowotną i to nie tylko w kwestiach związanych ze wspomnianą dostępnością. By dotrzymać zapisów o równości może należałoby rozważyć zniesienie wpisu VIP w skierowaniach i istnienie tak zwanych klinik rządowych?

Czy informacja o wysokości dochodów musi bulwersować? Z całą pewnością nie, skoro współpracownik profesora Religi – prof. Paweł Buszman mówi otwarcie o budowie sieci klinik kardiologicznych wartej miliard złotych, do której trafia co piąty zawał serca. Można być profesorem, zarabiać i nie żerować na służbie zdrowia, jak sugerują np. doniesienia prasowe o ograniczeniu liczby lekarzy wykonujących badania prenatalne. Zażenowanie środowiska lekarskiego, wywołane reakcją niektórych konsultantów krajowych na kwestię jawności dochodów potwierdza potrzebę jak najszybszego wprowadzenia Kodeksu Przejrzystości.

Gabinet lekarski to nie konfesjonał, ale naruszenie jego intymności brakiem zaufania, inwigilacją i założonymi z góry podejrzeniami o nieuczciwość może przynieść niepowetowane straty dla bardzo znaczącej części diagnostyki, jaką jest wywiad lekarski. Bo nie może być tak, jak pisał już Mikołaj Rej: „A dobrze, kiedy się tak omylny świat zmieni, iż kiedy mądrzy milczą niech mówią szaleni”.