Data dodania: 3-03-2016


Prowokacje. Kapitał lekarzy

W licznych wywiadach na łamach pism różnych, aktualny minister zdrowia, nasz kolega lekarz - Konstanty Radziwiłł deklaruje, że ma odwagę i jest zdeterminowany, by dokonać zgodnych z programem Prawa i Sprawiedliwości zmian w ochronie zdrowia, zapowiadanych w kampanii wyborczej. Deklaracja senatora i ministra z nadania PiS, mającego większość sejmową, senacką oraz wpływ na prezydenta wszystkich Polaków, musi być potraktowana bardzo poważnie. Na odbywającej się 21 listopada 2015 r. w Watykanie XXX Międzynarodowej Konferencji Papieskiej Rady ds. Duszpastertstwa Służby Zdrowia, K. Radziwiłł zabrał głos w panelu na temat kreowania polityki ochrony zdrowia i powiedział: „to człowiek a nie zysk będzie stawiany na pierwszym miejscu w poszanowaniu pierwszeństwa człowieka nad dobrami materialnymi (…)”

Deklaracja, że głównym celem ministra zdrowia jest zagwarantowanie, aby dobro każdego pacjenta, jak również dobro całego społeczeństwa leżały u podstaw każdego działania ochrony zdrowia, jest tak oczywista, że wpisały je w swoje programy wyborcze wszystkie opcje polityczne. Dla realizacji tego celu potrzebna jest odwaga określenia we wstępnej diagnozie dyslokacji szeroko pojętego kapitału i czerpanych z tego tytułu zysków. Zysk jest podstawowym celem w kapitalizmie, a kapitalizm (wg małej Encyklopedii PWN IV 1982), to formacja społeczno-ekonomiczna, którego podstawę stanowi własność prywatna i wolna przedsiębiorczość. System ten oparty jest na łączeniu środków produkcji, będących własnością kapitalistów, z siłą roboczą pracowników najemnych, tych środków pozbawionych. Zatem celem produkcji jest zysk. Logicznym wnioskiem, jaki stąd płynie jest to, że najlepszym statusem społecznym, przystającym do tego systemu, jest bycie kapitalistą.

Posiadanie kapitału (a do tego umiejętności jego pomnażania) jest często przyczyną świństw, które nie omijają żadnych środowisk - od polityków poczynając, na lekarzach kończąc. A jak o świństwach mowa, warto przytoczyć taką oto bajeczkę: „Rzekła świnia do wieprza: - Od człowieka jestem lepsza, bo jak najem się do syta, to się nie pcham do koryta”. O jedzeniu na koniec, teraz pora na przykłady. Doktor Anna Ch., wybitny chirurg plastyczny, której sukcesem jest przyszycie dwóch obciętych przez gilotynę dłoni, aktualnie ordynator w Centrum Leczenia Oparzeń Szpitala im. Rydygiera, przed kilku laty oskarżona została za wyłudzanie pieniędzy od pacjentów. A przy okazji, co z doktorem Mirosławem G?.

Do supermarketów, sklepów internetowych, stacji benzynowych płynie zysk ze sprzedaży leków (chodzi o około dwieście pozycji z trzech tysięcy dostępnych na polskim rynku farmaceutycznym), które trafiają na rynek bez kontroli inspekcji farmaceutycznej, zagrażając zdrowiu i życiu pacjentów - o czym czytamy w Manifeście Aptekarzy Polskich (czerwiec 2015). Polskiego pacjenta „zysk” z tego rodzaju procederu - to ceny leków, które nie odzwierciedlają ich rzeczywistych kosztów. Firmy farmaceutyczne w pogoni za zyskiem nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za blokowanie dostępu do terapii. Bełkotliwa, wszechobecna reklama leków, wpisana w ich cenę, jest dodatkowym kosztem, ponoszonym przez polskiego pacjenta i lekarza, potęgowanym po uruchomieniu telewizora. Jeśli chodzi o kapitałowe zaangażowanie, farmaceuci (właściciele aptek) są w podobnej sytuacji jak lekarze (posiadacze szpitali).

Jak się dowiadujemy z ust nowego ministra zdrowia, polski system zdrowia publicznego będzie działał za pośrednictwem Narodowego Programu Zdrowia – dokumentu przyjmowanego co najmniej raz na pięć lat. Ramy instytucjonalne tego o systemu obejmują Radę d.s. Zdrowia Publicznego, odpowiedzialną za planowanie polityki, nadzór nad nią i jej ocenę. W skład Rady wchodzą m.in. przedstawiciele ministerstw, samorządów terytorialnych i zawodowych o profilu medycznym, NFZ, inspektoratów sanitarnych, czy organizacji pracodawców  (…) Cała władza w ręce Rad, a odpowiedzialność za decyzje będzie ponosił minister?

Ostatnio głośno w środowisku lekarskim na temat ewentualnego „wyjścia” z izb lekarskich i stworzenia własnego samorządu przez lekarzy stomatologów . Czyżby pokłosie zwiększonych zysków (wzrost składki na Izby), przynoszących większe profity (apanaże prezesów, delegacje, siedziby)? Człowiek jest nie tylko tym co zje, ale i jak zje, stąd oczywista integracja: lekarz stomatolog (zęby i jama ustna), a dalej - lekarz (cała reszta). Oby i ta kolejna już próba rozbicia kapitałowo podzielonego środowiska lekarskiego, zaczynająca się od pięknych ust, nie skończyła się na brzydkiej d…!