Data dodania: 3-03-2016


Prowokacje. Lekarze w polityce

Transformacja (z łac.) - przemiana , przekształcenie , przeobrażenie. Z jednej strony termin dość powszechnie używany, np. transformacja ustrojowa, z drugiej, gdy go połączymy z rozwojem - ewolucją, zwłaszcza w stosunku do grupy ssaków naczelnych, czasami omijany. Niezauważanie zjawiska transformacji w przypadku polityków może skutkować znaczącym zagrożeniem dla tej części polityki, którą łączymy z przymiotnikiem zdrowotna.

Polityk to mąż stanu kierujący polityką  danego państwa , bądź mniej dumnie - działacz polityczny. Określenie działacz osłabia definicję polityki jako świadomej i celowej działalności, dotyczącej głównie stosunków między klasami społecznymi, państwami i narodami. Dla uprawiania polityki państwowej trzeba mieć władzę zdobytą najlepiej w demokratycznych wyborach. Nie narusza to bowiem zasady prowadzenia dialogu z tymi, którzy wyścig do władzy przegrali i powoduje liczenie się z tymi, którzy - jak w przypadku RP (około 50%) - mają te rozgrywki w pewnym miejscu, bo już się najedli, aż… do końca przewodu pokarmowego.

Artykuł Lidii Sulikowskiej, zatytułowany „Co myśli lekarska reprezentacja narodu”, zamieszczony w „Gazecie Lekarskiej” nr 2/2016, może wzbudzić niepokój tej części lekarskiej społeczności, która też myśli… A nawet więcej, bo

doświadczyła i doświadcza na własnej skórze tego, co Franciszek Zabłocki napisał w „Odzie do (…) Antoniego Górskiego (…)”:

 

„Zewsząd nas błędy tłoczą pod prawdy pozorem;

Szalbierstwo polityki barwi się kolorem,

Wyniosłość przekształcona w wspaniałości imię,

Łagodność w zarzuconym upodleniu drzymie;

Ucisk zyskiem godziwym, zemsta punktem sławy,

Przepych gustem wybornym i celem zabawy.’’

 

Czytając odpowiedzi na pytania sondy „GL”, jaką wizję ochrony zdrowia ma lekarska reprezentacja narodu, już na wstępie zauważamy brak odpowiedzi ze strony jej części w stosunku 12/30. Przy deklaracji pracy w sejmowej Komisji Zdrowia zauważamy, że część reprezentacji - w stosunku 5/30 -  w ogóle nie założyła „koszulek”. Należy w tym miejscu zasadnie domniemywać duże perturbacje przy budowie polityki ponad podziałami partyjnymi (PIS/PO). Być może, że nie dająca głosu w sondzie część naszych kolegów jeszcze się odezwie, o ile przyczyną braku głosu nie są obrażenia, jakie ponieśli w drodze do senatu i parlamentu z tytułu nie przestrzegania dyscypliny partyjnych głosowań , bądź niechęci do kierowania przedsięwzięciami, które niegodnie wynagradzały lekarzy.

Pytanie numer cztery owej sondy: „Ile powinno wynosić minimalne wynagrodzenie brutto lekarza za pracę na jednym etacie ?” - bardzo dobrze wpisuje się w trwającą od lat w Polsce dyskusję na temat wynagrodzeń w ochronie zdrowia. Brak koncepcji na kreowanie adekwatnych do wartości  pracy wynagrodzeń w ochronie zdrowia jest systematycznie przyczyną napięć, strajków, głodówek i dekompozycji zespołowej pracy w lecznictwie. Dla przykładu – niskie płace pielęgniarek doprowadziły do braku adeptek do tego zawodu i z nieba wziętych wskaźników obsługi pielęgniarskiej  w oddziałach szpitalnych. Warto w tym miejscu przypomnieć, że brak poczucia sprawiedliwości w przedmiocie wynagrodzenia za pracę był podstawową przyczyną upadku systemu, który deklarował płacę za wykonaną pracę , co w życiu sprowadzało się do: jaka płaca, taka praca.

Jak wiemy, rozpiętość płac brutto lekarzy na jednym etacie, szczególnie w tzw. publicznych zakładach opieki zdrowotnej, nie jest imponująca. Odpowiedzi naszych kolegów lekarzy - reprezentantów narodu są w tym kontekście bardzo interesujące, poczynając od tej, że „płaca powinna być godna”, poprzez „cztery (dwa, trzy) razy średnia”  oraz  „kwota wyższa niż dzisiaj”, aż po słuszną zasadę powracającą jak mantra, że „nie płaca według etatu, tylko za wykonaną pracę”. Szkopuł tkwi  w braku wyceny pracy lekarza, płaceniu za godziny , bądź gotowość etc., ale jeśli przyjąć jako osnowę wyceny kapitał (pacjent ), to może to być początek rzeczowej dyskusji na temat płac w ochronie zdrowia i ich wpływu na kreowanie pracy zespołowej.

Skończmy z tezą , że samorząd lekarski ma być apolityczny, bowiem jego apolityczność ma dotyczyć tylko sympatii dla walczących partii, ale w żadnym wypadku jakości polityki zdrowotnej.