Data dodania: 3-03-2016


Prowokacje. Od solidarności do parawaningu …

Jeżdżenie po Polsce, propagowane ostatnio odgórnie, nieuchronnie doprowadzi nas na wybrzeże Bałtyku. Zastaniemy tam podzielone parawanami plaże (wiadomo - „mój jest ten kawałek podłogi” ). Zjawisko powyższe otrzymało nazwę „parawaningu”. Tym samym wyścig o coraz ładniejsze i bogatsze ogrodzenia doprowadził Polaków do wykreowania mini płotu, oddalającego ich od „żywopłotu”.

Czy Polacy – Kargule i Pawlaki – odpowiedzą na hasło „podejdźże no do płota, jako i ja podchodzę”? Bard Sierpnia 1981 roku, wieszczący że „mury runą”, nie przeczuwał chyba, iż słowa te spełnią się w murze berlińskim (156 km), który jednakże po latach odrodzi się… w postaci muru węgierskiego (175 km). Nie sądził też, że wydłużone za sprawą Stalina polskie wybrzeże zostanie podzielone na fragmenty bawełnianymi płotami - w imię braterstwa, które próbowało wcielić w życie pokolenie powojennego wyżu.

MKS (Międzynarodowy Komitet Strajkowy) 17 sierpnia 1980 roku ogłosił listę dwudziestu jeden postulatów. Tablicę z nimi umieszczono na portierni Stoczni Gdańskiej i odczytywano je jako podważenie wiarygodności PZPR do sprawowania rządów w imieniu pracujących. Były też wezwaniem do budowy „socjalizmu z ludzką twarzą”, dając wiarą w możliwość zreformowania „ludowego państwa”.

31 sierpnia br. minie  trzydzieści pięć lat od podpisania porozumień zgadzających się co do kierunku zmian budowania systemu państwowego z ową pożądaną „ludzką twarzą”. Wygląda na to, że jego poszukiwania trwają jednak nadal - z tym, że biorą w nich udział coraz mniej wiarygodni „poszukiwacze”. Poszukiwacze sprzed pamiętnego sierpnia mogą być miernie ukontentowani tym, że wspomnianych dwadzieścia jeden postulatów zostało wpisanych na listę najbardziej wartościowych dokumentów świata UNESCO – PAMIĘĆ ŚWIATA.

Na szesnastym miejscu wśród sierpniowych postulatów znalazł się zapis: „poprawić warunki pracy służby zdrowia, co zapewni pełną opiekę medyczną osobom pracującym” (bezrobotni byli przypisani do innego systemu, a „kuroniówki” miały się dopiero pojawić). Warunki pracy służby zdrowia - z uwagi na nieunikniony postęp i wzrastającą zamożność - ulegają systematycznej poprawie. Gorzej z „murami” (czytaj mechanizmami i relacjami międzyludzkimi), które tym przekształceniom towarzyszą, ale nie poddają się ewolucyjnym zmianom.

Kłopoty z konstruowaniem systemu zdrowia są pochodną patologicznego czytania mechanizmów zarządzania kapitałem materialnym i ludzkim przez polityków, desygnowanych do tego przedsięwzięcia. Optymalny układ, jakim wydaje się w tej mierze zarządzanie nawą rządową przez środowisko lekarskie, pozostaje w powszechnym odczuciu nadal niewykorzystany. Systematyczne rozbijanie współpracy zawodów medycznych i specjalności lekarskich na grupy interesów, interesików i koterii, prowadzi do powstawania murów podejrzeń, pozorów i braku zrozumienia, co zaburza relacje lekarz - pacjent.

Obecny lekarz minister - prof. Marian Zembala, który dostał od papieża medal „Pro Ecclesia et Pontifice” (najwyższe odznaczenie watykańskie dla żyjącej osoby świeckiej) oświadczył, że chce wiele zrobić dla naprawy systemu ochrony zdrowia w Polsce. Dla Śląskiego Centrum Chorób Serca już to zrobił. Czy z równą pieczołowitością zadba o inne ośrodki i dziedziny ochrony zdrowia? Czy właściwie postrzega mury, jakie podzieliły zawody medyczne na przestrzeni ostatnich lat? Spotkanie przy pierwszym murze z Polkami - pielęgniarkami na temat wynagrodzeń może sugerować, że może mieć z tym trudności.

Minister - tak jak pielęgniarki i większość lekarzy - jest wieloetatowcem, który nie dostrzega tego, że problem wynagrodzenia pielęgniarek to nie 1500 zł do płacy podstawowej, ale godziwa zapłata za dobrze wykonaną pracę, pozostająca we właściwej proporcji do średniej krajowej. Zbieranie godziwego wynagrodzenia na wielu etatach jest również nierozwiązanym problemem lekarzy. Na wstępie swego urzędowania minister oświadczył, że zamierza pozostać dalej dyrektorem Śląskiego Centrum Chorób Serca za 13 800 brutto miesięcznie oraz profesorem Śląskiego Uniwersytetu Medycznego za 5 500 brutto miesięcznie, nie odnosząc się już do swojej indywidualnej praktyki lekarskiej, z której osiągnął przychód 1 milion 200 tysięcy w 2014 r.

Uczciwie zarabiane pieniądze żadną miarą nie mogą być przyczyną krytycznej oceny. Jednakże dysproporcje, jakie występują w Polsce w zakresie uzyskiwanych dochodów (a także sposobów ich osiągania), co nie dotyczy wszak tylko ochrony zdrowia, stanowią - jak się wydaje - istotną pożywkę dla politycznych gierek i rozdań. Polki i Polacy oczekują, że „ludzka twarz” nie tylko wejdzie na mur, ale go zburzy i… znowu „legniem jak śledzie” na nadbałtyckich plażach. Oczywiście, po dobrze wykonanej i opłaconej pracy na jednym etacie.