Data dodania: 3-03-2016


Prowokacje. Wyjście z malin

Wpuszczenie w maliny – to pogoń za słodyczą, prowadząca do podrapania. Malina w postaci 70 mld zł, zebranych na koncie NFZ-tu jest na tyle słodka, że przyjemność jej konsumpcji (dyspozycja kierunków wydatków), mimo deklaracji o likwidacji dysponenta, stoi pod znakiem zapytania.

Skłonność do deklarowania likwidacji NFZ-tu może być podyktowana historyczną obserwacją. Kto obiecuje likwidację tej instytucji, dostrzeganej powszechnie przez obywateli jako przyczyna wszelkiego zła w ochronie zdrowia, ten wygrywa wybory.

By nie być gołosłownym, sięgnijmy do cytatu założeń programu wyborczego PIS-u z 2005 r.: „Naszymi priorytetami są: podniesienie nakładów na ochronę zdrowia, likwidacja Narodowego Funduszu Zdrowia, powrót do finansowania ochrony zdrowia z budżetu, ustanowienie koszyka podstawowych gwarantowanych świadczeń medycznych, umożliwienie wprowadzenia dodatkowych komercyjnych ubezpieczeń zdrowotnych. No i PIS wygrał wybory w 2005 r.

Z ust Ewy Kopacz w październiku 2007 r. usłyszeliśmy: „Likwidacja NFZ-tu i w miejsce tego stworzenie kilku funduszy publicznych oraz konkurujący ze sobą świadczeniodawcy, zmiana i uproszczenie refundacji leków, powrót gabinetów lekarskich do szkół, więcej rezydentów i etatów stażowych dla medyków – to założenia Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Platformy Obywatelskiej.” No i PO wygrywa w 2007 r. wybory parlamentarne.

Wniosek, jaki płynie z powyższego zestawienia dotyczącego obu wiodących od lat w sondażach partii, jest zatem oczywisty. Tym samym nikogo nie dziwią deklaracje o likwidacji NFZ-tu wygłaszane w aktualnie toczącej się kampanii wyborczej. A to, co się będzie działo po wyborach, jest… równie oczywiste, jak wyborcze deklaracje.

Wpuszczani w maliny wyborcy nie zauważają, że generalną sprawą dla systemu ochrony zdrowia nie jest likwidacja NFZ-tu, ale realna zmiana zasad jej finansowania oraz kierunków dysponowania środkami pieniężnymi w oparciu o rozpoznanie epidemiologiczne, ekonomiczne, środowiskowe, samorządowe etc., poparte analizą kosztów i oceną potencjału personalnego. Tych spraw jednak, z próbą ich uszczegółowienie, nie podnosi żadne z występujących aktualnie na ringu wyborczym ugrupowań politycznych. Tymczasem lekarzy spycha się w niewłaściwe dla nich role, sprowadzające się głównie do liczenia, pisania, klikania i tłumaczenia się z indolencji chorego systemu.

Polski obywatel w wyniku transformacji ustrojowej prawie wyleczył się z iluzji, że ochrona zdrowia może być „bezpłatna”. Uważa, że zdrowie jest bezcenne, a jego naprawianie kosztowne, nie jest jednak w stanie zaakceptować stanu, w którym szybkość dostępu do świadczenia będzie zależała od dodatkowego, komercyjnego ubezpieczenia zdrowotnego. Krytycznej oceny nierówności dostępu do świadczeń nie zgłosiły nawet ugrupowania o konotacji lewicowej.

Polski obywatel ze zgorszeniem obserwuje zarządzanie ochroną zdrowia, polegające na skłócaniu lekarzy, pielęgniarek i innych zawodów medycznych, prowadzące do zakłócenia jakże potrzebnego w procesie leczenia spokoju. Przykładem zaburzeń w kierowaniu zespołami ludzkimi w ochronie zdrowia są ciągłe protesty płacowe i nie zauważanie braku wykorzystania rad społecznych, rad pracowniczych, związków zawodowych i przedstawicieli korporacji zawodowych w procesie właściwego urządzania i zarządzania systemem.

Z ostatniej dyskusji ministra z pielęgniarkami przeciętny odbiorca wyłowi przede wszystkim nerwowe gesty szefa resortu i okrzyk cztery razy czterysta, co skojarzy się pielęgniarkom, których średnia wieku w Polsce wynosi 48 lat, głównie z Badeńskim (był taki czterystumetrowiec i taka sztafeta). Nie zaś z próbą realnego powiązania wysokości wynagrodzeń lekarza, pielęgniarki i wszystkich, którzy ich wspomagają.

W tym miejscu, idąc śladem „Gazety Lekarskiej” i ostatnich doświadczeń z emigracją zarobkową lekarzy, należało by odnieść dyskusję na temat stawek godzinowych w ochronie zdrowia do średniej europejskiej, gdzie najniższa taka stawka wynosi od 8,5 euro do 11 euro. Wtedy będziemy mogli powiedzieć, którzy z naszych kolegów i koleżanek oraz wspomagający ich pracownicy, są już w Europie , a którzy do niej zmierzają.