Data dodania: 9-10-2016


Prowokacje: Wyszło szydło z worka

Rozmowy starszych lekarzy na temat tego, który z nich miał kiedyś gorzej, bo spędził w pracy większą część życia i marnie mu płacono, młodzi lekarze kwitują jako „gawędy z partyzantki”. Opowieści o kilkunastu dyżurach szpitalnych w miesiącu i życiu w karetce, z przeliczaniem tych godzin z przeszłości na aktualne godziny pracy (np. lekarza), może służyć jedynie odreagowaniu i przywołać anegdotę o Żydzie, który patrząc na grobowiec Poznańskiego, powiedział : „Ten to ma życie”. Na marginesie - dochody z nekrobiznesu i przywracania zdrowia są najbardziej pewne.

Pracuje się by żyć, a nie żyje, by pracować. „Odkrycie” to przyświeca działalności związków zawodowych, a szczególnie ich dobrze uposażonych przywódców. Interesów płacowych pracowników ochrony zdrowia „pilnował” onegdaj, włączony do CRZZ, Związek Zawodowy Pracowników Ochrony Zdrowia, który w miarę dezintegracji środowiska podzielił się na rozliczne związki zawodowe lekarzy, pielęgniarek, pracowników obsługi etc. Dla wielu lekarzy, zajmujących się polityką społeczną, którzy ostrzegali i wskazywali na zagrożenia, jakie niesie dezintegracja środowiska pracowników ochrony zdrowia dla budowy spójnego systemu, żadna to satysfakcja, że teraz wychodzi szydło z worka pod tytułem „płaca”, a triumfy święci zarządzanie poprzez konflikt.

Zarządzanie poprzez konflikt staje się zmorą w urządzaniu życia Polaków. Z zarządzaniem tego typu dość skutecznie radzono sobie w schyłkowym okresie PRL-u, chociażby przez powoływanie na stanowiska kierownicze bezpartyjnych fachowców, poparte hasłem: „Nic o nas bez nas” . Doprowadziło to nas - jako społeczeństwo - do stanu wzajemnego szacunku dla ludzkiej pracy pod sztandarami wolnych związków zawodowych. Niestety, stan powszechnej euforii przerwały konflikty dotyczące wyceny tej pracy.

Znaczącą rolę w kreowaniu konfliktu między ludźmi w czasie, gdy zaspokojone są ich podstawowe potrzeby, odgrywa pomniejszanie znaczenia ich pracy dla reszty społeczności. W procesie urządzanego poprzez konflikt życia społecznego poszedł w zapomnienie wiersz Juliana Tuwima pt. „Wszyscy dla wszystkich”, zaczynający się od słów: „Murarz domy buduje, krawiec szyje ubrania…”, a kończący :„…tak dla wspólnej korzyści i dobra wspólnego, wszyscy muszą pracować mój maleńki kolego”. Tezę, że dla dobra wspólnego wszyscy muszą pracować, łatwo było przekazać w elementarzowym podręczniku, w związku z brakiem bezrobocia i niewielkim zróżnicowaniem płac, co zostało skwitowane zawołaniem: „Czy się stoi , czy się leży…”

Problem wyceny wartości pracy poprzez stosowną, powszechnie akceptowaną płacę staje się chronicznym problemem polskiego rynku pracy. Rozpiętość, zasadność i logika wysokości wynagrodzeń za pracę - od zawodowych polityków, poprzez prezesów, członków rad oraz innych pracowników, w tym lekarzy - nie znajduje społecznej akceptacji. Przeciętne wynagrodzenie lekarza wynosiło w pewnym okresie PRL-u 1,4 średniej płacy krajowej. Nie może zatem budzić zdziwienia to, że obecna propozycja minimalnej pensji brutto w ochronie zdrowia na poziomie 1,23 średniej krajowej - i to dopiero za dziesięć lat - staje się zarzewiem konfliktu.

W ostatnim czasie sprawa płacy za pracę nabrała międzynarodowego wymiaru z polskim akcentem. Pytanie: Jaki wpływ na zmniejszenie średniej płacy godzinowej w Wielkiej Brytanii o 5,5 % miała tania siła robocza po rozszerzeniu Unii w 2004 r.? -  staje się retoryczna. Płaca minimalna w United Kingdom zależy od wieku i wynosi za godzinę 5,3 funta dla osiemnastolatka i 7,2 funta dla osoby powyżej dwudziestu pięciu lat. Zgodnie z aktualnym przeliczeniem walut, daje to stawki godzinowe od 27 do 37 złotych, co pozwala zrozumieć, dlaczego murarz czy sprzątaczka czują się w Wielkiej Brytanii, jak w wierszu Tuwima.

Pytania: Czy zarządzania przez konflikt, nie złagodzi medialne zwalnianie ministra?