Data dodania: 26-03-2016


Słowo Prezesa: Czy możemy liczyć… nie tylko na siebie?

Upalne lato zaczyna z wolna chylić się do zmierzchu, sprowadzając widoki urlopowej wyobraźni do ram zwykłej codzienności. Znów pochłonęły nas obowiązki i stereotypy szarych myśli, którym gdzieś tam tylko bezwiednie zdarzy się potknąć o wspomnienia wakacyjnych miejsc. Może chociaż wtedy, zapisem pamięci uda się wrócić chwilą do cienia oleandrów i akacjowych rozmarzeń…

Tymczasem ramy codzienności jakby nabrały innych barw w związku z decyzjami podjętymi przez Panią Premier kilka tygodni temu, które doprowadziły do zmian kierownictwa w resorcie zdrowia. Nowy minister, wybitny kardiochirurg i wieloletni dyrektor dużego szpitala, zabrał się do pracy z werwą, przyjmując zupełnie inną postawę wobec samorządu lekarskiego niż jego poprzednik. Nie dość, że powołany dopiero co nowy sternik ochrony zdrowia przybył na czerwcowe posiedzenie Naczelnej Rady Lekarskiej, to jeszcze zabrał ze sobą wiceministrów i liczną grupę dyrektorów ministerialnych departamentów. Trudno nie uznać tego  gestu za wyraz szacunku i otwartości , ale być może jest on również zapowiedzią zmiany dotychczasowych relacji, które w ostatnich latach nie z winy samorządu lekarskiego przybrały wręcz zimnowojenny charakter.

Obecność ministra Mariana Zembali w izbie lekarskiej obok kurtuazyjnych gestów (w tym gratulacji dla najlepszych polskich sportowców lekarzy, będących - co szczególnie miłe - również reprezentantami Łodzi), była też okazją do przedstawienia najważniejszych problemów ochrony zdrowia widzianych oczyma środowiska lekarskiego. Spośród dwudziestu jeden postulatów, przedstawionych NRL, udało się ministrowi odnieść do niespełna połowy z nich. Niestety, nasze postulaty dotyczące likwidacji pakietu onkologicznego, przywrócenia stażu podyplomowego i zniesienia obowiązków administracyjnych przy wystawianiu recept nie znalazły ministerialnej akceptacji, inne będą wymagać rozpatrzenia, a niektóre - jak rozwój opieki geriatrycznej - mogą stać się sprawami priorytetowymi w najbliższym czasie.

Ważnym momentem „debiutu” nowego ministra było też spotkanie w auli „Szpitala Matki Polki” w Łodzi, poświęcone zagadnieniom związanym z opieką pediatryczną i położniczo-ginekologiczną, choć wyeksponowane przez media bardziej z tytułu polemiki profesora  z posłem, któremu zdarzyło się zapomnieć o „dzień dobry”. Łódzka konferencja była szansą na przedstawienie najbardziej palących spraw z regionu, jak i z całego kraju w dziedzinach, które nader często są polem poszukiwania tytułów na pierwsze strony gazet.

Wśród ministerialnych sposobów poprawy obecnej sytuacji pojawiły się m.in. zapowiedzi: wprowadzenia okołooperacyjnej karty kontrolnej, przywrócenia rejonizacji szpitali i obowiązku przyjęcia pacjenta do placówki o statusie wiodącym oraz uzyskiwania zgody ordynatora przy odmowie przyjęcia do szpitala pacjenta pediatrycznego ze skierowaniem.  Propozycje te rzecz jasna wymagają uszczegółowienia, ale część z nich - po zasięgnięciu opinii także samorządu lekarskiego - przyjmie zapewne formy w pełni zrozumiałe i będzie służyć poprawie, a właściwie naprawie systemu ochrony zdrowia.

Dziś wszyscy czekamy na usprawnienie zasad funkcjonowania opieki zdrowotnej, przesiąkniętej nadmiarem biurokracji, która wkrada się nieubłagalnie wszędzie. Czasem można odnieść wrażenie, że jedna sprawozdawczość tworzy potrzebę tworzenia kolejnych, by uzasadnić  konieczność powołania dalszych komórek rozliczeniowych, które nie ustają w poszukiwaniu… nowych procedur dla procedur. Potrzebna są tymczasem takie decyzje resortu, których cele będą koncentrować się przede wszystkim na poprawie sprawności placówek medycznych i nie zostaną przysłonięte przez dążenie NFZ do uzyskania nadmiernych oszczędności.

W ostatnich dniach zapowiedzi nowych pomysłów reformatorskich pojawiają się z różnych stron, ale kampanijny czas siłą rzeczy musi ograniczać wiarę w możliwość ich realizacji w przyszłości. W świecie personalnych busów i pociągów, przy obwoźnym serwowaniu uśmiechów, gratulacji, podziękowań i obietnic, polityczny teatr może znów okazać się nagą, bezradną rzeczywistością. Przyjdzie nam więc jeszcze parę tygodni poczekać, by przekonać się, czy możemy liczyć… nie tylko na siebie.