Data dodania: 26-03-2016


Słowo Prezesa: W młodości jest ogromny potencjał

U progu lata nasze zmysły chłoną bez reszty wszechobecne oznaki młodej dojrzałości. Giętkości przydrożnych zbóż kłaniają się na wietrze, gdzieniegdzie zalotnie kiwając podróżnym jaskrawością chabrów i rozpaleniem makowych wyniosłości. Czasem chciałoby się ulec pokuszeniu i porzuciwszy kilometry potocznych słów, odurzyć się dźwiękami polnej ciszy...

Przyglądając się otaczającej naturze, można mieć też wrażenie niezachwianej harmonii jej rozwoju. Przemiany pokoleniowe, dyktowane odwiecznym ładem, zdają się gwarantować trwałość gatunków, dopóki nie pojawią się próby ulepszania krajobrazu, będące dziełem ludzkiego umysłu. Niestety, gorzkie owoce tych naprawczych dzieł coraz częściej przychodzi smakować i nam, zwłaszcza w odniesieniu do naszej zawodowej społeczności. Kolejne zmiany w zakresie systemu kształcenia podyplomowego sprawiły, że dopływ młodych specjalistów w wielu dziedzinach medycyny jest dalece niewystarczający.

Średnia wieku lekarza specjalisty w naszym kraju zbliża się do 55 lat i nie ma widoków na poprawę tego stanu rzeczy w latach najbliższych. Najgorzej sytuacja demograficzna przedstawia się wśród pediatrów, chirurgów, ginekologów i laryngologów. W specjalizacjach stomatologicznych niewydolność systemu jest tak wielka, że można już mówić o zapaści, zagrażającej uwstecznieniem poziomu wykształcenia lekarzy dentystów. Zbyt mała liczba rezydentur, ograniczony zasób miejsc szkoleniowych i brak wsparcia finansowego dla placówek kształcących, to tylko niektóre przyczyny pogłębiającej się luki pokoleniowej wśród specjalistów.

Na przełomie maja i czerwca tym tematom była poświęcona, odbywająca się w Gdańsku „Ogólnopolska Konferencja Młodych Lekarzy”. W gronie medycznej młodzieży oraz prezesów okręgowych rad lekarskich, obecnych na trójmiejskim spotkaniu, podnoszono m.in. problemy występujące w trakcie specjalizacji, które związane są z trudnościami w nabywaniu umiejętności praktycznych i ograniczeniem dostępu do dyżurów na macierzystym oddziale, co sprawia, że lekarze rezydenci wykorzystywani są do pracy w SOR-ach albo muszą szukać miejsca dyżurowego w innych placówkach. Tym i wielu innym bolączkom naszym młodszym kolegom  trzeba zaradzić, co jest zadaniem dla urzędników ministerialnych, dyrektorów szpitali, kierowników specjalizacji i nas wszystkich, zaangażowanych w sprawy samorządowe.

Jednocześnie wciąż aktualna jest kwestia przywrócenia stażu podyplomowego, o czym coraz częściej mówią nie tylko absolwenci, ale i rektorzy uczelni medycznych. Władze uczelni pozostawiono bowiem często bez  środków finansowych na dostosowanie bazy dla nauczania studentów, którym - według zapowiedzi - leczenie pacjenta ma zastąpić praktyka na fantomach. Taka perspektywa wyłania się dziś, gdyż zgodnie z obecnym prawem, studentowi -  w odróżnieniu od lekarza stażysty - nie można przypisać odpowiedzialności zawodowej i obowiązku zachowania tajemnicy lekarskiej. Do czasu rozpoczęcia pracy pierwszych roczników lekarskich pozbawionych stażu pozostały jeszcze trzy lata i należy mieć nadzieję, że resort zweryfikuje swoje stanowisko w sprawie kształcenia przyszłych kadr medycznych.

Niekiedy w życiu przychodzi czas, by porzucić polityczną dumę i zapomnieć o patencie na nieomylność, choćby po to, by pozorne oszczędności nie pociągnęły kosztów, które mogą stać się bolesne w skutkach dla całego społeczeństwa. Do czego może prowadzić zadufanie i brak wsłuchiwania się w głosy młodej części naszej generacji mogliśmy się przekonać w ostatnich miesiącach nader dobitnie. W młodości jest ogromny potencjał i jest przyszłość, którą trzeba przed nią otworzyć tu i teraz.

Z ogromnym podziwem patrzyłem na zaangażowanie młodych lekarzy na gdańskich obradach, jak również na konferencjach „Między Nami Lekarzami” i „Forum Młodych  Chirurgów”, zorganizowanych  na terenie łódzkiej izby lekarskiej. Organizatorom tych dwóch ostatnich przedsięwzięć serdecznie gratuluję i zachęcam innych, aby szli również tym śladem. Czy tym śladem pójdą sternicy rodzimej ochrony zdrowia i dostatecznie otworzą się na sprawy młodych medyków? Wierzę w to, chyba że wolą, częściej niż dotychczas,  słuchać o sukcesach polskich lekarzy... emigrantów.